W sumie powinno być w osobnym temacie (kusiło), ale skoro ten jeszcze nie umarł (a tenże post może być uznany za niepopularną opinię) to w sumie: czemu nie? Wiem, że trochę odbijam od ostatnio głównego wątku, który też odbił od najgłównijszego wątku

ale
jak to jest z tym polskim komiksem, hmm?
Kiedy w Polsce komuna przekształciła się w nowy twór i padły stare wydawnictwa, nastał czas wielkiej smuty. Oto okazało się, że dawne legendy nie mają dla kogo rysować, i/albo nie ma takich, którzy zapłaciliby im godziwe pieniądze za dalszą pracę, do których to pieniędzy byli przyzwyczajeni, słusznie zresztą. Odeszli więc na zielone pastwiska, a na ich miejsce przyszli młodzi.
Młodzi chcieli rysować (pasja! - wiadomo), ale za bardzo nikt nie chciał ich wydawać. Magazyny komiksowe ("Awantura", "Fan", "Paradoks"), które dawały pole do popisu, powstawały i padały niedługo później ("CDN" nie liczę, bo nie dawał ale też padł

), bo niewielu je kupowało. Czytelnicy w większości odpłynęli. Zostali hardcore'owcy, zarówno twórcy jak i czytelnicy. Dla nich w większości z kolei powstawały ziny ( w wielu przypadkach np. "Prosiacek" na styku ze sceną punkową). Ale przypadkowy polski czytelnik był poza ich zasięgiem. Poniekąd ze swojej winy, ale też nie do końca. Pol-Komiksowy paragraf 22.
Polski mainstreamowy komiks umarł, bo nie miał go kto wydawać, a który z młodych twórców miał rysować album do szuflady? Stąd krótkie formy, wydłużone graficzne dowcipy i pastisze jakieś. Źle wspominam te czasy, których apogeum był dla mnie wyrób z AQQ z Xenomorfem z "Aliena" defekującym jaja. Czy jakoś tak. Autora nie pamiętam. Traumeczka.
Ale przyszedł Śledziu, zaczął "Azbestem", potem z Bananem rozkręcili "Produkt" i poszło. Okazało się, że komiks polski może być mainstreamowy, nie tracąc przy tym niezależnego pazura. Tytułów przybywało, pojawili się wydawcy, ale to nadal nie było to. Próby startu z projektem typowo mainstreamowym (vide: "Barbarzyńcy") były skutecznie topione przez... "ekspertów". Uparcie piłujących gałąź na której sami siedzieli. Czy to coś niezwykłego? Zapewne nie, jak w każdym małym środowisku, niezależnie od długości i szerokości geograficznej (pamiętajmy wszak, że i Człowiek z Kucykiem kopał pod Tatą Thorgala

). Może jednak trzeba było inaczej?
Rynek się zwinął, znów nastała wielka smuta (2005-2012), potem odbiło po marvelowskich filmach i kolekcjach Hachette. Coś pozostało i już chyba nie zniknie. Coraz więcej dobrych tytułów, z szansą dotarcia do przypadkowego czytelnika. Nadal jednak brak nowego "T, R i A', "KiK", "J,J i K", "Kovala", "Thorgala" (wiem, wiem, że nie polski) - tytułu, który zakotwiczy w umysłach, że tak napiszę "randomów". Osobiście upatruję szansy w komiksie skierowanym do dzieciaków.
Do pełnego sukcesu potrzeba:
1. wydawnictwa, które sypnie kasą na ROBIONY OD SERCA projekt mainstreamowy, godziwie opłacony twórcom i ROZREKLAMOWANY (i nie mam tu na myśli brukseli i propagandowego syfu jak paneuropa);
2. twórców, którzy odrzucą presje ze strony ekspertów, że nie wypada (choć tu jest ostatnio lepiej, bo chyba wreszcie zakumano, że eksperci ch.ja wiedzą, można robić komiks dla zwykłych ludzi, a nie tylko dla komifrustratów);
3. czytelników, którzy zobaczą, że w zalewie świetnych tytułów (a imię ich jest legion) z tej czy innej zagranicy można znaleźć też dobre polskie rzeczy.
Na zakończenie dodam, że powyższa opinia jest - UWAGA - moja

. Jak komuś pasuje - fajnie. Jak nie - jego sprawa. Nie zamierzam się tu wykłócać i przekonywać, bo nie ma to najmniejszego sensu.