Wczoraj zacząłem czytać
Pacjenta i nie mogłem przestać. Skończyłem o czwartej nad ranem, a wstawałem o szóstej.
Nie czytałem tak zachwalanych
Dni, których nie znamy, więc był to mój pierwszy kontakt z autorem. Szybko mnie do siebie przekonał, bo już pierwsze sceny wciągają. Później jest coraz lepiej, robi się z tego taki szpitalny Twin Peaks. W całym komiksie jest sporo niedopowiedzeń, a finał już całkowicie pozostawia czytelnika w niepewności, co naprawdę się stało. Jednak według mnie to nie scenariusz jest najmocniejszą stroną tego tytułu. Podobne twisty fabularne już nie raz można było gdzieś zobaczyć. Ale sposób, w jaki Le Boucher to wszystko buduje jest iście mistrzowski. Kadrowanie, opisywanie relacji bohaterów obrazem. Rewelacja.
Miałem wątpliwości, czy ten nagły fabularny przeskok nie był przeprowadzony zbyt szybko, ale po całym dniu przemyśleń stwierdziłem, że jednak był to bardzo dobry, szokujący zabieg.
Co do samego finału, to jeszcze nie rozstrzygnąłem, jak w mojej głowie powinno się to ułożyć. Być może przeczytam jeszcze raz i będę szukał wskazówek.
Ze wszech miar polecam, bo mamy tu do czynienia z autorem, który wybornie potrafi snuć swoją opowieść przy wykorzystaniu wszystkich narzędzi, jakie daje komiks.
Ach, no i ten "siadacz" był naprawdę przerażający.
