Kto mądrzejszy to w ogóle się nie wypowiada w tej "dyskusji"

Nietypowy ruch ze strony wydawnictwa komiksowego, może "odważny", może progresywny, nie wiem... Co wiem, to że jeśli autorka i jej twórczość miałyby faktyczny potencjał, taki na jaki wskazują niektóre osoby wyżej, to o prawa różnych adaptacji "biłyby" się duże podmioty, zdecydowanie nie wygrałby nowy wydawca komiksowy.
Jak kibicuję wydawcy, to życzę też żeby nie popłynął na tym. Chociaż nie wydaje mi się to szczególnie ryzykowne, jeśli prawa do adaptacji nie były kosztowne (jw., oraz kapitał wydawnictwa, więc ewidentnie mówimy o relatywnie niedużych kwotach) to i strata nieduża, a jeśli jakiś sukces odniosłaby książka to "najgorszym" będzie wydanie komiksu (którego odbiorcy może się znajdą, jak już wskazano - sprzedaż a wartość pracy to dwie różne rzeczy), a "najlepszym" pewnie odsprzedanie praw do adaptacji komuś większemu (bo z tego co zrozumiałem prawa idą w pakiecie - komiks+film+gra(?), produkcja i dystrybucja komiksu a analogicznie filmu to różne rzędy wielkości nakładów finansowych, a żeby się to zwróciło to film musi przyciągać np. nazwiskami itd.; chyba że wydawca stosuje marketingowe uogólnienia i "filmem" będzie teledysk na youtube, bo organizacja finansowania, pre, post, produkcja i dystrybucja pełnego metrażu to kilka lat na luzie, książka musiałaby dosłownie być duża jak jakiś Potter żeby ktoś w ogóle pamiętał o niej gdy adaptacja filmowa byłaby gotowa; jak Hollywood wypuszcza adaptację rok po premierze książki to znaczy że studia biły się o prawa kilka lat przed jej wydaniem; ale do czego w ogóle porównuję, polskie realia plus książka influencerki, reszta to fantazja...).