Moje wrażenia po filmie są pozytywne, jako widz miałem możliwość towarzyszenia Rosińskiemu nie tylko w procesie twórczym nad ostatnim Thorgalem, ale też po części w jego życiu osobistym. Nie jest to żadna laurka czy podsumowanie dokonań, jest to codzienność rysownika. Jest pokazana jego praca nad kolejnymi projektami, jest pokazane jak ściera się z synem odnośnie swoich koncepcji artystycznych... Jest to też Rosiński jakiego znałem - zmęczony już swoją pracą, rysowaniem, Thorgalem, zmęczony chyba wszystkim, rozmyślający nad swoim życiem i sensem wszystkiego. I taki nastrój we mnie pozostał po seansie, więc z jednej strony film przybliżył postać Rosińskiego, a z drugiej zachęcił do szerszych rozważań.
Film mi się spodobał na tyle, że jak pojawi się na MAX, to seans sobie z przyjemnością powtórzę, szczególnie, że na seansie w którym ja brałem udział, na początku nie były tłumaczone fragmenty po francusku, a no przecież muszę wiedzieć co tam Van Hamme gadał...
