To skoro dyskusja o Morrisonie jeszcze nie zgasła całkiem, to dorzucę moje trzy grosze

No jeśli musiałbym wskazać mojego ulubionego autora komiksów to byłby to właśnie Morrison, ale skłamałbym, jeśli napisałbym że wszystko od niego mi się podobało albo że nie mam mu ogólnie nic do zarzucenia (trochę przejadło mi się jego łamanie czwartej ściany). Azyl Arkham mi właśnie nie siadł , jak chyba wielu forumowiczom z tego co widzę. Generalnie moja topka od niego to Doom Patrol, Animal Man i Nameless. Ten ostatni, chyba kurcze niewydany po polsku, to jest najlepszy komiks horror jaki czytałem (no może Uzumaki od Junjiego Ito mogłoby go przebić, ale że to manga to się nie liczy

) .
Czytałem też:
Filth -ogólnie dobry, tylko ma bardzo dobry początek i koniec, pomiędzy nimi ma lepsze i gorsze momenty. Też chyba niewydany po polsku
Kid Eternity - bardzo mi siadł ten komiks, ale duża w tym zasługa rewelacyjnych rysunków/grafiki Duncana Fegredo, sam scenariusz był dobry ale za krótki trochę i w konsekwencji za szybki. Czytałem po ang, nie wiem czy wydany po polsku
Azyl Arkham - jak wspomniałem, nie siadł mi od strony scenariuszowej ale rysunki Dave McKeana bardzo mi się spodobały
Flex Mentallo - ogólnie fajny komiks, tylko kurcze, ja w przeciwieństwie do Morrisona nie wychowałem się na komiksach superhero i ogólnie nie jestem jakimś wielkim fanem tego gatunku, tymczasem ten komiks to list miłosny Morrisona do superbohaterskich komiksów, więc trochę się autor i ja rozminęliśmy tutaj, ale wciąż, fajna lektura
We3, Klausa, Anihilatora i Niewidzialnych muszę jeszcze przeczytać, nie wspominając o komiksach z Batmanem czy Ligą Sprawiedliwych... Aaaa, i jeszcze słyszałem że Siedmiu Żołnierzy jest dobrych. Zenit, jak tak o nim czytam, chyba mnie nie kręci, ja tam wolę "Morrisona na pełnej piździe" a nie jakieś wstępne jego eksperymenty z komiksami. Doom Patrol od niego to pierwszy komiks jaki w życiu przeczytałem, pomijając Kaczora Donalda za dzieciaka i mocno ukształtował on moje gusta, lubię eksperymentalne komiksy które nie boją się łamać konwencji i sprawiać wrażenie że autor był na niezłym kwasie... Mógłbym powiedzieć że Morrison to trochę taki (śp) David Lynch komiksów, a twórczość Lyncha też uwielbiam. Inna rzecz że w pełni rozumem osoby którym Morrison czy Lynch nie siadają, to się kocha albo nienawidzi, a nawet jeśli kocha to najlepiej jak jeszcze odpowiedni nastrój siądzie
