G.I. JOE: A Real American Hero Compendium 1
Przeczytałem pierwsze 50 zeszytów GI Joe zebrane w kompendium numer 1. Fabuła jest prosta, w skrócie: zła organizacja Cobra, z Cobra Commanderem na czele, mająca siedzibę w Springfield, knuje i próbuje swoimi mackami zwiększyć wpływ na świat i przy okazji pozbyć się GI Joe - grupy wojskowej do zadań specjalnych. Ci drudzy, których przygody śledzimy, w różnych misjach ścierają się więc ze wspomnianą Cobrą i stają im na drodze do celu. Ale nie tylko...
Większość zeszytów jest napisana w takiej formie (norma w tamtych czasach, w przeciwieństwie do dzisiaj), że właściwie da się je czytać samodzielnie, bez pogubienia się. Czasem historie są całkowicie zamknięte w jednym zeszycie, czasem fabuła rozciąga się na kilka. Trzeba też wspomnieć, że niektóre historie skupiają się na pojedynczym/kilku z Joes, a inne, rzadziej, na praktycznie całej grupie, a jest ich z kilkunastu. Zdecydowanie lepiej czyta się i śledzi losy mniejszej grupki. Co jakiś czas do grupy dołącza nowy członek. Podobnie do Cobry - nowy watażka.
Twórcy mocno eksperymentują. Czasem trafiamy na pustynię, czasem do dżungli, na bagna, na biegun, na wodę, pod wodę, albo w powietrze. Jedna historia na przykład (bardzo fajna moim zdaniem) w całości skupia się na starciu dwóch pilotów. Innym razem dostajemy całkowicie niemą historię - nie pada ani jedno słowo przez cały zeszyt. Jeszcze innym razem śledzimy urlop jednego z Joes, którego oczywiście nie dane jest mu zaznać. Im dalej w las, tym więcej pojawia się interesujących wątków pobocznych i fabuła gęstnieje, ale nie chcę rzucać tu spoilerami. Kilka zeszytów jest głupiutkich i np. w całości skupia się na starciu dwóch grup na dużą skalę, ale nie jest to częste.
Dobrze czytało mi się ten tom, zamówiłem już kolejny w przedsprzedaży. Często zarzucałem jeden - dwa zeszyty dziennie, żeby nie znudzić się konwencją. Tekstu jest sporo i każdy z zeszytów dostarcza satysfakcjonującą ilość fabuły. Nie polecam czytać zbyt dużo, zbyt często, te historie były tworzone do czytania zeszyt/miesiąc. Choć przyznam, że ostatnie 10 zeszytów przeczytałem w dwa dni, bo wątki fabularne mnie wkręciły.
Polecam koneserom starszych komiksów. Na koniec pozostało tylko zakrzyknąć: YO JOE!