Komiksy czytam (z przerwami wprawdzie) dłużej niż SF, więc wiem to wszystko.
U mnie jest na odwrót, np. Cyberiadę mi czytano jak jeszcze sam nie potrafiłem składać liter w wyrazy, a komiksy ogarniam dopiero od "zerówki".
I mam dziwne wrażenie, że chyba nie wiesz "tego wszystkiego".
Komiks Mikołajczyka przebił się właśnie dlatego, że jest (dobrą) adaptacją Lema i piszę to z pełną świadomością.
Bo gdyby to był autorski komiks, to przeleciałby niczym kometa, nie wzbudzając szerszego zainteresowania (a jeszcze po drodze na 100% by mu się oberwało, że np. autor nie umie rysować ludzi, że kolorem maskuje niedoskonałości rysunku itd. itp.), przestańmy się czarować, że tak by nie było, bo taka fala hejtu, jaka się wylewa codziennie na krajowe komiksy, jedynie potwierdza moja tezę.
Być może za jakiś czas będzie okazja skonfrontować moje i Twoje opinie w tej kwestii na konkretnych przykładach, być może wtedy, mając w rękach coś więcej niż tylko to co dzisiaj nazywasz "niedostrzegalnym potencjałem rodzimych komiksów SF" kontynuacja tej rozmowy będzie bardziej oparta na konkretach i wiarogodnych wynikach.
Ale powtórzę, z mojego punktu widzenia, na chwilę obecną krajowi czytelnicy komiksów SF zawodzą na całej linii jako nabywcy i robienie autorskich, ambitnych projektów w tej konwencji jest cięższą orką na ugorze niż "zabawa" w underground czy awangardę.