Moja kupka wstydu liczy 3 – słownie: trzy

– tytuły. I jest mi autentycznie głupio, przed samym sobą, że jeszcze ich nie przeczytałem (bo mam je już dłuuugo).
Ze względu na swoje zainteresowania mam styczność, obserwuję, kilka różnych grup pasjonatów, hobbystów. Komiksiarze wydają mi się być grupą najbardziej specyficzną (bynajmniej nie w sensie pejoratywnym). Tu czytelnik najczęściej jest też kolekcjonerem – i ten drugi rzeczownik zdaje się go lepiej opisywać. Częściej spotykam się ze stwierdzeniem "muszę kupić", niż "muszę przeczytać". Nie zrozumcie mnie źle: ja tego nie krytykuję, nie oceniam, czynię jedynie (subiektywne) obserwacje. Podziwiam Wasze piękne zbiory, które prezentujecie w dziale
Nasze komiksowe kolekcje, i nawet trochę Wam ich zazdroszczę (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), by finalnie jednak dojść do wniosku, że nie muszę posiadać tak licznego komiksozbioru. Jestem bowiem minimalistą, nie mam silnej potrzeby posiadania, lwią część swoich komiksów sprzedałem – przy czym nigdy jakoś szczególnie dużo ich nie posiadałem. Obecnie mam około 100 pozycji, nie licząc KD (aczkolwiek większość KD jestem gotów sprzedać i zastąpić je kilkoma wybranymi Barksami), i komiksy głównie wypożyczam z biblioteki. Nie chcę kupować czegoś, co tylko raz przeczytam.
Nie rozumiem sytuacji, w której może dojść do tego, że ma się na półkach ponad półtora tysiąca nieprzeczytanych tytułów (nie wiem jednak jakimi "mocami przerobowymi" dysponuje Kolega Death: może to jest raptem kilka lat czytania), ale szanuję to. Każdy sam decyduje o sobie: ile kupuje, ile czyta. Kto wie, może kiedyś mi się odmieni i zacznę nałogowo kupować komiksy? Nigdy nic nie wiadomo.
