Czasem ukazują się klasyczne, niestrawne pozycje, owiane smrodkiem pseudo wielkości, a czasem wpada znienacka małe-wielkie i poruszające arcydziełko.
"Krótka historia barszczu ukraińskiego" ma 72 strony, a interpretacyjnych możliwości daje więcej niż tomy spoconych postmodernistów.
Podczas szukania idealnego przepisu na tytułową potrawę bohaterowie spotykają się z wyzwaniami, które czytelnika mogą sprowokować do pytań o kwintesencję tożsamości narodowej, zahaczają o dzieła Goethego i Hermana Hesse, nawiązują do greckich sofistów z V i IV wieku p.n.e.
Ej, spokojnie, to nie erudycyjny bryk. To tylko ja zostałem sprowokowany. Bo historia jest prosta - do głównego bohatera ma przyjechać dziewczyna, a on chce ugościć ją tradycyjnym ukraińskim barszczem.
No właśnie. Tradycyjnym, czyli jakim?
No i tu zaczyna się jazda. Od kłótni w marketach, przez kłótnie na targu, wizytę (i oczywiście kłótnię) w restauracji, u etnografa, wreszcie u babci - czym jest klasyczny barszcz ukraiński?
Otóż możliwości jest wiele.
Wspaniały to komiks, z jednej strony kulinarny "feel good", z drugiej nienachalnie stawiający masę pytań o dążenie do ideału, o rolę kalkulacji w pasji, o budowanie podziałów we wspólnej tożsamości. I jeszcze parę.
Polecam bardzo.