Ale jaki jest problem, że dedykacja jest imienna? Tylko Polacy mają na tym punkcie hopla ale im wszystko przeszkadza
Płacisz za rysunek i naprawdę przeszkadza Ci dymek z czyimś imieniem? Prosze Cię 
Nie, nie tylko

Tu też się wtrącę, bo o tym czytałem kiedyś z ciekawości. Perspektywa "światowa".
Nie było tak, że od lat 60. rysownicy hitów Marvela byli rozchwytywani, a zdecydowanie nie przez fanów. Historii Conów (konwentów) akurat nie znam za dobrze, tyle co czytałem kiedyś w skrócie - były małe Cony zrzeszające głównie osoby z branży, a dopiero franczyzowe konwenty typu Star Trek uruchomiły lawinę - coraz więcej miejsc na mapie, zwiększające się zainteresowanie faktycznych fanów, stąd rozrost Conów komiksowych, do tego podpięcie komiksów pod franczyzy filmowo-serialowe i mamy Comic Cony znane obecnie. Do sedna - była mniejsza popularność spotkań z rysownikami i otrzymywania od nich autografów czy wrysów = artyści za to nie liczyli $, to była dla nich promocja, z czasem zaczęli się cenić (lub niektóre Cony same zaczęły ich cenić), takim małym przełomem był popyt na autografy/rysunki, dalej sprzedawane i kupowane z drugiej ręki - np. był limit 1 rysunek na osobę to ktoś wysyłał kolegę co fanem nie był i automatycznie 2 rysunki z tego miał (czy to dla siebie czy na sprzedaż). Takie wykorzystywanie sytuacji. Do tego oczywiście doszedł internet i powszechne giełdy online (typu naszego Allegro) - jesteś rysownikiem, wchodzisz na taki portal i widzisz jak Twoje prace dla fanów zmieniają właścicieli i Ty absolutnie nic z tego nie masz... Tzn. nie że internet wszystkich uświadomił, ale pokazał skalę i był katalizatorem do tego co jest obecnie...
Jeśli ktoś chętny poprawić to moje uogólnienie historii i ciągu przyczynowo-skutkowego to chętnie przeczytam, szczegółów historycznych i co/jak/dlaczego nie znam dobrze, wiem za to jak to wygląda teraz, horrendalne ceny żeby zarobił każdy w szeregu, żeby artysta nie czuł się pokrzywdzony jak gdzieś na sprzedaż jednak coś pójdzie, ale żeby jednocześnie pseudofanowi nie opłacało się robić "biznesu" itd..
Dowód anegdotyczny - mimo że nie zbieram autografów czy wrysów, to miałem farta (niekoniecznie szczęście, po prostu niejako przypadkiem rzuciło mi się w oczy info o takich możliwościach w okolicy) spotkać dwójkę z moich ulubionych ilustratorów - Bisleya i McKeana, z przerwą kilkunastu lat między nimi. Bisley podchodził do autografów i wrysów bardzo luźno, ludziom rysował za grosze (a nie zdziwiłoby mnie, gdyby i rysował bez opłat, osoby przy mnie jednak miały przygotowany banknot). Niby było to już za czasów powszechnego internetu, ale wciąż przed obecną skalą Comic Conów, przed restrykcyjnymi cennikami na nich, jeszcze jak ten cały rynek nie był przesiąknięty z każdej strony chęcią zysku (tj. wiem, że niby zawsze był, ale jw. - teraz gdyby taki rysownik wrysy robił za darmo, to "biznesmeni" wysyłaliby słupy żeby puścić te wrysy dalej za konkretny $, nie byłoby nic dla fanów, a wcześniej jak nie było popytu to nie było biznesu na tym). McKean z kolei relatywnie niedawno i już konkretnie - wrys czy autograf tylko z dedykacją imienną, to nie podlegało wyjaśnianiu, każdy zdawał się rozumieć na czym to polega - dedykacja diametralnie obniża wartość rynkową (!, a jeden wykrzyknik nie wystarczy, bo piszę tu o światowym zbycie, nie byle lokalne poletko, są biznesy [głównie USA] zajmujące się skupywaniem autografów i sprzedawaniem dalej itp.), a do tego artysta wtedy wie, że robi to dla faktycznego fana (tj. zakładając, że ilość słupów jest znikoma w takim modelu), czyli odpada większość aspektu komercyjnego z takiego spotkania (a niemal w całości odpada faktyczne wykorzystywanie artysty dla własnego zysku, bo jw. nie ma zapotrzebowania na dedykowane autografy/wrysy).
Żeby to powyższe jakoś spiąć - dedykacje imienne to forma rozwiązania patologii gdzie inni robią biznes z czyichś prac, a jednocześnie fan wręcz zyskuje dostając taką dedykację - wszyscy wygrywają. Bo jak ktoś chce konkretny rysunek, bez dedykacji, to i musi artyście sowicie zapłacić, tj. tyle żeby na drugi dzień taki zamówiony za x$ rysunek nie znalazł nabywcy na przykładowym Allegro za kwotę 20 razy większą (tyle że już z pominięciem artysty w takiej transakcji). Dedykowane tańsze bo nie jest to towar na jaki jest popyt. Mogę pisać dalej, ale skoro już się powtarzam...
