Lista będzie długa, bo mi się nie chciało pisać na bieżąco.
Gaiman 1602 oraz 1602 Czwórka z Fantasticka - świetnie się czyta Gaimana, to lepsze (i ciekawsze) niż większość zwykłego Marvela. Warto przeczytać choćby po to, żeby zobaczyć co może zrobić z SH człowiek, który umie w scenariusze. Czwórka już mniej ciekawa, można sobie darować.
Książęta Demony 1 i 2 - lubię Jacka Vance'a (cudowne Lyonesse!) więc ten komiks miał u mnie plusa na starcie. Nie jest to wybitne dzieło, zwykłe sci-fi, ale na tyle dobrze się to czytało, że przeczytałbym książki, gdyby były dostępne po polsku. Jednak żeby być uczciwym to nie ma tu zbyt wiele oryginalności ani głębi.
Jestem ich milczeniem - fajny kryminał ze zbuntowaną bohaterką główną, w sumie klasyczny. Fajne, przeczytałbym więcej. Lepsze niż wydany w tym samym czasie Nie puszczaj mojej dłoni.
Goldorak - nie oglądam i nigdy nie oglądałem chińskich bajek, więc zupełnie nie znam kreskówki dla której ten komiks był hołdem. Nie wiem jak oceni to jakiś fan, ale chciałbym żeby dla rzeczy będących w kręgu moich zainteresowań powstawały tak fajne hołdy. No i niezły komiks w swojej kategorii, dosyć mnie to zaskoczyło.
Wzór na szczęście - nudy. Fajny pomysł na ten wzór, ale zupełnie niewykorzystany potencjał. Można było z tego zrobić coś co mocno trzepnie, a wyszło takie bezpłciowe nic.
Smocza krew - jeden z najgorszych komiksów jaki przeczytałem w ogóle. Scenariusz jakby napisany mniej więcej w 5-10 minut. Nie potrafię sobie wyobrazić jak Bedu mógł w ogóle chcieć podpisać taką padakę swoim imieniem. Po lekturze tego komiksu boję się wrócić do Hugo, żeby nie okazało się, że też jest słabe tylko w mojej pamięci jest fajne. Smocza krew - unikać za wszelką cenę.
Gwiazda pustyni- fajnie się to czytało. Nie przepadam za Marinim, ale tutaj było więcej niż przyzwoicie, choć w fabule są nielogiczne elementy, które psują odbiór całości. Nie uważam by to był komiks na miarę Mistrzów Komiksu, ale warto przeczytać.
Wahkan - mam problem, bo po miesiącu od lektury nie pamiętam o czym był ten komiks, co więcej, nawet przeglądając na szybko nie byłem w stanie sobie przypomnieć. Dopiero dokładniejsze oględziny pozwoliły na identyfikację. No, nie świadczy to zbyt dobrze o komiksie, choć odczucia (jak mi się przypomniało już po zidentyfikowaniu) były nie najgorsze. To kryminał retro ale podejście mocno współczesne. Wydaje mi się, że ktoś tu wcześniej mocno zjechał ten komiks. Ja tak krytycznie bym go nie ocenił, ale trzeba wyraźnie podkreślić, to jest baaaaardzo przeciętny przeciętniak.
Szalona z Sacre Coeur - do Jodo mam stosunek "jak zachwyca, kiedy nie zachwyca". Poza Incalem. Szalona jest lepsza niż guano o nazwie Królewska krew czy Juan Solo albo Synowie El-Topo, ale to nadal bełkot, który do mnie nie trafia i który mnie zwyczajnie nudzi.
Borgia 1-2 - i tutaj duże zaskoczenie, bo to Jodo, który nie zachwyca i Manara, który jest mi obojętny. A komiks czyta się bardzo, bardzo dobrze. Może dlatego, że jest mniej bełkotu, niż w Szalonej? Dla osoby nie znającej wcześniej komiksu i czytającej dla fabuły, szeroko omawiane mankamenty tego wydania (tzn. jakieś ucięte kadry) nie mają żadnego znaczenia, można śmiało kupować (jeśli się trafi jeszcze na jakiś egzemplarz).
Milenium (od LiT) - skrzyżowanie Imienia róży z Dänikenem. Dobre czytadło, lektura mnie wciągnęła, bardzo bardzo przyzwoita rzecz w swojej kategorii. Przeczytałbym kontynuację.
Kamasutra - taki przeciętniak bez większych uwag, nie bardzo już nawet pamiętam fabułę, ale też nie przypominam sobie jakichś większych wad. Nie wiem tylko czy warto wydawać na to kasę, skoro jest mnóstwo innych ciekawszych opcji...
Contrapaso - ... np. Contrapaso, kryminał w Hiszpanii w roku 1956. Dobrze i ciekawie napisane, fajne postaci. Jak ktoś lubi kryminały (dziennikarskie śledztwa) w tle historycznym nie powinien przegapić.
Ernie Pike - świetna rzecz, chyba najlepsze, co w tym zestawieniu się znajdzie. Jeden z nielicznych przypadków, gdzie komiks sprostał oczekiwaniom sprzed lektury. Niektóre historie naprawdę mocne. Jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić: zbyt wielu szlachetnych wrogów. Nie odrzucam tej koncepcji, ale oczekiwałbym jakichś proporcji, a tak mamy w zasadzie same szlachetne i honorowe jednostki, tylko ktoś tych Polaków zabijał.
Siberia56 - tutaj też kojarzę wcześniejsze negatywne opinie. I zupełnie ich nie podzielam, to bardzo fajne sci-fi, eksploracja nieznanej planety skutej lodem. Bardzo fajny klimat, autorzy nie byli delikatni dla bohaterów. Nie jest to dzieło wybitne, ale bardzo przyzwoite sci-fi.
Dziewięć - ten podobał mi się nieco mniej, ale nadal ok, przyzwoity przeciętniak, głównym motywem jest powtarzalny powrót w czasie.
Aquarica - Sokala wielbię za Syberię (1 i 2) a nadto bardzo mi się podobał Detektyw Kaczor, natomiast Aquarica to straszna słabizna i nudy. Nie warto, szkoda kasy.
Mademoiselle Baudelaire - przyzwoity komiks, nic specjalnego, ale zaciekawił. Brzydki. Raczej dla zainteresowanych Baudelairem niż dla komiksiarzy (ale może się mylę).
Bibliomulica z Kordoby - "gwiazda" tego zestawienia. Miałem ogromne oczekiwania, a to jest strasznie słabiutkie. Takie wannabe Sfara dla ubogich. Nie wiem dlaczego to w ogóle znalazło się w jakiejś topce. Może dlatego, że to o miłości do książek i o ich ratowaniu, a komiksiarze (jak i książkarze) lubią czytać o miłości do książek/komiksów. Mnie to nie rusza, dlatego ten komiks to jedno z największych rozczarowań roku. Totalny niewypał.
RIP 1-6 - genialna seria... do tomu 4 Nie wiem co za geniusz wpadł na to, żeby w połowie kryminału ujawnić wszystkie tajemnice. No nie, to wielbłąd. Czytałem kolejne tomy czekając aż mnie coś znowu zaskoczy/zaciekawi, jak w przypadku poprzednich 4, ale już było po zabawie. Gdyby to napisać inaczej, to byłoby blisko doskonałości, a tak jest jedna z najlepszych serii kryminalnych, ale z lekkim poczuciem niedosytu.
Czarna Pantera (Zobaczyć Wakandę i umrzeć, Gniew Pantery, Kim jest CzP i Naród pod naszymi stopami). - kontynuuję poznawanie mniej znanych postaci Marvela, bez większych oczekiwań. Z tych 4 wydanych u nas komiksów o CzP jedynie Gniew Pantery był interesujący. Pozostałe są miałkie i bez żadnej wartości, natomiast Gniew Pantery potrafił przyciągnąć i utrzymać uwagę.
Trzeba ratować Święta - jak ktoś czytał Wielkiego Złego Lisa to wie czego się spodziewać, więcej tego samego.
Gotham: Rok Pierwszy - bardzo dobry kryminał noir w stylu Chandlera. Świetnie się to czytało, Batmana w zasadzie nie ma, to w ogóle nie jest komiks SH, tylko właśnie kryminał w Gotham, więc jak ktoś nie lubi SH może mimo to przeczytać, bo warto.
Morgan - to jest najlepszy z serii komiksów duetu Segura/Ortiz, lepszy nawet od Hombre. Osobiście bardziej mi pasowała ta część, w której Morgan siedzi w więzieniu, ale całość jest bardzo.
Fungae - Pan Żarówka to był komiks "o czymś". A Fungae nie jest "o czymś", a w każdym razie nie jest o niczym szczególnym. Pewnie można doszukiwać się różnych metafor, ale nawet widząc potencjalne interpretacje, to nadal jest po prostu miałkie. Mr. Wawszczyk, nie idźcie tą drogą.
Presl - Syn swojego ojca, Priap, Orientalizm, Ogrody Babilonu, Boska kolonia, Fabryka - to komiksy nieme, więc "lektura" zajmuje mniej więcej 10-15 minut. Ale dały dość dużo satysfakcji, historie nie są banalne, autor chce pokazać coś istotnego i w sumie mu się to udaje. Nie przypadnie do gustu czytelnikom Batmana.