Jako autor tego wątku z zachwytem patrzę, ile z tych offtopowych kwestii wylewa się szamba. Widać potrzebny był taki luźniejszy temat a sam uważam, że odchodzenie od tematu jest wspaniałe. Jak najlepszy jazz. I znacznie więcej mówi o użytkownikach i ich podejściu do komiksu i nie tylko, niż dukane od linijki "no mi podeszło, ale ta okładeczka opasłego tomiszcza byłaby tańsza o cztery złote gdyby kod rabatowy i gdyby nie lakier, który na poczcie i tak ktoś porysował" i tym podobne pierdoły.
Ale żeby było w zgodzie z główną ideą:
- Jacek Świdziński doskonale panuje nad materią komiksowej narracji i mam gdzieś wszelkie dywagacje domorosłych teoretyków czy ma on warsztat czy nie - mnie uwodzi, wkręca w historię, prowadzi przez nią i zabiera tam, dokąd się nie spodziewałem;
- Alex Ross to grafoman, odpowiednik Matejki, posągowe postaci bez ducha dobrze wyglądają na okładkach, ale w komiksach są tak nieruchable jak zbyt wypacykowana kurtyzana;
- Zawsze jakąs tam dziecięcą sympatią darzyłem Batmana, ale jarmarczno-folklorystyczny zestaw jego przeciwników (Joker, Pingwin, Kapelusznik, Catwoman, Two-Face itp.) powtarzający się co chwilę jest tak kretyński i tandetny, że kompletnie odbiera jakikolwiek nimb powagi prawdopodobieństwa "najlepszego detektywa na świecie" i powoduje, że komiksy z nim mało kiedy są w stanie wyjść poza rozrywkę dla fefnaftolatków.