Czytałem i graficznie super, ale pod względem treści - to taki ewidentny "depression porn" i strasznie męczył mnie w tym wszystkim egocentryzm autorki. I chociaż boli mnie trochę pisanie tych słów w kontekście tego, co Zoe teraz przeżywa (jeśli śledzicie jej IG to pewnie wiecie, że jej brat popełnił niedawno samobójstwo), ale jednak uważam, że jest to komiks szkodliwy jeśli chodzi o narracje około-depresyjne w tekstach kultury. Może niesłusznie, ale podczas lektury momentami miałem wręcz wrażenie romantyzowania depresji i idei samobójstwa, co osoby chore może wręcz triggerować.
W podobnej tematyce i w podobnej formie to o wiele bardziej przemówił do mnie "Monstermind" (Casas Alfonso). Komiks pod tyloma względami tak podobny, że gdyby nie bliska data premier obu tytułów, myślałbym, że "It's Lonely" było Monstermindem inspirowane. Ale "Monstermind" wydał mi się o wiele "zdrowszą" lekturą, tj. konsekwentnie poprowadzoną historią o wychodzeniu z depresji, o stawaniu na nogi, zrealizowaną z terapeutyzującym wręcz zacięciem, z bardzo klarowną intencją autora. Tymczasem u Zoe to raczej takie taplanie się w błotku własnego nieszczęścia, spod którego wyziera sporo pretensji i niedojrzałości, i z którego koniec końców niewiele dla czytelnika wynika (poza faktem zapoznania się z biografią autorki).
I nazwijcie mnie przewrażliwionym, ale serio uważam, że wypuszczanie przez autorkę komiksu na tak poważny temat, kiedy sama ewidentnie nie ma tego poukładanego, jest z jej strony nieco nieodpowiedzialne. Jednak kultura kształtuje rzeczywistość, w której żyjemy. Także komiksy.
tl;dr: polecam dla graficznych wygibasów, ale nie polecam, jeśli sami jesteście w złym miejscu.