O kurde, te listy są integralną częścią komiksu. Ja nie odpuszczałem. Rozumiem dlaczego niektórzy je pomijają, bo ta czcionka jest totalnie spieprzona, ale w ten sposób można sobie zepsuć ten komiks. Choć twórcy i wydawcy robili wszystko, żeby czytelnikowi tę lekturę uniemożliwić, to chcąc w pełni zrozumieć historię należy brnąć do przodu jak Pudzian w spacerze farmera. Ja ten komiks czytałem cztery dni, choć to lektura na jeden, bo po każdym tekście pisanym przez głównego bohatera byłem wykończony i już mi się nie chciało dalej czytać.
Są takie dwa dzieła, o których lepiej się myśli po "zabawie", niż w trakcie. Pierwszym jest najnowszy film o Hellboyu na podstawie Lichwiarza, bo tam wszystko jest w porządku oprócz tragicznej muzyki i ogólnie udźwiękowienia. Twórcy filmu cały czas próbują trzymać widza w napięciu niepokojącymi dźwiękami, ale nie są one niepokojące i straszące, tylko wkurzające. I to tak bardzo, że niektórzy wychodzą z kina, bo dźwięki są dla nich nie do zniesienia. A w Lovecrafcie te listy. Lepiej ten film i komiks teraz wspominam, niż się bawiłem w trakcie. Lepiej patrzeć godzinę na włączoną pralkę niż znowu przeżywać czytanie listów Lovecrafta i słuchać dźwięków w Hellboyu. Będzie więcej zabawy.