Jasne, ale na sprzedaż składa się kilka czynników. Jak mnie za rok spytasz, jak sobie dalej radzie AoA 4, to ci odpowiem, że dodaj sobie do wyniku z 2022 r. 50 czy 100 egzemplarzy. Tak będzie wyglądała dynamika sprzedaży. Oczywiście, za pięć czy więcej lat tytuł się wyprzeda (oby). Bo pojawią się nowe czynniki, że będzie tani względem nowości z 2028 roku, że pensje ludzi pójdą w górę i cena staroci sprzed pięciu lat będzie atrakcyjniejsza i wiele podobnych. Nie można brać pod uwagę tylko takich czynników, że cena okładkowa to zakup licencji, koszty osobowe i drukarnia. Przez lata te komiksy gdzieś leżą, więc magazyn kosztuje, od ceny okładkowej idzie odpowiedni procent do licencjodawcy. Idzie od razu, a nie po pięciu latach sprzedaży i wyłącznie od sprzedanych egzemplarzy. Od niesprzedanych nawet jeśli miałyby pójść na żyletki, też idzie. Astonishing X-Men tom pierwszy za moment dobije do pięciu lat leżakowania. Hurra, mały jubileusz, ale się nie wyprzedał

Uwielbiam telenowelę pod tytułem X-Men. Jakoś ten tytuł jeszcze z czasów Semica tak do mnie przylgnął, że szukałem później kontynuacji. Jednak jako komplecista nie zdzierżyłem pewnych historii jak właśnie dalsze zeszyty Astonishinga czy potwora, którego wypuścił Chuck Austen, jego staż w X-Men vol. 2 i UXM należałoby wyrzucić do śmieci. Był taki moment, że zbierałem obie flagowe serie na bieżąco, po zmianach, które w nich zaszły od numerów X-Men 114 i Uncanny X-Men 394. Morrison wszedł na gładko, po nim była padaka, a UXM tylko pierwsze zeszyty były ok, później to niestrawna papka w dodatku z koślawomangowymi rysunkami od taki tuzów jak Kia Asamiya czy Takeshi Miyazawa. Gdybym za czymś optować przy wydawaniu mutantów, pomijając rzecz jasna nowości i żółtą kolekcję Egmontu, to warto przybliżać te historie, które są w miarę zamknięte, nawet starsze, z wirtuozami kreski i plamy. Czyli takimi rysownikami jak Cockrum, Art Adams, Byrne, Romita, Smith - a nawet dwóch Smithów

Jak przeglądam starsze tytuły, to tam jest na czym oko zawiesić, dbałość o detale, drugi plan. A teraz to tylko wszystko komputer, tablet itd. Wolę dziesięć razy przeczytać stare przygody z czasem infantylnymi dialogami i ścianami tekstu niż to, co obecnie Marvel z siebie wypluwa. Te obyczajowe wstawki, o które dbał Claremont czy później jego kontynuatorzy, to była esencja tych przygód, a nie tylko mordobicie i mordobicie, kolejny wielki i oczywiście przełomowy event. Pytanie dla kogo przełomowy. Chyba tylko księgowych Marvela.