Blue Note - sięgnąłem po tę pozycję nie do końca wiedząc, czego się spodziewać - kupiłem to jakoś przy okazji albo z innego rozpędu bodajże na emefce. Opisów z tyłu nie zwykłem czytać (nie ukrywajmy, najczęściej są to wstrętne spoilery), zatem z marszu przystąpiłem do lektury.
Ameryka lata trzydzieste i wszystko co się z tym wiąże - jest dobrze. Dobre rysunki, piękne panoramy, klimatyczne kadry dużego miasta, pięknie dobrane kolory nieodłącznie kojarzące się z tamtą epoką. Zostałem kupiony. Oby tylko fabuła nie rozczarowała, a teksty nie uwłaczały.
Godzinkę później jestem po pierwszym (jak się później okazało, pierwszym z dwóch) rozdziale - i nieco rozdarty siedzę i rozważam czy kontynuować lekturę tego samego wieczoru. Nie było to bowiem złe, ale jednak fabularnie nie porwało - historia jaką dostajemy jest klasyczną historią z pogranicza brutalnego sportu i gangsterki, podlaną nutką alkoholowego clubbingu w czasach zmierzchu prohibicji, dopieszczoną klimatem przewijającego się gdzieś w tle bluesa. Ma to swój klimat, i owszem, ale nie samym klimatem człowiek żyje.
Dobrze, czytam jednak dalej. Rozdział drugi o dziwo startuje tam gdzie zaczął się i pierwszy, ale - i tu zaskoczenie - z perspektywy innego protagonisty. Za jego sprawą tym razem na pierwszy plan wybija się muzyka, sport z kolei jest gdzieś na drugim planie, razem z bohaterem rozdziału pierwszego stanowi tło. Po paru stronach łatwo można już zrozumieć celowość tego zabiegu artystycznego - to nie będzie osobny rozdział, nie będzie kontynuacja - to uzupełnienie. Role się odwracają, a rozdział drugi świetnie łączy się z pierwszym, dostajemy te same miejsca i sytuacje, ale w innych kadrach i dialogach, a do tego autorom udaje się uchwycić przekaz muzyczny - mnie tam te nutki bluesowe z kadrów i dymków naprawdę w głowie grały.
Interesująca pozycja pod każdym względem - oczywiście nie jest to cud fabularny ani nic odkrywczego czy przełomowego, niemniej zastosowane środki wyrazu robią robotę, a całość sprawia bardzo dobre wrażenie. Na dokładkę mamy bardzo ładne wydanie, duży format, dobry papier. U mnie w kolekcji zostaje. 7,5/10 spokojnie daję (dałbym i nawet ósemkę, ale tego samego wieczoru czytałem jeszcze Jellinge, więc sami rozumiecie, nie mogę).