Hmm, nigdy tego nie czytałem, bo już 20 lat temu jak przeglądałem w sklepach zeszyty Mandragory, wyglądało mi to na stereotypowe fantasy, w którym szczytem kreatywności autora była ta cycata laska na okładce. Ale kto wie, zawiłości nostalgii być może sprawią, że sprawdzę, co mnie wtedy ominęło, tak jak kilka innych rzeczy od Mandry już nadrobiłem.