Prorok - Całkiem niezłe czytadło. Pierwsza część była nijaka - dużo paplania o niczym, ale łatwo można przewidzieć co o tutaj chodzi. W drugiej części jest już lepiej - potwierdzenie przypuszczeń czytelnika. Dalej jest już rozwinięcie pomysłu, standardowa fabułka o poszukiwaniu kogoś, kto może uratować świat. Zakończenie jest wg mnie całkiem w porządku. Na pewno podobała mi się bardziej ta wersja niż to, czym mógłby być komiks wg dodatkowych materiałów. Graficznie ostatnie część odbiega od reszty, bo rysowali inni twórcy, ale całościowo jest nawet ok, choć miejscami w małych kadrach czasami nie wiadomo co one przedstawiały. Natomiast "tytani" ładnie się prezentują w tłach i szkoda, że ich jednak jest tak mało w komiksie.
Prorok - mam niemal dokładnie odwrotne wrażenia. Początek jeszcze mnie zainteresował (choć tak naprawdę to interesujący był, z uwagi na swój Lovecraftowski vibe, pomysł wyjściowy). Potem to już bez ładu i składu, jakby scenariusz stworzony przy pomocy tabeli spotkań losowych. Niektóre motywy nie miały żadnego racjonalnego uzasadnienia by je wpleść w scenariusz. Bardzo słabo, natomiast wersja, która była pierwotnie w planach (zawarta w materiałach dodatkowych) to mógłby być przyzwoity, nawet jeśli trochę sztampowy, komiks fantasy. Generalnie słabo.
Lucy - podobał mi się ten komiks z uwagi na tematykę - jest napisany i narysowany w taki sposób, że pozwala poczuć "tamte czasy". Nie jest to nic wybitnego, ale dla tego doświadczenia warto się z nim zapoznać.
Mechanika nieba - niestety po raz kolejny (w tej serii Kurca) słabo. O tyle dobrze, że nie nudno, bo czyta się szybko i w sumie przyjemnie. To postapokalipsa - problem polega na tym, że cała fabuła sprowadza się
de facto do trzech meczów w specyficzną piłkę. Sam ten pomysł jest tak głupi, że kładzie całość. Zamiast czytać Mechanikę nieba, warto zrobić sobie przysługę i przeczytać postapokalipsę na serio w dobrym wydaniu - czyli Ziemia swoich synów.
Local Man 1 i 2 - Początek mocno wciąga i w sumie wszystko jest super do momentu
śmierci Camo Crusadera - potem wszystko się rozłazi i robi się z tego jakiś bełkot. Kompletnie nieinteresujące albo naciągane rozwiązania fabularne, a na koniec wleciała jakaś głupawa agitka. Mimo wszystko to sztuka zmarnować taki ciekawy pomysł. Szkoda czasu.
T'zee - Tragedia afrykańska - bardzo porządna rzecz. Nic specjalnego - ot upadek reżimu w jakimś fikcyjnym afrykańskim państwie - ale wszystko w tym komiksie jest jak należy, dobrze się to czyta. Poza tym lubię komiksy narysowane w ten sposób. Moim zdaniem warto się zapoznać.
Achtung Zelig! - chyba popełnię jakieś świętokradztwo, ale dla mnie to zupełnie przeciętny komiks. Prosta fabuła z kilkoma elementami "magicznymi". Która to historia kompletnie mnie nie interesuje ani nie porusza. Warstwa graficzna to absolutne mistrzostwo, ale za rok najdalej nie będę w stanie powiedzieć nic na temat treści komiksu. Nie poruszył, nie zaciekawił, płońcie stosy.
Zdziczenie - kapitalne sci-fi, praktycznie wszystko mi się w tym komiksie podobało. Moim zdaniem dużo lepsze niż Universal War, przy czym to oczywiście inny typ sci-fi. Polecam, bardzo dobrze się bawiłem przy lekturze tego komiksu.
Zdziczenie Kwintesencja - kontynuacja, aczkolwiek pierwszy tom to zamknięta całość, autorów naszła po zakończeniu pracy chęć na dalszą część historii. Moim zdaniem szkoda że ulegli tej chęci - Zdziczenie jest dużo lepiej napisane i zakończenie pozwala na samodzielne używanie wyobraźni i rozwijanie dalszej historii samemu. Autorzy natomiast zaproponowali mocno przeciętną i naiwną historię, która "nie dowozi". To nie tak, że to jest strasznie słaby komiks (ale dobry też nie jest), po prostu poprzeczka była zawieszona wysoko. Wydaje mi się, że warto rozważyć tylko lekturę samego Zdziczenia, a kontynuację odpuścić, na pewno miałbym dużo lepsze wrażenia niż po łącznej lekturze.
Wielki kant i
Iguana - wynudziły mnie te komiksy mocno, nie bardzo rozumiem za co Wielki kant dostał nagrodę za scenariusz, który jest prosty jak konstrukcja cepa, podrzędny pisarz groszowych kryminałów takie tworzył na serwetce. Jedyna wartość to wtrącenia między akcją, ale to tylko w ramach ciekawostki. Iguana też niezbyt ciekawy, odcinanie kuponów od jedynej wartej uwagi postaci z Wielkiego kantu. Mocne rozczarowanie.
Dom Usherów - to chyba tylko dla jakichś fanatyków Poego, nudy, najlepsza rzecz to opowiadanie dodane na końcu. Szkoda czasu.
Wilusa - ostatnie godziny Troi - generyczny frankofon, tematyka znana, ale dość przyzwoita, przyjemna i lekka lektura. Jak ktoś lubi historyczne komiksy to może spokojnie czytać.