@starcek
Nie. Umiejętności warsztatowe są ocenne bez względu na styl. Sam podstawowy warsztat rysownika jest dla kogoś, kto chce pójść dalej, poszukać siebie, być artystą, tylko bazą startową, rzemiosłem do wyuczenia. To potem zaczyna się przekształcanie rzeczywistości, konstruowanie odrealnionych postaci, łamanie perspektywy, zabawy formami, światłem, kompozycją (co nie znaczy, że w czymś bliskim realizmowi nie można błyszczeć). I ktoś z dobrze opanowanym warsztatem znacznie łatwiej zachwyci umiejętnościami w dowolnie nazwanym czy wymyślonym stylu od kogoś, kto niewiele popracował.
Ale przy bardzo dużym uproszczeniu form, po wyrugowaniu wszystkiego, z czego składa się warsztat, nie da się go ocenić.
Przecież każdy z nas, gdyby miał narysować pudełko zapałek, to zrobi to i to w jakiejś perspektywie. Czy na podstawie tego ktoś stwierdzi, że opanował warsztat rysownika?
Pewnie niepotrzebnie przytoczyłem nazwiska, ale to nie było po to, żeby ujmować tym twórcom, tylko do zilustrowania zjawiska, że w takim przedstawieniu nic nie mogę powiedzieć o warsztacie, a nie o tym, czy mi się podoba, to całkiem inna inszość.
I do oceny warsztatu, moje podejrzenia o świadomym wyborze (lub jedynym możliwym) takiej formy wypowiedzi nie mają znaczenia. Odbiorca komiksu nie musi mieć pojęcia o jakimkolwiek warsztacie twórcy, żeby mu się podobało bądź odrzucało.
Pytałeś o warsztat rysownika. Jeśli na wuj Ci ta wiedza, mogłeś to napisać od razu obok pytania.
A portret może być choćby karykaturą.
Tu będzie z nazwiskiem: jest taki komiksiarz, nazywa się Marek Turek i te rzeczy, które są w jego stylu bardzo mi się podobają, mimo pewnych niedociągnięć warsztatowych. Ale to jest tak ciekawe, że to, czego nie przepracował, nie lezie w oczy (no, poza tymi rzeczami nie w stylu, tam już boli). I to jest ten przypadek, że można błysnąć, będąc trochę na bakier z warsztatem.
@turucorp i @Jaszczu
A może zamiast budować front twórcy kontra czytelnicy, to byście zwyczajnie pogadali z ludźmi, poprostowali krzywe według Was różne opinie, bez zakładania z góry złej woli.
Rok temu padł tu głos forumowicza, że nie kupuje żadnego polskiego ze względu na "dyskusją".
Tu jest wielu ludzi (i pewnie wielu niezarejestrowanych się przygląda), którzy kupują polskie, jeżdżą na festiwale, stoją po wrysy, zamawiają blanki.
Podejrzewam, że niekoniecznie wiecie o wielu sprawach, którymi wspierają Was czytelnicy.
Jaszczu, jeśli nie mylę osoby i Ty jesteś ten od "Niebieskiej Kapturki", to podam Ci na priv, o kogo zapytać swojego niekomiksowego wydawcę ze stolicy, bo może się okazać, że to akurat ja znalazłem najwięcej czytelników Twoich rzeczy, niecałą dekadę temu i to przez niedługi czas. A mieliśmy te książki, bo były wyłącznie polskich autorów i ilustratorów, i były jakieś, od wydawcy, który wydawał tylko Polaków, w miejscu zupełnie nieksiążkowym.
Cała ta dyskusjo-pyskówka przypomniała mi o czymś, co miałem już jakiś czas temu popisać w " plusach minusach". Jak się zbiorę, to bardzo bym chciał, żebyście się obaj odnieśli.