Łowcy relikwii - przeciętny komiks z kilkoma ciekawszymi pomysłami. Zdecydowanie za krótki, żeby zrobić interesujące wrażenie. Orbital tego duetu zdecydowanie lepszy, zresztą to najlepsza seria Runberga (przy czym nie czytałem On Mars, Konungów i Kronik Under Yorku). Można przeczytać, jak ktoś już żywcem nie ma nic do czytania.
Sercożerca - naprawdę przyzwoita baśń, chłopiec stawia czoło różnym niebezpieczeństwom żeby uratować dziadka. Dobrze i szybko się to czyta, nie ma większych zgrzytów. Nie jest to arcydzieło, ale przyzwoita robota. Autor scenariusza popełnił jeszcze Bractwo Kraba od SL, ale tego jeszcze nie czytałem, więc nie mam porównania. Rysownik oprócz Kraba narysował też Azymut i Mechaniczną ziemię, więc wiadomo, czego się spodziewać. Jak ktoś lubi takie klimaty, to warto.
Sweet Paprika 1-3 - wiedziałem, że nie jestem targetem tego tytułu, ale Jeleniogórskie Przedsiębiorstwo Robót Drogowych.
Alchenit - mocno inspirowane Człowiekiem z Wysokiego Zamku Dicka. Nie jest to zły komiks, być może nawet by mnie zaciekawił, gdyby nie to, że książkę Dicka czytałem dużo wcześniej (i oceniam ją bardzo wysoko). Ale właśnie dlatego, że czytałem, niewiele mnie tu zaciekawiło i nie rozumiem hype'u. Poza tym zbyt wiele razy w popkulturze pojawiają się Niemcy z tego okresu. Z większym zainteresowaniem przeczytałbym komiks w stylu ilustracji Różalskiego, albo coś inspirowane Xavrasem Wyżrynem.
Dylan Dog - Mater Dolorosa - preferuję Dylan Doga w bieli i czerni. Zbyt dużo pretensjonalności w wypowiedziach małego Dylana. Są lepsze Dylany.
Osiedle Swoboda 1, 2, Niedźwiedź i Centrum - mam problem z tą serią, bo bardzo podobały mi się postaci wykreowane przez Śledzińskiego. Bardzo wiarygodne, fajne interakcje. Ale nie bawiły mnie wymyślone przez autora historie, a tym bardziej humor. I jeszcze jedno - zdecydowanie lepiej bez koloru. Gdyby całość była w kolorze, byłoby o stopień niżej. Sumując - dla postaci warto znać.
Na szybko spisane Integral - przy okazji Osiedla zrobiłem sobie powtórkę NSS, którą i tak miałem w planach po kilku postach w tym temacie, gdy napisałem o Kinderlandzie. Napisałem wtedy, że szkoda iż taki komiks jak Kinderland w PL nie powstał. W reakcji, obok Marzi, pojawiło się też NSS, które nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia przy pierwszej lekturze, dlatego nawet nie pamiętałem o tym komiksie w tamtym czasie.
I uważam że porównania NSS do Kinderlandu są mocno chybione. NSS to zbitek klatek z życia autora (?), co zresztą wynika z samego tytułu, zaś Kinderland to spójna historia. W Kinderland upadek Muru jest istotnym wydarzeniem, w NSS upadek komuny to kwestia tego, że ojciec zaczął prywatny biznes na giełdzie. Od strony osobistej, czytając Kinderland czułem bliskość przeżyć z bohaterem komiksu, a z bohaterem NSS nie mam nic wspólnego. W kwestii grafiki jestem amatorem, ale w mojej ocenie Mawil w starannie stylizował swoje rysunki by wyglądały "dziecięco", zaś NSS jest narysowane niechlujnie, "na szybko".
Odchodząc od kwestii porównań - w odróżnieniu od Osiedla, NSS nie mają elementu, który bym oceniał wysoko. Najmocniejsza jest ostatnia część, ale to tylko fragment z całości, która mało mnie zaciekawiła, bo jest zbyt szybko spisana. Również nie pomaga strona graficzna. Jak wspomniałem przy okazji Osiedla, dużo lepiej jest w czerni i bieli, a tutaj mamy niestety kolor. Podsumowując, jeden fragment to za mało, bym pozytywnie oceniał NSS, a tym bardziej w porównaniu do Kinderlandu.
Czwórka z Baker Street 7-9 - zachwycałem się tomami od 1 do 6 i nic w tym zakresie się nie zmieniło. Wysoki poziom utrzymany, jedna z najlepszych serii na rynku.