Sorry, ale ja na co dzień zajmuję się notowaniem bądź nie wyrazów przez słowniki i mam na temat bardzo duże pojęcie, bo robię to od kilkunastu lat. Potrafię ocenić na podstawie badań korpusowych, czy i na ile dany wyraz jest popularny. I "burzysko" jest po prostu bardzo rzadkim wyrazem, bo ma tylko 2 wystąpienia w NKJP, a w sieci też jest bardzo mało wystąpień tego wyrazu. Więc to nie jest ten wyraz, który nie trafił do słowników przez przypadek czy nienadążanie za językiem przez słownikarzy, tylko po prostu jest na tyle rzadki, że nie ma potrzeby notowania go w słowniku. Oczywiście to jest temat bardziej skomplikowany, bo słowniki czasem notują wyrazy, które zostały użyte kilka razy w jakiejś gazecie albo mają kilkanaście wystąpień w sieci.
Używanie neologizmów i kreatywne wykorzystanie języka to jest rzecz wręcz powszechna w języku, zwłaszcza w języku mówionym, codziennym, potocznym. Tym bardziej w naszym, bo mamy mnóstwo zdrobnień czy zgrubień. Ale co innego spontaniczny język, a co innego tłumaczenie, gdzie tłumacz i redaktor powinni pochylić się nad tym, żeby ten tekst jak najlepiej oddawał oryginał i styl wypowiedzi postaci.
Dla mnie to "burzysko" jest słabe, co już argumentowałem. Nie pisałem też, że całe tłumaczenie jest słabe, tylko że taki kwiatek budzi obawę, że może takie być.