Polecam Bękarty i Velwet, który jest chyba najlepszą serią Brubakera.
Chew to sinusoida. Zaczyna się tragicznie nieśmiesznie, chyba że kogoś bawią żarty z jedzenia kału. Od końcówki trzeciego tomu, gdzieś do ósmego seria zmienia swoje obliczę. Jest strasznie, zabawnie, obyczajowo, Intryga rozwija się w dobrym tempie, tak jak portrety psychologiczne bohaterów, a potem następuje zjazd. Wszystkiego jest za dużo, a Layman jakby przestraszył się "poważnego" kierunku, w którym zaczęła podążać seria i wszystko zepsuł. Co ciekawe, gdyby niektóre akcenty w zakończeniu rozłożył inaczej, to opowieść mogłaby się obronić. A tak skończyła się zupełnie nijako.