Przereklamowany tytuł to taki, który aspiruje do czegoś wielkiego, a nim nie jest. To tytuł, który przegrywa z innym pod względami warsztatowymi: tematyka, postacie ich psychologia itp. itd. Masz np. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" E.L. James - miliony sprzedanych egzemplarzy. Czytałem książki i jest mnóstwo powtórzeń w dialogach, które są bardzo proste, a wszelkie opisy praktyk BDSM i ten światek to żart, bo w zasadzie nic nie opisuje i wszystko wykrzywia na zasadzie zabawy dla nastolatek. Jest mnóstwo zarzutów, że autorka nie zrobiła żadnego resarchu i wszystko to jej kiepskie pomysły podany w sposób cukierkowy i nie pokrywa się w żaden sposób z praktykami środowiska do których odnosi się autorka. Pewnie są osoby, które będą bronić do końca ten tytuł, że im się podoba, ale to w żaden sposób nie wynosi tego tytuły wysoko ani teraz, ani w najbliższym czasie. Ja nie wyobrażam sobie, że ten tytuł/ ta seria dostaje drugie życie i będzie uważany za arcydzieło. Jeżeli ktoś chce podpinać pod taką sytuację Moore'a, Morrisona i Gaimana, to ja tego nie rozumiem, bo zakładamy, że to ta sama półka talentu, warsztatu, sprawności literackiej, wyobraźni.