Lobo: Big Fragging Compendium
Stawiajac tego potwora na polce, pierwsza mysla bylo: "matkojedyna... kiedy ja to przeczytam?", a tymczasem pekl w kilka dni. Ten tom to prawdziwa uczta dla fanow Wazniaka, czyli najbardziej bezczelnego, brutalnego i niepoprawnego antybohatera w uniwersum DC. Grubas zbiera niemal wszystkie najwazniejsze historie z lat 90., kiedy Lobo byl u szczytu swojej popularnosci, a jego przygody balansowaly na granicy parodii, groteski i czystej anarchii. Zawiera sporo materialu, ktory byl juz publikowany w Polsce przez TM-Semic, wiec dla wielu czytelnikow bedzie to nostalgiczna podroz do czasow, gdy czesto pojawial sie w kioskach. Jednoczesnie znajdziemy tu wiele historii, ktore nigdy sie w naszym kraju nie ukazaly, co czyni kompendium wartosciowym zbiorem nawet dla starych wyjadaczy. Najmocniejszym punktem sa oczywiscie doskonale wszystkim znane dwie mini serie ilustrowane przez Biza, bo to wlasnie jego styl nadal Lobo kultowy wyglad. Krecha mistrza idealnie wspolgra z absurdalnym humorem i ekstremalna przemoca, tworzac wizualny rollercoaster. Podziwiajac jego prace, zawsze zawieszam sie na tych wszystkich dziwolagach z drugiego planu – powykrecanych, czesto szkaradnych i smiesznych. Inni artysci wypadaja roznie – niektorzy probuja nasladowac Bisleya, inni stawiaja na bardziej stonowane podejscie. Wsrod licznych historii warto wyroznic pastisz Lobocop – absurdalna wariacje, w ktorej Lobo zostaje przemieniony w policyjnego cyborga lub ta, w ktorej idzie do fryzjera i zasypia na krzesle. To swietne przyklady, jak tworcy potrafili bawic sie konwencja i wrzucac Wazniaka w coraz bardziej niedorzeczne sytuacje. Te epizody sa ekstremalne, dziwne, ale jednoczesnie oryginalne i smieszne – idealnie wpisuja sie w klimat serii, ktora nigdy nie brala siebie zbyt powaznie. Lobo nie jest lektura wysublimowana i nawet nie probuje nia byc. To czysta rozrywka, pelna krwi, przeklenstw, brutalnych zartow i totalnego braku moralnych zahamowan. Idealna jako guilty pleasure, cos, co czyta sie z usmiechem, nawet jesli czasem z lekkim zazenowaniem. Alan Grant i Keith Giffen dostarczaja scenariusze, ktore sa jednoczesnie glupkowate i blyskotliwe. Ten grubas to hold dla wszystkiego, co w postaci najlepsze – przerysowania, bezkompromisowosci i czarnego humoru. Nie kazda historia trzyma poziom, ale calosc wypada pozytywnie. Dla fanow Main Mana to pozycja obowiazkowa.