moja prywatna opinia: fakt, że współcześnie większość komiksów dostępna jest w dyskontach z 40% upustem nie jest dla mnie sytuacją, która pozwala budować normalny rynek, a wręcz jest jednym z kilku czynników, które przyczyniły się do jego zapaści (swego czasu). przysłowiowy niedzielny klient, który mógłby zasilić bazę czytelników, zanim się zainteresuje na poważnie, to nie szpera po ceneo, porównując i szukając, gdzie największy rabat, taki gość bierze do ręki przypadkowy eksponowany w empiku komiks, przekartkowuje i na koniec sprawdza, ile to cudo kosztuje (np. integral egmontowy 100 zł), po czym z trwogą odkłada na miejsce; istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że ów mityczny niedzielny klient gdyby zobaczył cenę dyskontową 60 zł za to samo cudo, to za którymś razem być może by się skusił. jak widać na przytaczanych wielokrotnie przez kolegów przykładach, sytuacja "przełamała się" w momencie startu kolekcji, których cena skalkulowana była tak, by skutecznie skusił mitycznego, ale również nie zniechęcać fana, który kupuje zazwyczaj w dyskoncie (czytaj: klient dyskontu "dopłacał" do marży empiku, ale tak naprawdę wcale nie był stratny, bo miał zawsze komiks w cenie co najwyżej takiej, jaka była w empiku).
Moja teza: Aby skutecznie przyciągnąć nowych (niewtajemniczonych, sentymentalnych, niedzielnych i przypadkowych) klientów należy dążyć do maksymalnego zredukowania marży w empiku nawet kosztem rabatów w necie. (stąd właśnie mój nieco naciągnięty (dla osiągnięcia lepszej perspektywy) wniosek, Szekak.... przyjmując, że w biznesplanie pozostawiamy osiągnięty zysk na całości na stałym poziomie, to dając internetowym klientom duży rabat, musimy podnieść cenę kupującym w empiku, bo jak to mówią, próżnemu nawet salomon nie natrzaska, czy jakoś tak....
zdanie osobiście zupełnie prywatne, z którym jednakowoż się nie obnoszę, ale wywołany do tablicy przytoczyć muszę: też bym wolał w A4 i taniej, bo wówczas więcej chętnych się załapie, a co za tym idzie większa chwała dla komiksowa, ale to była decyzja podjęta przez jedynego, któremu do tej pory się udało wskrzesić relax (a myślę, że wielu miało na to chrapkę), więc ja ją szanuję. ze słowami krytyki poczekam do momentu, gdy sam zapoznam się z nowym relaksem, albo gdy (jak wieszczysz) padnie po kilku numerach powtórnie martwy.
mimo wszystko, mam jednak nadzieję, że projekt się rozwinie i nawet Ty po tym wspomnianym numerze 36 - weźmiesz magazyn do ręki.
.....bez urazy.....