O ile dobrze pamiętam, chyba w temacie Studia Lain, padło info, że cena licencji uzależniona jest od nakładu. Stąd wniosek, że jak jest robiony dodruk, to mimo wszystko trzeba odpalić haracz licencjodawcy. Czyli reasumując - mega podwyżki cen papieru + mega wzrost kosztów produkcji (prąd, płace, benzyna, itp.) + mega inflacja + działka licencjodawcy (pewnie też od premiery poszła w górę) + wzrost kosztów dodruku ze względu na niski nakład = koszt tłumaczenia/składu/redakcji/korekty/grafika? Bo jeżeli byście chcieli zachować cenę to właśnie tak by musiało być, że wszystkie wzrosty zostaną pokryte wyłącznie przez tę jedną rzecz, kórej nie trzeba przy dodrukach robić drugi raz. Jak widzę co się dzieje z nasza gospodarką, to śmiem w to wątpić...
Nie mniej cen nie bronię - zaczynają wchodzić na poziom nieakceptowalny i również zacząłem robić selekcję zakupów o pozycje, które kiedyś bym kupił jako ciekawostkę, a dzisiaj sobie odpuszczam. Stąd też np. mimo całkiem fajnej rozrywki, wychodzę z Gwiezdnych Wojen. Uważam, że mimo wszystko Egmont powinien zastanowić się jednak nad cięciem trochę na jakości - może nie prześwitujący papier, ale na podstawie tego co mam (Animal Man Lemire'a, Aquaman Jhonsa, Spawn Compendium 1) uważam, że cieńszy papier jest spokojnie do zaakceptowania, zwłaszcza, gdyby miało to zbić ceny.
Czy doszukiwałbym się celowego działania TK w windowaniu cen w celu wybadania naszej tolerancji? Raczej nie - zbudował dość silną pozycję na naszym rynku komiksowym i nie sądzę, aby chciał to zaprzepaścić w imię eksperymentu... ale może to cały trick - Pan TK na wywiadach, festiwalach, sobótkach wypowiada się jak taki wzorowy bard - słucha się go z wielką przyjemnością, ma bardzo miły dla ucha głos, wypowiada się płynnie, ciekawie, a pod spodem mamy tekst rodem z Krainy Lodu (coś dam było o dojeniu złotej kury czy coś

)