"Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca" jak rozumiem, ale tak na serio, to nie zamierzam się kłócić, bo wiadomo, jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki.
Dla Ciebie przynudzanie, dla mnie to budowania swiata i tworzenie glebi fabularnej.
Ale tu akurat nie ma sporu, sam napisałem: "w każdym komiksie widać ogrom pracy w konstrukcji i kunszt scenariusza". Problem mój z Moorem (który określam przynudzaniem) polega na tym, że kompletnie nie interesuje mnie historia, którą on opowiada, nie czuję żadnych emocji (poza znudzeniem) przemierzając tę opowieść.
Przykładowo Promethea - całkiem fajny pomysł postaci, która pojawia się w różnych opowieściach w różnych czasach. Wykorzystana do pokazania fascynacji autora Kabałą z kuriozalnym pomysłem na apokalipsę (wydaje mi się, że nie wchodzę w spoilerowanie). Doceniam pracę, jaką włożono w ogarnięcie tego wszystkiego, ale kompletnie mnie ta opowieść nie interesuje. Przerost formy (bardzo dobrej) nad nudną treścią.
I jeszcze Liga - kunsztowna konstrukcja świata, misternie skonstruowany scenariusz, a przy tym wszystkim papierowe, nudne postaci, przegadana, rozdmuchana fabuła, którą przydałoby się uciąć o połowę.
Ja w komiksach (opowieściach) szukam emocji, czegoś nowego, co mnie przerazi, oburzy albo pozwoli zobaczyć coś z innej perspektywy. A przez to zachwyci. A budowania świata czy głębi fabularnej szukam gdzie indziej.