Czwarty tom Domu Slaughterów wprowadza nową postać do tego bogatego uniwersum. Bohaterem opowieści jest Wabik - niemy chłopiec bez rąk. W świecie łowców demonów postać iście oryginalna.
To, co najmocniej uderza w tym tomie, to ukazanie bezwzględnej walki pomiędzy poszczególnymi domami. Nasz antagonista, zgodnie z jego pseudonimem, jest tu jedynie narzędziem w rękach zwierzchników. To pozwala scenarzyście uwypuklić całe piekło, jakie na niego spada. Wątpliwości piętrzą się z każdym kadrem, a my coraz mocniej trzymamy kciuki za powodzenie jego misji. Wabik w ramach zadania od białych masek, trafia do domu pełnego dzieciaków, które nie są świadome, jak działa świat potworów, które sami przywołują. Scenarzysta Sam Johns wykorzystuje ten zabieg do wyjaśnienia zależności pomiędzy dzieciakami i ich znaczenia dla fabuły. Tytuł czyta się lekko, choć zdarzają się sytuacje, kiedy następujące po sobie sekwencje wydają się chaotyczne. Całość trzyma w napięciu do samego końca, a finał nie pozostawi nikogo z nas obojętnym. Bardzo dobry tom, który uderza w inne tony względem poprzedników! Ta seria wciąż dostarcza wybornej zabawy i polecam ją miłośnikom jakościowych komiksowych blockbusterów.
MOJA OCENA 9️⃣/🔟