Hombre w jednym zdaniu to jest taki Thorgal postapo. Zbiór przygód luźno powiązanych fabularnie, których głównym bohaterem jest tytułowy Hombre. Świat jest brutalny, survivalowy i zaskakuje realizmem, szczególnie w warstwie zachowań społecznych. Polityczna poprawność, woke, tego tutaj nie znajdziecie. Jednocześnie komiks jest lekki w odbiorze, ma vibe przygody i czyta się go szybko, dymków jest w sam raz, a rysunki są świetne. Komiks w większości kolorowy, ale jest też kilka czarno-białych zeszytów.
Na początku są to pojedyncze zamknięte historyjki, które czasami kończą się dość nagle, pozostawiając niedosyt. Całe szczęście potem się to zmienia, nadal jest to komiks drogi, ale zżywamy się z bohaterami, bardziej rozumiemy świat, a wydarzenia w poszczególnych zeszytach są ze sobą powiązane. Muszę tutaj wspomnieć o goliźnie, bo jest jej sporo, zarówno męska jak i żeńska, szczególnie ta druga, właściwie głównym ubiorem kobiet jest brak ubioru. Wcześniej wspomniałem o realizmie? No to kobiece postacie są tutaj wyjątkiem, bo każda jest atrakcyjna i ma czym oddychać, jednak dla mnie takie niedopatrzenie jest do zaakceptowania. Nie ma pornografii, a nawet trudno się doszukać erotyzmu, po prostu nagie ciała, pięknie rysowane i kolorowane.
Jest to komiks z 1981 roku, według mnie, w ogóle tego nie czuć, no może trochę w warstwie wizualnej, bo jest ręcznie rysowany technikami popularnymi w tamtym okresie, ale to nie jest absolutnie wada. Rysunki trzymają wysoki poziom, momentami zaskakują szczegółowością, duży format komiksu jak najbardziej na miejscu.
Polecam, świetna pozycja i ładne wydanie, chociaż spodziewałem się offsetu, a jest zmatowiona kreda, ale w lekturze szybko się o tym zapomina. Udało mi się kupić okładkę limitowaną i gdyby nie to, że tak szybko schodziła, to pewnie nadal bym się zastanawiał, a tu proszę, podziałała psychologia niedostępności

Czekam na drugi tom.