GunSlinger SPAWN tom
1Spawna oryginalną serię wydawaną przez TM-Semic czytałem dawno temu. Zapamiętałem ją jako graficzny sztos z klimatycznym bohaterem głównym, seksowną Angelą i niestety cringowymi klimatami z dziećmi. Od tamtego czasu powstało całe uniwersum Spawna, nie tylko masa komiksów z różnymi Spawnami, ale cały merchandising. Jeśli więc sięgam po takich bohaterów jak Zielona latarnia, Venom, czy She-Hulk, to dlaczego nie miałbym sięgnąć po starego (nowego) Spawna?
Gunslinger to superhero pełną gębą, komiks akcji dla 17-latków, ale lepszy niż się spodziewałem. Lepszy, bo nie jest cringowy i nie jest głupi, po prostu stawia na akcję z całą galerią super złoczyńców, a w tle, wolno przemyca fabułę. Ta fabuła jest na tyle ciekawa/sensowna, że mam ochotę sięgnąć po drugi tom. To wszystko działa, bo dostajemy spektakularne sceny akcji i tego jest naprawdę dużo. Widać tutaj zaletę/wadę integrala poskładanego z zeszytówek, bo każdy taki zeszyt to historyjka, która jeśli przypadkiem wpadnie Ci w ręce, to powinna Cię kupić. Czy to się nudzi? Nie, bo w tle opowiadana jest historia, która dokądś zmierza, chociaż pierwszy tom to za mało, żeby ją ocenić. Całość przeplatana jest introspekcjami - stopniowo odkrywamy kim jest Gunslinger, co robi w naszych czasach, ale także kim są jego sojusznicy i wrogowie. Po prostu nie ma nudy.
Czy trzeba znać uniwersum Spawna, żeby wiedzieć o co chodzi w tym komiksie? Chyba nie, jest trochę zagadkowych elementów, nazw i terminów, ale cześć z nich wyjaśnia się podczas czytania, niektórych można się domyślić i to wystarcza. Nie odniosłem wrażenia, takiego jak czasami podczas czytania komiksów Marvela, gdzie celowo umieszczone są informacje z całego uniwersum, aby zachęcić do sięgnięcia po inne komiksy. W Rewolwerowcu twórcy być może uznali, że czytelnik coś tam słyszał, a przynajmniej dawno temu oglądał film Spawn z 1997, a resztę dowie się podczas czytania. Czasami otrzymujemy ekspozycję, ale nie ma ich wiele, moim zdaniem w sam raz.
Super, że już w pierwszym tomie pojawiają się:
stary Spawn Al Simmons, oraz She-Spawn czyli The Scorched - której nie znałem, ale chętnie poznam.

i masa złoli, którzy mogą wydawać się niepotrzebni, jednak popychają bohaterów do działania i uzasadniają ich wybory. Podoba mi się, że każdy zeszyt jest poprzedzony okładką, a na końcu pierwszego tomu jest galeria prawie 30 stron wyczesanych ilustracji.

Co mi się nie podobało? Przede wszystkim narrator, który wszystko tłumaczy, jak za dawnych wcale nie dobrych czasów. Prostokątne dymki z żółtymi literami i ciemnym żółtym tłem. Rozumiem, po co ten zabieg, w Rewolwerowcu bohaterowie "nie myślą" w dymkach, nie ma zastanawiania się "na głos", za to jest narrator. Często jednak miałem wrażenie, że jest to zbyt łopatologiczne, jakby przystosowane do tej mniej lotnej części amerykańskiego społeczeństwa. Czasami te dymki rzeczywiście są potrzebne, ale według mnie byłoby lepiej, gdyby pojawiały się rzadziej, albo były przeplatane myślami bohaterów (chyba po prostu przyzwyczaiłem się, że bohaterowie myślą na głos).

Podsumowując - niczego nie obiecywałem sobie po tym komiksie, chciałem spróbować nowego Spawna i wypadł on całkiem nieźle. Biorąc pod uwagę, że już praktycznie odchodzę od superhero - interesują mnie głównie starsze tytuły - to jestem pozytywnie zaskoczony, na tyle, żeby sięgnąć po drugi tom (który i tak już mam XD). Jeśli dwójka utrzyma poziom, to jestem przekonany, że sięgnę po King Spawn, z tym, że tutaj już mam pewne oczekiwania. W kategoriach komiksu akcja superhero, Gunslingera oceniam na 7/10.