Trudno mi uwierzyć, że ktoś w blogosferze uczynił sobie źródło dochodu ze sprzedaży egzemplarzy recenzenckich. Może czasem i coś nieświadomie sprzeda, ale kto z nas po kilku latach pamięta jak nabył dany komiks?
Ja nie dostrzegam problemu w tym, że ktoś, kto o komiksach pisze, dostaje je od wydawców - to korzyść dla publicysty, korzyść dla wydawcy i korzyść dla czytelnika. To zjawisko naturalne i moim zdaniem nie przekłada się na pobłażliwość w ocenie. Problemem jest, gdy publicysta ogranicza się do opisywania darmowych komiksów, bo jest do tego zobowiązany albo szkoda mu kasy lub czasu na zorganizowanie innego ciekawego tytułu.