Zaraz, Zaraz. Znasz tylko semiki? Bo jak tak to nie znasz w sumie klasycznych Batmanów.
Rozmowa z tobą wygląda tak: ja piszę, że lubię
King Konga z 1976 roku, a ty mi na to, czemu nie znoszę
Szczęk Spielberga? Nie wiem skąd wyciągasz swoje informację, ale na pewno nie z moich postów.
A to czemu?
Bo dla mnie Batman to Bruce Wayne, a Bruce Wayne to Batman. Jak się ciągnie coś przez kilkadziesiąt lat (jak serie ongoing, które są telenowelami) to twórcy w końcu wymyślają cuda na kiju i dzięki temu pelerynę przejmowały inne osoby, ale ja takich historii nie chcę czytać... No, wyjątkiem jest Terry McGinnis.
Ogólnie zaobserwowałem u Ciebie mocno zafiksowanie się na takim klasycznym Batmanie samotniku, bez nikogo i swojego boku, ma to być Bruce, a złoczyńcy mają być do boli sztampowi i napisani dość klasycznie.
Serio, nie mówię ci tego jako dawanie szpileczki, ale warto poczytać i sprawdzić na własną rękę niektóre rzeczy, a nóż ci się spodobają - a nie już z góry skreślasz bo nie jest to schematyczne i do bólu klasyczne
Batman nie musi być sam, jak najbardziej lubię Robina (szczególnie Tima Drake'a), Batgirl (również w wersji Oracle), Huntress i kilku innych jego sojuszników. A wrogowie im mniej sztampowi i im więcej tych "nowych" (a nie ciągle Joker i Joker) tym lepiej.
A skreślam nie dlatego, że jest to "nieklasyczne" i "nieschematyczne", tylko dlatego, że nie oddaje to Batmana, jakiego uwielbiam.