1. Mr Piskor nie zrobił nic złego. Nie zgwałcił. Nie wysyłał zdjęć przyrodzenia. Rozmawiał. Jak wielu mało-i średnio rozpoznawalnych artystów cieszył się zapewne z zainteresowania własną osobą.
2. Panienka doprowadziła do jego śmierci. Cztery lata przemyśliwała i teraz kiedy stawał się bardziej znany - pękła. Nie chodziło o kasę, ani fejm w necie - yeah, right. Mam nadzieję, że czeka ja długa i żmudna terapia, o ile jest tam jakieś sumienie.
3. Co z tego, że 17 lat? A dla kogo w USA te wszystkie kliniki aborcyjne i pigułki dzień po? Tylko dla tych powyżej 18 czy 21? Ciekawe.
4. Całe "metoo" jest dęte. Panie chodziły do hotelu, żeby na osobności porozmawiać o roli. Zobaczyły co zobaczyły, wychodziły oburzone (poza McGowan i Judd), po czym dostawały role. Tak, tak. Wszyscy wiedzieli jak było, wszyscy to akceptowali, aktorka Streep nazwała Weinsteina "bogiem" na ceremonii rozdania jakichs nagród, oscarów chyba.
5. "Lewomyślne aktywiszcze penisopozytywne" ma jedną rzecz wspólną z "Prawicowym działaczem co-tydzień-w-kościele" - kobiece kształty i trochę zainteresowania wystarczy aby pierwszy szybko zapomniał o Wielkich Zdobyczach Feminizmu, a drugi o "Nie cudzołóż".
6. Szczucie jest totalne. Hunwejbini brzydzący się amerykańskim "polowaniem na czarownice" z lat 50 poszli juz dalej. 3 lata temu załatwiono Ginę Carano za użycie metafory z Żydami, ale Pedro Pascal porównujący Trumpa do Hitlera był już spoko. Teraz na warsztacie są Melissa Barrera i Mark Ruffalo za mówienie że mordowanie Palestyńczyków nie jest cool. W tym przypadku jednak międzynarodówka jest podzielona - amerykańska filia to syjoniści, europejska antysyjoniści.
7. Nie śledzę szamba z SoMe, więc nie wiem czy Mr Piskor też nie hulał w awangardzie. Jeśli tak, to znak, że rewolucja pożera własne dzieci. Ale nawet jeśli też był agentem W.O.K.E. to jednak szkoda faceta - ten jego list to smutne świadectwo faceta wykończonego dosłownie za nic.