W temacie festiwalowym jeden kolega stwierdził, że nie czyta polskich komiksów, bo te, które czytał, mu nie odpowiadały, a na inne ciężko trafić. Został zmieszany z błotem, a zamiast tego mógł dostać propozycje komiksów, które mogłyby mu się spodobać. A miał sporo racji, bo jeśli ktoś nie szuka dokładnie komiksu polskiego, to raczej nie jest nim atakowany że wszystkich stron. Poza tym nie jest łatwo znaleźć coś, co pozwoli na łagodne przejście od Marvela/DC do rodzimego komiksu.
Eh... nie został zmieszany z błotem za "nieczytanie" polskich komiksów, tylko za formę rasizmu, którą uprawia.
To zupełnie dwie różne sprawy:
-nie czytam krajowych, bo ich nie znam, nie orientuję się i mam tonę innych komiksów do ogarnięcia.
-nie czytam polskich komiksów, bo trafiłem na dwa z nich i wyrobiłem sobie "opinię" (a do tego sprawdzam autorów przed zakupem, żeby przypadkiem nie trafić na kogoś z Polski

).
Prowadzimy otwartą debatę na forum, które ma odrębny dział zawalony informacjami o krajowych komiksach, wszystko na wyciągnięcie ręki. Sorry, ale taka postawa jest akceptowalna w komciach na TikToku ale nie tutaj.
W kwestii rozpoznawalności, nie da się ukryć, że współczesny komiks w wielu miejscach trafia na mentalną barierę, która bywa nie do przejścia.
Dla wielu czytelników starszego pokolenia, czas zatrzymał się w 1989 roku i koniec, kropka. Rób tak jak wybiórczo dobrani klasycy albo spadaj.
Dla wielu młodszych punktem odniesienia jest wyimaginowany standard Marvel/DC, który w rzeczywistości nie istnieje, ale furda tam, jak nie robisz dla Marvela, to spadaj.
Itd. itp.
Czy da się wyjść z rodzimą ofertą do szerszej grupy potencjalnych czytelników? Próbujemy, ale to jest metoda małych kroczków, w dodatku bez zaplecza finansowego.
Czy np. Bradl jest dobrym przykładem? Nie wiem, na pewno nie jest to opcja dla każdego, potrójne finansowanie z różnych źródeł, kontrola i dostosowanie treści do wymagań zleceniodawców, błędnie dobrana forma wydania i dystrybucja (to powinno iść tak jak zostało zaprojektowane, czyli w zeszytach).
Mieszko? Za wąska dystrybucja i za wysoka cena żeby się przebiło.
KiK? Podobny problem jak np. Wilq, ma swoją grupę odbiorców i specyfikę, ale nie otworzy szerzej furtki dla innych komiksów.
Zagospodarowanie segmentu rynkowego oferty dla krajowych komiksów jest na chwilę obecną abstraktem, bo większość publikacji trafi jedynie do "wtajemniczonych" i jest dostępna w bardzo wąskiej dystrybucji, i tego nie da się za bardzo zmienić.