Od dawna już nosiłem się z zamiarem napisania kilku słów o jakimś komiksie. Niestety z żadnym nie było mi po drodze. Mijały miesiące, rok 2024 zmierzał ku końcowi, składałem i odbierałem kolejne zamówienia. Odchodziłem coraz dalej od fantastyki, dotarłem nawet w rejony Wielkich bitew morskich i pancernych maszyn wydawanych nakładem wydawnictwa Scream. Jednak prawie żadnego tytułu nie dokończyłem, porzucałem kolejne historie, coraz bardziej zniechęcony do błahego komiksowego medium. Błądząc tak i meandrując zawędrowałem do Piekła braci Brizzich. Piekła Dantego.
Któż nie zna złowróżbnie brzmiących słów "Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie." Jakaż to niewyobrażalna groza musi czaić się w tym ponurym przybytku wiecznego potępienia? Kto o zdrowych zmysłach odważyłby się zstąpić do królestwa przeklętych?
Nie bez wstydu przyznać muszę, że pomimo uwielbienia dla malowniczej wizji Piekła, na którą pracowały całe pokolenia artystów, poematu pióra Dantego Alighieri w całości przeczytać nie zdołałem.
Po raz kolejny zdjąłem z półki Boską komedię, czyli wielką podróż przez Piekło, Czyściec i Raj. Podróż w trzydziestu trzech pieśniach. Przekartkowałem i odłożyłem na miejsce. Niestety nie zostałem obdarzony wrażliwością, umożliwiającą doświadczanie i przeżywanie poezji. Nie licząc kilku wierszy i poematów, które cenię i z którymi w pewnym stopniu się utożsamiam, zwyczajnie jej nie rozumiem.
Być może właśnie dla takich jak ja bracia Brizzi przygotowali ilustrowaną adaptację działa Dantego. W przedmowie autorzy napisali "[...]
zdaliśmy sobie sprawę - choć to być może zniewaga dla autora - że chociaż Dante niewątpliwie napisał arcydzieło, jego poetyckie zacięcie przyćmiło samą opowieść. Sposób jej prowadzenia całkowicie odbiega od tego, do czego przywykliśmy. Sceny następujące po sobie bywają do siebie podobne, ton pozostaje niezmienny przez całą historię, a kolejne trudności pokonywane przez bohaterów można uznać za nadmiarowe. W końcu stało się dla nas jasne, że gdybyśmy mieli powtórzyć wszystko, co dzieje się w oryginalnym dziele, bez wątpienia zanudzilibyśmy czytelnika.[...]".
Mamy tu zatem do czynienia z esencjonalnym ekstraktem w formie ilustrowanej.
Fabuła znana jest z grubsza chyba wszystkim. Dante w towarzystwie Wirgiliusza wyrusza na poszukiwania swej ukochanej Beatrycze, droga którą zmuszeni będą podążać wiedzie przez Piekło.
Jeszcze raz pozwolę sobie sięgnąć do przedmowy"[...]
spróbujemy nadać albumowi formę hybrydową: nie będzie to ani książka ilustrowana, ani komiks. Czy raczej książka ilustrowana i komiks jednocześnie[...]". Moim zdaniem jest to powieść graficzna, i na ilustracjach się skupię.
Być może owa hybrydowość sprowadza się do dużej ilości całostronicowych obrazów, które prezentują się wyśmienicie. Drobiazgowo szczegółowe sceny potępienia i pełne rozmachu infernalne pejzaże przywodzą na myśl innego ilustratora Boskiej komedii - Paula Gustave Doré. Prace francuza musiały być natchnieniem i inspiracją dla braci Brizzich, którzy w podobny sposób operują światłem i cieniem. Piekło braci sprawia wrażenie jałowego, pełnego zmatowiałych, przydymionych przestrzeni. Pomimo scen kaźni i tortur, którym poddawane są grzeszne dusze, autorom udało się oddać wrażenie złudnego spokoju, usypiającej, lepkiej ciszy otulającej wszystko gęstą mgłą. Sugestywną ścieżką dźwiękową, mogącą z powodzeniem towarzyszyć lekturze byłyby mroczne, głucho rezonujące ambientowe plamy.

Mam problem z pracą Paula i Gaëtana Brizzich. Odnoszę bowiem wrażenie jakby mało było piekła w Piekle. Nie można odmówić kunsztu i maestrii kolejnym kręgom podziemnego świata. Piekło jest martwe, z jednej strony to dobrze, bo jakie miało by być, jeśli nie szare niczym wypalone pogorzelisko, ale też całemu przedsięwzięciu brakuje emocji, a to głównie one powinny stanowić siłę oddziaływania diabelskiej metropolii. Na kolejnych kartach przewijają się rozpustnicy, skąpcy, leniwe i gniewne dusze, a także heretycy, krzywoprzysiężcy, mordercy, sodomici, samobójcy, stręczyciele, złodzieje i zdrajcy. Korowód postaci, diabłów i demonów, przemyka nie pozostawiając po sobie żadnych wrażeń. Podobnie Dante i Wirgiliusz - bohaterowie mdli i nijacy. Trudno się z nimi utożsamiać. Pierwowzór literacki jest, jaki jest, ale fabularnie Piekło Brizzich nie porywa, ograniczając się do zdawkowych wyjaśnień, kto i dlaczego lub kto i za co. Być może przeprowadzenie rewolucji, i wywrócenie ustalonego porządku do góry nogami nie było intencją autorów. W trakcie lektury uzmysłowiłem sobie jednak, że cel podróży Dantego, a także dalsze losy jego i pięknej Beatrycze są mi zupełnie obojętne. Historia utonęła w ilustracyjnym przepychu.

Zakończenie okazało się rozczarowujące. Na skutek przyspieszenia akcji, klimat znika. Ostatni akt okazuje się mało satysfakcjonujący.
Na koniec wspomnę jeszcze o jednym z moich ulubionych obrazów, arcydziele pisanym przez wielkie A - Dante i Virgil w Piekle (Dante et Virgille en Enfer) Williama Bouguereau. Wspominam o nim, ponieważ tak właśnie powinno wyglądać piekło, skąpane w karmazynowych, krwawych łunach. Przedstawiona poniżej scena aż emanuje mocą, dynamika ciał zwartych w śmiertelnych zmaganiach niemal rozsadza przestrzeń ujętą ramami obrazu. Całości dopełnia unosząca się w tle przerażająca skrzydlata postać.
Szkoda że autorzy nie pokusili się o kolor, myślę że głęboka, nasycona mrokiem paleta barw dodałaby charakteru temu niezwykłemu zjawisku, które byłoby już zupełnie inne, bo namalowane farbami olejnymi.
Dzieło braci Brizzich oceniam na
4/6 głównie za sprawą walorów wizualnych. Zastanawiałem się nawet czy nie obniżyć końcowej noty o jedno oczko, wydaje mi się jednak, że trójka byłaby krzywdząca. Wszak jest na czym oko zawiesić.