Przeczytałem Fungae - co do warstwy graficznej nie będę oryginalny. Narracyjnie, rysunkowo, kolorystycznie najwyższa półka. Po zeszłorocznej Zasadzie Trójek myślałem, że długo nikt tego w polskim komiksie nie przeskoczy, a tu proszę, nawet rok nie minął. Samej historii jednak nie oceniam aż tak wysoko, ale może źle interpretuję. Bo ja mam zawsze tendencje do interpretacji i szukania drugiego dna. Tutaj widzę to jako metaforę wychowania dziecka. Tak to odczytując zakończenie nabiera dla mnie sporej wartości jako nietypowy wniosek, ale wszystko co do niego prowadzi już nie bardzo, wydaje się banalne. Może być też tak, że moja interpretacja nie jest trafna, albo po prostu, że próbuję się doszukać czegoś, czego nie ma i ma to być tylko prosta historyjka w intrygującym settingu.