Niedzielne popołudnie spędziłem z lekturą obu tomików
Dewianta autorstwa Jamesa Tyniona IV. Przed lekturą nie wiedziałem zbyt wiele o samej historii poza ogólnymi stwierdzeniami, że po latach mamy do czynienia z kolejnymi zabójstwami dokonywanymi w grudniu przez mordercę przebranego za Świętego Mikołaja. Lubię filmy różnych gatunków, których akcja dzieje się w czasie świąt - od
Szklanej pułapki, po
To właśnie miłość czy
Czarne święta, więc niejako w ciemno sięgnąłem po ten tytuł.
Z samą twórczością Tyniona miałem jedynie styczność przy okazji jego runu w Batmanie, który to nie przypadł mi do gustu przez swoją bombastyczność, nagromadzenie postaci i kolejne wykorzystanie postaci Jokera. Słyszałem za to, że dobrze odnajduje się w szeroko pojętych klimatach grozy, więc miałem pewne nadzieje przed przeczytaniem tej dziewięciozeszytowej serii.
Oto mamy grudzień 2023 roku i Michaela - twórcę komiksów, który chce opowiedzieć historię Randalla, mordercy z Milwaukee, który w grudniu 1973 roku zamordował trzy osoby w świątecznym anturażu. W tym celu spotyka się z nim w więzieniu, odgrywając sceny niemalże z
Milczenia owiec, do którego to filmu Tynion nawiązuje w dialogach. Na samym początku scenarzysta odsłania karty - zarówno Michael jak i Randall są gejami. Po pierwszym zeszycie zrobiłem króciutką przerwę i sprawdziłem, że także sam scenarzysta jest homoseksualistą. Chociaż nie znam życiorysu Tyniona, to nie trzeba być asem wywiadu, żeby nie zauważyć, że w historii Michaela zawarł wątki autobiograficzne, które odnoszą się m.in. do gorzkich słów o tworzeniu historii superhero (świta mi coś, że podobnie było w
Jokerze: Polowaniu na klauna), czy odkrywaniu własnej seksualności, gdyż w
Dewiancie nie brakuje flashbacków do m.in. dzieciństwa głównego bohatera.
Wracając do głównej historii - nagle też morderca wraca po 50 latach i zaczyna znowu zabijać. Na przestrzeni dziewięciu zeszytów przewija się policjant, który odpowiadał za zamknięcie Randalla, chłopak Michaela - Derek, czy agent Hall z FBI, który dołącza do współczesnego śledztwa.
W każdym zeszycie Tynion pokazuje akcję współcześnie, ale też odsłania inne elementy układanki poprzez cofanie się w czasie do 1973 roku, czy wspomnianej młodości Michaela. Odkrywanie historii bohatera, jego fascynacji m.in. seryjnymi mordercami (z Milwaukee pochodził w końcu Jeffrey Dahmer, do którego jest także odniesienie) i nawiązywanie pierwszych relacji. Wydaje się, że było to w pewien sposób autoterapią dla twórcy, gdyż sam Michael jest bardzo smutną postacią, zmagającą się z kryzysem twórczym. I był to bardzo ciekawy wątek, który przewijał się na przestrzeni pierwszych czterech zeszytów, które były zawarte w pierwszym trejdzie. I to zdecydowanie najlepsza strona
Dewianta.
W drugim tomie Michael schodzi na drugi plan, a na pierwszy wychodzą Derek czy wspomniany agent FBI. Intryga kryminalna i atmosfera grozy się zagęszcza. I o ile Tynion świetnie dodaje kolejne elementy układanki, to rozwiązanie całej sprawy - opowiedziane na kilku stronach ostatniego zeszytu - jest niesatysfakcjonujące. Z jednej strony potrafię zrozumieć intencję Tyniona, ale z drugiej po prostu nie poczułem spełnienia po przeczytaniu. Sam Michael też jest o wiele ciekawszym bohaterem niż jego partner oraz agent federalny. Gdy po pierwszym tomiku miałem "o, to jest dobre, zaczyna się robić ciekawie", to po drugim "i to tyle?". Szkoda, chociaż im dłużej mija od przeczytania, to tym bardziej potrafię ten wybór zakończenia zaakceptować. Co nie oznacza, że jestem jego fanem.
Dewiant ostatecznie nie okazał się czymś rewolucyjnym, ale pokazał mi, za co twórczość Tyniona bywa doceniona. Świetnie czuje gatunek, nie potrzebuje wielu słów, żeby przekazać najważniejsze informacje i emocje, potrafi budować suspens i bardzo dobrze uzupełniał się z rysownikiem Joshuą Hixsonem. Przez całą historię przechodzi się bardzo płynnie, a rzadko zdarza mi się przeczytać cały komiks na raz. Końcowe wrażenie psuje niestety to zakończenie, ale jeśli ktoś szuka ciekawej i gładko wchodzącej pozycji ze świętami w tle, to
Dewiant wchodzi bardzo dobrze. Pewnie gdybym miał oceniać, to dałbym takie 7/10.
Na koniec zostawiłem sobie kwestie, które pewnie niektórzy nazwaliby "ideologiczno-politycznymi". Tynion opowiada o odkrywaniu własnej orientacji, samotności czy zderzeniu Michaela-geja z emerytowanym policjantem z kubkiem MAGA w domu, z którym chce przeprowadzić wywiad na potrzeby swojego komiksu. Ciekawy jest też koncept zestawienia Michaela z Randallem i porównania ich sytuacji uczuciowej, chociaż mam tu pewne wątpliwości odnośnie samego Randalla i tego, co on zrobił, ale temat na inną, długą, spoilerową dyskusję. W jednym z zeszytów też dosyć krytycznie odniósł się do współczesnej netfliksizacji prawdziwych morderców i robienia z nich bohaterów popkultury. Wykorzystał do tego trzecioplanową postać, która niejako otrzymała to, czego chciała
I już naprawdę na koniec -
Dewiant ma w sobie sporo ciekawych tropów, które na pewno docenią fani historii queerowych, czy o seryjnych mordercach. A jeśli komuś obie te kwestie powiewają, to otrzyma dobry thriller w świątecznym klimacie, ze znakomitymi rysunkami i świetnym tempem całej historii. Pewnie wrócę za rok, przy okazji kolejnych świąt, żeby zrewidować swoją opinię.