Odpowiedzi na te pytania moga odpowiedziec czy Maus jest gniotem czy nie. Chyba, ze od tych wszystkich pytan wazniejsze sa swinie. Wtedy tak, straszny, przereklamowany gniot. A ludzie od Pulitzera "sie nieznajo". Albo "promujo swoich". Ech, szkoda gadac.
Czy "Maus" jest gniotem? Nie. Czy przeciętną pozycją? Moim zdaniem tak. Z polskiego punktu widzenia oczywiście motyw ze świniami trzeba ocenić negatywnie. Szczególnie, że historycznie krzywdzący. I o ile to historia ojca autora, to jednak przedstawiana oczyma syna i to on nadał jej takie, nie inne, ramy. Wiem, podobno nie chciał by tak było to odbierane ale mleko się rozlało, za decyzje ponosi się konsekwencje. Nawet nie zamierzone.
Skupiając się jednak na fabule, nie jest oryginalna bo być nie może, takich ludzi jak ojciec autora były tysiące, miliony. Reportaż komiksowy który podsunęło autorowi życie. Trochę jednorazowy strzał w dziesiątkę, nie powtórzony później. Trzeba oddać, że Spiegelman nie boi się pokazać ojca jako rasisty i tego, że wojna jedynie wzmocniła negatywne cechy jakie miał wcześniej. Tylko w żadnym aspekcie tego dzieła, rysunków, fabuły, nie widzę materiału dającego podstawy do określania tego komiksu arcydziełem. Oczywiście, można się nie zgadzać, ja raczej z tych co za arcydzieło uznają Mona Lisę czy Przysięgę Horacjuszy niż dzieła Warhola.
A co do promowania "swoich" to oczywista oczywistość, zależnie od poglądów i/lub pochodzenia jedni są faworyzowani, inni nie. Tak było, jest i niestety będzie, jak świat światem. Dlatego osobiście nie przywiązuję zbyt dużej uwagi do nagród, czy Oscarów, czy Nobla czy Pulitzera czy jakichkolwiek innych.
Moja lista "przereklamowanych" tytułów? (samo określenie średnio pasuje bo nieścisłe i zawsze to będzie czysto subiektywna lista). Części komiksów nie pamiętam ponieważ do kolekcji kupuję pozycje, które na 99% mi podpasują, a inne czytam w bibliotekach.
1.
Invincible - trochę więcej niż połowa serii, wrażenia bardzo pozytywne. Bawienie się konwencją superbohaterską, świadomość, że seria nie będzie wieczna więc można uśmiercać postacie itd. Końcówka zaś... Słabo. Nie chcę robić spoiler-ów ale za dużo deus ex machina i lukru. Dodatkowo, wątek aborcji. Bardzo poważny temat, który jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. A to nie jest kwestia tego co na siebie włożyć danego dnia tylko literalnie, życia i śmierci. Można było więc nie poruszać tematu albo pociągnąć i pokazać jakąś dyskusję. Mogę pisać więcej by nie przedłużać jednak, z komiksu 5+, cała seria zjechała na 4-.
2.
100 Naboi - podobnie jak wyżej, fajny pomysł, tajemnice otaczające Trust i Agenta Gravesa aż po słabe zakończenie. Jakby twórcy nie umieli domknąć fajną klamrą tego co zaczęli i poszli nieco na łatwiznę.
3.
Wonder Woman New 52 - i ogólnie większość New 52, w tym
Batman. Wyjątek to Green Lanterns ponieważ w seriach z Latarnikami była kontynuacja tego co wcześniej, nie reset. Fajne czytadła, trochę inne spojrzenie na tą czy inną postać ale zero efektu "wow". Samo wprowadzenie Trybunału Sów w Batmanie czy zrobienie z Diany boginię wojny, to za mało.
4.
Avengers Hickmana - do Tajnych Wojen czytałem i bez żalu opuściłem. Za bardzo rozwleczone na mnóstwo serii pobocznych, zeszytów stąd czy stamtąd, wymagających skakania między tomami. Napięcie zbyt długo budowane, w końcu opada i same Tajne Wojny były w porządku ale to "tylko" w porządku. Aktualnego superhero nie czytam w ogóle, na dzień dzisiejszy, jedynie uzupełniam klasykę. I to się pewnie nieprędko zmieni.
5.
Gnat - nie wiem, może nie jestem grupą docelową. Bardziej z komiksów od lat 7 do 107 podchodzi mi Clifton i Iznogud, a Gnat... Nie zachwyca. Nawet ciężko określić czemu, sympatyczne stworki, świat fantasy jakie lubię lecz całość chyba zbyt sztampowo zrobiona.