Autor Wątek: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi  (Przeczytany 215513 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Nawimar III

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #765 dnia: So, 22 Listopad 2025, 20:30:15 »
Październik
 
Bohaterowie i Złoczyńcy t. 108. Joker: Zemsta – ostatnimi laty zdążyłem się przyzwyczaić, że współcześnie powstające opowieści osadzone w ramach mitologii Mrocznego Rycerza raczej nie porywają. Trudno za szczególnie wysublimowane dzieło uznać także niniejszą realizację, aczkolwiek trzeba przyznać, że James Tinion IV (tj. scenarzysta zawartości tego tomu) sprytnie reorientował serię z Jokerem w roli głównej na fabułę z Jamesem Gordonem jako jej faktycznym protagonistą. Przy czym im go więcej, a opowieść „skręca” ku osobistym refleksjom leciwego komisarza, tym znać, że wspomniany scenarzysta miał dobry pomysł na osobną serię właśnie z rzeczonym. Oby kiedyś przytrafiła mu się okazja takową rozpisać.
 
Marvel-Must-Have t.4: Mity – doprawdy wciąż nie potrafię otrząsnąć się z wrażenia, że jak dotąd żaden z polskich wydawców nie skusił się na „spolszczenie” tej pozycji. To po prostu świetna, fachowa i profesjonalna w każdym calu robota, której każdy z elementów jest dokładnie tam, gdzie powinien być. Paul Jenkins nie doczekał się co prawda przynależności do grona „topowych” scenarzystów; niemniej jak dla mnie niniejszy tom jest kolejnym dowodem, że taki status w pełni mu się należy. Okoliczność, że do tej produkcji przydzielono mu Paolo Rivere o którego pracach nie sposób inaczej mówić niż ze znaczną dawką emfazy, sprawiła że w przypadku „Mitów” mamy do czynienia z autentycznym „musiszmieć” wielbicieli zasobów Domu Pomysłów.

AKT nr 39 – w tej liczącej aż sto stron odsłonie magazynu na najwięcej wrażeń liczyć mogą wielbiciele oferty Kultury Gniewu. Do takowych się nie zaliczam, niemniej lektury poświęconych temu wydawnictwu tekstów nie żałuję. Potraktowałem tę okazję jako swoisty zwiad antropologiczny w „przestrzeniach” przeze mnie z rzadka odwiedzanych. Czytelnicy tej propozycji wydawniczej otrzymają ponadto zestaw często bardzo udanych krótkich form komiksowych (w tym m.in. zaskakująco skonkludowaną nowelkę Karola Jasiołkiewicza na podstawie „Podróży do wnętrza Ziemi” Juliusza Verne’a) oraz jak zawsze interesująca publicystkę z wykonaniu Dawida Śmigielskiego i Łukasza Chmielewskiego.

Komiks i My nr 17 - po lekturze tej odsłony magazynu aż chciałoby się zakrzyknąć: ,,Co za numer!”. Nieznana dotąd adaptacja ,,Obłoków Magellan’a” oraz wywiad z twórcą biografii Tibora cs. Horwatha to tylko ważniejsze z atrakcji niniejszej odsłony ,,Komiks i my”. Szczególne jednak wrażenie zrobił na mnie bułgarski komiks przybliżający losy chana Asparucha oraz zaczątków bułgarskiej państwowości. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
 
Triumph nr 4 - jak rozpisać komiksową fabułę z której pomimo „ścian” tekstu dosłownie nic sensownego nie wynika? Trzeba spytać Christophera Priesta, który ewidentnie nie miał na tę mini-serię pomysłu. Krótko pisząc: wtopa, która zamordowała pomysł na rozwinięcie losów Triumpha. Kompletnr nieporozumienie w każdym calu.

Black Condor nr 5 - ujmując rzecz kolokwialnie w tym przypadku mamy do czynienia z tzw. powtórką z rozrywki. Stąd podobnie jak w poprzednich epizodach mamy do czynienia z wprawnie i pomysłową rozrysowaną warstwą plastyczną i zarazem przeciętną fabułą. Rozwój protagonisty co prawda następuje, ale brak tu uniesień dramaturgicznych, które uczyniłyby tę inicjatywę emocjonującą, a tym samym potencjalnego czytelnika angażującą. Nie da się ukryć, że tytułowemu bohaterowie przydałby się charyzmatyczny adwersarz. Takowego na tym etapie tej serii niestety wciąż brak.

Guy Gardner nr 1 - ponoć jak już wylatywać z roboty to z wielkim hukiem i z nagraną już nową fuchą. Oba te uwarunkowania zostały spełnione w przypadku Guya Gardnera, który z roboty owszem wyleciał (o czym więcej w polskim ,,Green Lantern” nr 3/1994), ale dzięki swojej wytrwałości rychło odnalazł się w nowej. I to właśnie o tym etapie jego burzliwej aktywności w roli super,,bohatera” traktowała niniejsza seria, powstała w czasach, gdy za sprawą scenopisarskiej wprawności Gerarda Jonesa Zielone Latarnie przeżywały jeden z najbardziej udanych momentów w swoich dziejach, a ich perypetie przybliżano na łamach całkiem licznej ,,rodziny” tytułów. ,,Guy Gardner” był jednym z nich, z racji tytułowego bohatera tworzonym w zdecydowanie bardziej komediowej nastrojowości niż pozostałe. Znać po tym epizodzie, że być ciekawie.
 
Black Condor nr 6 - pod względem fabularnym epizod może nie porywający, ale z pewnością dosycony i o znamionach zdynamizowania serii. Na jak długo to się okaże, ale jest chociaż światełko nadziei na sensowną rozrywkę. Za to plastycznie niezmiennie dobrze i bez zarzutu.
 
Marvel Origins t.72: The Amazing Spider-Man 12 - seria posiadała w pełni już wypracowaną formułę, zmodyfikowaną po odejściu Steve’a Ditko i zastąpieniu go przez Johna Romite Starszego. Status głównego hitu wydawnictwa również był już ustalony i mogło być już tylko lepiej. Nic dziwnego, bo to pod względem wizualnym i fabularnym bardzo udany jak na swoje czasy tytuł. W tym akurat zbiorze na szczególną uwagę zasługuje debiut Kingpina, które to indywiduum, jak czas pokazał, zrobiło w uniwersum Marvela zawrotną karierę.
 
Adaptacje literatury: Pani Bovary – nie wykazując choćby śladowych ambicji do narzucania komukolwiek stylu bycia i życia równocześnie szczerze przyznaję, że osobowościom pokroju tytułowej bohaterki dobrze zrobiłoby wybranie się do tzw. roboty. Względny dostatek bez konieczności zabiegania o środki niezbędne do życia zdecydowanie rzeczonej nie służyły. Odpowiadający za niniejsze przedsięwzięcie adaptatorzy trafnie ujęli osobowościową pustkę i zarazem roszczeniowość tej nad wyraz irytującej postaci. Stąd również tę odsłonę niniejszej serii wypada uznać za udaną, a co za tym idzie umożliwiającą wyrobienie sobie wyobrażenia o tej klasycznej powieści.
 
Szczur Teodor – niniejsza „zbiorówka” to dla mnie nielicha niespodzianka! Od dawna bowiem wypatrywałem publikacji gromadzącej przypadki tytułowego bohatera. A że poprzednia tego typu inicjatywa Krzysztofa Churskiego (sprzed dekady!) dawno już jest niedostępna, toteż tym mocniej cieszę się z jej zaistnienia. W swoim gapiostwie (a przy okazji zaabsorbowania innymi niż komiksy zjawiskami) przegapiłem jej premierę, ale na szczęście Szanowny Autor był tak uprzejmy, że mi o tej publikacji wspomniał. Możliwość przyjrzenia się ewolucji stylu rzeczonego, gościnne występy innych twórców, nieszablonowy humor oraz urok osobisty centralnej osobowości tego zbiorku to tylko ważniejsze spośród walorów tej publikacji. Dlatego z pełnym przekonaniem mogę powtórzyć za skądinąd znanym Grabarzem Józefem: „Komiks z Teodorem jest jak flaszka. Niby wiadomo, że się kiedyś skończy, a jednak trochę szkoda”.

Z archiwum Jerzego Wróblewskiego t. 23 – kto by pomyślał, że po raz kolejny w tej serii przytrafi się western! Do tego dwa naraz!! Oczywiście to żart, bo ktokolwiek miewał styczność z pochodną twórczych inicjatyw Mistrza z Bydgoszczy, tego o jego zagorzałym wręcz zamiłowaniu do westernów przekonywać nie trzeba. Do tego stopnia, że wizerunek protagonisty pierwszej z zamieszczonych w niniejszym zbiorku opowieści oparł on na samym sobie! Przy czym nie było w tym choćby śladu tak powszechnej obecnie miłości własnej, a spełnienie marzenia o udziale w westernowej fabule. Cieszy przy tym, że zarówno w „Nacie Ceseyu”, jak i drugiej historii („Na zachód od Tennessee”) jest jakby więcej tekstu w stylistyce Andrzeja Białoszyckiego. A przynajmniej jak dla mnie, bo ów autor miał naprawdę dobre pióro. Ponadto miło, że są widoki na wiele kolejnych odsłon tej bez cienia wątpliwości wartościowej serii.
 
Marvel-Must-Have t.5. Daredevil: Ojciec - realizacja z co najmniej kilku powodów zaskakująca. Po pierwsze z tego względu, że na jej polską edycję przyszło nam czekać całkiem długo, mimo że ,,DD” jest u nas popularny, a autorem tego przedsięwzięcia w zasadniczych jej zrębach jest także lubiany u nas Joe Quesada. Co więcej inny wcześniejszy projekt ze ,,Śmiałkiem” w roli głównej w którym rzeczony partycypował - ,,Diabeł stróż” - doczekał się u nas bagatela trzech wydań. A jednak ,,Ojciec” trafia się nam dopiero teraz, co po lekturze tego tomu staje się częściowo zrozumiałe. Po pierwsze estetyka warstwy plastycznej, mimo że efektowna, a w swoim czasie postrzegana w kategorii wręcz gwarantu wysokiej sprzedaży, współcześnie może być odbierana jak zdecydowanie przedobrzona. Mi ona odpowiada, mimo że nie jest dla mnie optymalna. Swoje robi jednak mój wiek i tym samym sentyment do wspominanego wyżej wspólnego dokonania Quesady i Kevina Smitha (czyli rzecz jasna ,,Diabła stróża”). Wracając natomiast do ,,wyliczanki” mankamentów tej inicjatywy twórczej, to trudno opędzić się od poczucia, że pomimo ewidentnych ambicji do wytworzenia dzieła na miarę ,,Człowieka bez Strachu” Franka Millera i Johna Romity Młodszego, to jednak zabrakło tu talentu i wizjonerstwa na miarę twórcy ,,Sin City” oraz redaktora prowadzącego pokroju Denny’go O’Neilla, który nawet z bardzo umiarkowanie rokujących substratów fabuł był władny klecić porywające opowieści. Niemniej na etapie dwóch ostatnich epizodów ,,Ojca” historia ta zdecydowanie zyskuje na dramaturgii, co przejawia się zaskakującą konkluzją.
 
Nathan Never: Wyspa śmierci - mimo że w fabułach z udziałem tej postaci trudno dopatrywać się błyskotliwości Tiziano Sclavi, to jednak zawrotne tempo akcji, futurystyczny anturaż oraz charyzma tytułowego bohatera sprawiają, że po tę serię sięgam jeszcze chętniej niż po ,,Dylana Doga”. Chciałoby się oczywiście więcej i częściej, ale i tak chwała wydawnictwu Tore za kontynuowanie polskiej edycji tej bardzo udanej serii.
 
Guy Gardner nr 2 - trochę się obawiałem, że draki w wykonaniu wywalonego z Korpusu Zielonych Latarni Guya to jednak zbyt mało do wypełnienia regularnej serii. Po jej dwóch pierwszych epizodach już znać, że moje obawy nie były uzasadnione. Gerard Jones ewidentnie miał kompleksowy plan na zagospodarowanie niesfornego eks-latarnika. Scena w której Guy usiłuje dogadać się z pierścieniem ,,tokującym” po korugariańsku to perełka sama w sobie i już teraz przypuszczać można, że takowych będzie w tym przedsięwzięciu więcej.

Kajtek i Koko: Duch bunkra - mimo że nie przepadam za kryminałami, to jednak każdą tego typu opowieść z udziałem duetu zaradnych marynarzy niezmiennie i od lat chłonę wręcz z radością i czytelniczą euforią. Ta historia jest o tyle szczególna, że była pierwszą z udziałem wspomnianych z którą miałem styczność w zamierzchłym roku 1989. Obaj panowie z miejsca zdetronizowali swoich ,,piastowskich” przodków i od tamtej pory to właśnie Kajtek i Koko są dla mnie najbardziej udanymi ,,tworami” Janusza Christy.

Black Condor nr 7
- główny walor tego przedsięwzięcia - rysownik Rags Morales - został zeń ewakuowany i to niestety mocno daje się odczuć. Fabuła znowuż nie porywa, a sam tytułowy bohater zdaje się być miotany w przypadkowych zupełnie kierunkach przez twórczo bezsilnego scenarzystę. Stąd już na tym etapie jego rozwoju znać było, że projekt ten powoli dogorywał.
 
Adaptacje Literatury: Baśnie tysiąca i jednej nocy – uwzględnienie tego bezcennego utworu w ramach niniejszej serii wielce cieszy. Określić bowiem ów konglomerat tradycji perskich okresu sasadnidzkiego, staroarabskiego folkloru i krzepnącego islamu mianem skarbnicy zajmujących fabuł to truizm w najczystszej postaci. Z racji formuły serii mamy tu do czynienia jedynie z wybranymi utworami zaczerpniętymi z literackiego pierwowzoru. Przy czym rozrysowanymi fachowo, choć zarazem bez silenia się na stosowną dla kręgu cywilizacyjnego w którym są one osadzone wystawność. Można natomiast żałować, że tak jak w przypadku adaptacji „Nędzników” nie zdecydowano się na album o zwiększonej rozpiętości i włączenie do tego zamierzania co najmniej dwóch dodatkowych opowieści oraz konkluzji w kontekście dalszych losów szanownej pani opowiadaczki. Dobre jednak i to.

Batman: Imposter – w moim przekonaniu Andrea Sorrentino to mistrz w wizualnym kreowaniu dojmującej nastrojowości, o dojrzałym i unikalnym stylu, którego nie sposób wycisnąć z pamięci. Jego prace dodatkowo jednak zyskują, gdy łączy on swoje siły z porównywalnie uzdolnionym autorem. Tak się sprawy miały przy okazji projektów współtworzonych przezeń z Jeffem Lemirem, o czym przekonać mogli się czytelnicy m.in. serii „Gideon Falls”. W przypadku niniejszego zbioru Sorrentino po raz kolejny dał popis swoich artystycznych możliwości, ale niestety kooperujący z nim scenarzysta znacznie wspomnianemu chwilę temu koledze po piórze ustępuje. Mattson Tomlin zaproponował co prawda intrygujące zawiązanie akcji oraz niezgorszy wątek wiodący. Nie podźwignął jednak tego potencjału, przez co prowadzona przezeń historia rozłazi się w nawarstwiającym się banale. Stąd trudno oprzeć się odczuciu rozczarowania, bo z tego mogła wyjść autentycznie warta zapamiętania realizacja.
 
Marvel Origins t. 73: Fantastyczna Czwórka 15 – jest jak było, czyli twórczy duet Lee/Kirby z przyległościami (tj. m.in. nakładaczem tuszu Joe Sinnottem) nic a nic nie wytraca ze swojej kreatywnej eksplozywności. Problematyczna obca cywilizacja i jej przepotężny emisariusz (Ronan Oskarżyciel), projekt odhodowania turbo-nadczłowieka do zadań specjalnych, debiut Psycho-Mana, Inhumans, Czarna Pantera, wielka wiadomość w Pierwszej Rodzinie Marvela! A to tylko część mknącego z zawrotną prędkością kalejdoskopu zdarzeń i przeobrażeń ryjących banię (w pozytywnym rozumieniu tego terminu) potencjalnych czytelników.
 
Bohaterowie i Złoczyńcy t. 110. Stowarzyszenie Sprawiedliwości: Powrót! – rzecz nade wszystko dla wielbicieli tej drużyny, świadomych pewnej dozy skonwencjonalizowania perypetii aktywnych w niej herosów (m.in. wypełnianie poszczególnych zadań w ramach większej misji przez dwuosobowe zespoły). Przy czym z perspektywy znajomości późniejszego niż ta mini-seria rozwoju marki znać, że „Powrót!” był swoistym portalem między klasycznymi przygodami Stowarzyszonych (a także prób przywrócenia ich do łask na łamach efemerycznych serii z początku lat 90.), a tym co wyczyniać miał w popularnym miesięczniku „JSA” James Robinson i Geoff Johns. Z tej perspektywy owa „klamra” na styku dwóch epok to cenne uzupełnienie kolekcji „Bohaterowie i Złoczyńcy”. Także z tego względu, że obok wspominanych specjalistów od fabuł udział w tym projekcie wzięli inni cenieni twórcy, w tym m.in. Michael Lark („Lazarus”, „Daredevil vol.2”) i Mark Waid („Flash vol.2”, „Kingdom Come”).
 
Guy Gardner nr 3 - idealny komiks na kaca i dla wielbicieli oferty kultowo-offowych wydawnictw, wynagradzanych chochołkami Nike z Samotrake! Nic a nic nie trzeba go czytać! Pada tam zaledwie jedno słowo! Ależ to nowoczesne i nowatorskie! A przy okazji jaka oszczędność czasu! Wylew radości psuje jednak rysownik tej serii, Joe Staton. Ośmielił się on bowiem potrafić rysować, a co najgorsze ten komiks narysował! A przecież gdyby go nie narysował, a pozostawił go takim jakim był na poziomie scenariusza to byłby to idealny kandydat do nagradzania różnymi wizami ,,Ozonu” i obcmokiwania przez wybitnych znawców dóbr popkulturowych, z arcypoważnymi minami stwierdzających: ,,To się dobrze czyta”. Wydawnictwo kierowane przez ludziczków w zmechaconych golfach otrzymałoby kolejne chochołek Nike z Samotrake (do tego taki z ręcami i głowamy...), postawiłoby je na bezemisyjnych kominkach, a szacowni krytycy wyemitowaliby w kamerkę zestaw fikuśnych pochwał doprawionych obsztorcowaniem komiksów w których słowa i rysunki jednak są. Joe Staton, spierwiaszczyłeś taki potencjał na uzewnętrznianie się znanych znawców! Jak to mawiał Lestek III Wyzwoliciel: Shame on You!
 
W poszukiwaniu Ptaka Czasu: Omegon – bez względu na różnego typu zarzuty formułowane pod adresem twórców tej inicjatywy (odcinanie kuponów, rozwlekanie sagi na siłę) muszę przyznać, że każdą kolejną „wizytę” w Akbarze wspominam bardzo pozytywnie. Nie inaczej sprawy mają się w przypadku niniejszego albumu, konkludującego realizowane przez ponad ćwierć wieku preludium do jednej z najbardziej u nas cenionych komiksowych fantasy z rynku frankofońskiego. Muszę przyznać, że moment kulminacyjny tej opowieści mocno mnie zaskoczył i tym bardziej cieszy okoliczność, że są plany „odpalenia” kolejnego cyklu w ramach tego przekonująco skonstruowanego uniwersum.
 
Black Condor nr 8 - tym razem fabułę wystylizowano na thriller sądowy, choć równocześnie nie zabrakło obowiązkowych popisów tytułowego bohatera w zakresie przemierzania przezeń przestworzy. Całość skonkludowano intrygującym finałem, a zapowiedź powrotu Ragsa Morelasa na łamy tej serii naturalnie bardzo cieszy. Może coś z niej jeszcze będzie. Nawet jeśli jedynie na krótko.

Marvel-Must-Have t.6. Hulk: Czerwony Hulk – „rozrywkowiec” na tyle przekonujący, że aż żałuję przegapienia tomu kolekcji „Superbohohaterowie Marvela” z Czerwonym Hulkiem jako jego protagonistą. Intrygujące zawiązanie akcji okazuje się zdecydowanie czymś więcej niż tylko pretekstem do zbioru w swojej klasie spektakularnych scen konfrontacyjnych. Tych zresztą tu nie brakuje (i bardzo dobrze, bo taka jest przecież natura tytułów z udziałem Gamma-Stworów), przy czym odpowiedzialny za ich rozrysowanie Ed McGuinness giętkości swojej kreski nie żałował. Pełna polska edycja tej serii na pewno byłaby mile widziana.
« Ostatnia zmiana: So, 22 Listopad 2025, 21:04:50 wysłana przez Nawimar III »

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #766 dnia: So, 22 Listopad 2025, 22:36:18 »
  "Imposter" jest banalny a "Gideon Falls" nie? Nie zasmucaj mnie gościu.

Offline Nawimar III

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #767 dnia: So, 22 Listopad 2025, 23:10:57 »
Rzeczywiście pamiętam, że "Gideon Falls" nie przypadł Ci do gustu. Dla mnie jednak to jeden z najlepszych komiksowych horrorów ostatnich lat spośród tych, które czytałem. Przypuszczam, że dokładnie z tych samych powodów, z których nie podszedł Tobie. Przy czym to nie jest przytyk, a raczej przejaw zrozumienia :)

Offline Takesh

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #768 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 08:54:09 »
Kondor taki słaby, ale dajesz mu szansę? Bo poza Ragsem to nie widzę plusów czytania.

I co z Guyem? Dobry? I szczególnie ciekaw jestem opinii tego numeru 3, bo recenzja chyba też pisana na kacu  :P

Offline Nawimar III

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #769 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 10:11:52 »
Niestety faktycznie słaby, a doczytałem do końca, bo to tylko dwanaście epizodów. Rags Morales (rysownik serii) dał z siebie naprawdę wiele, ale przy na ogół nieporywających scenariuszach okazało się, że to za mało.
 
Co do Guya to wszystko się zgadza: recka była pisana na kacu :) Seria jak dla mnie nadspodziewanie bardzo dobra i im dalej tym lepiej (póki co jestem po lekturze epizodu siódmego). Co by nie mówić o obyczajowym pokręceniu Gerarda Jonesa to nie da się ukryć, że był to autentycznie świetny fachowiec.

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #770 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 14:25:05 »
Panie chyba prędzej na bańce niż na kacu.

Offline Nawimar III

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #771 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 15:08:57 »
Na bańce to Ty najwyraźniej jeszcze nie byłeś 😄 Wtedy to się dopiero pisze 👍 No ale to nie na to miejsce. Jszcze ktoś by się po takiej lekturze spłakał, albo nawet zaczął palić papierosy jak Romek po Pesy-Coli... Tak więc musi wystarczyć to co jest 🥸

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #772 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 17:13:24 »
  No kilka razy byłem. Nie trzeba lektury żeby się spłakać. Czytałeś wczoraj jak to niektórych ich pełne miłości i tolerancji serduszka bolą, że tacy jak my tutaj się znajdują, ba pewnie nawet że wogóle żyją.

Offline Nawimar III

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #773 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 19:22:19 »
To było widowisko... Aż żal, że nie dało się tej wielce ubogacającej wymiany myśli kontynuować. A już pisałem kolejnego posta 😄 Na pewno będzie lepiej dla nich i ich serduszek skołatanych, jeśli pogodzą się z istnieniem takich jak my. A może nawet włączą się w dzielenie przemyśleniami z komiksowych lektur... Bo jak do tej piory refleksji w temacie tego forum od nich nie za wiele...

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #774 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 19:43:49 »
  Nie demonizowałbym specjalnie, ktoś to tam czyta jednak, ludzie piszą w innych tematach tak samo jak i rozmawiają w odpowiednich tematach, jest pod tym względem zdaje się ostatnio nieco lepiej.

Offline studio_lain

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #775 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 19:48:09 »
to sie chyba nazywa bromans ;)
Plany Studia Lain - orientacyjne

Zabójcza kołysanka - końcówka prac
ABC Warriors - przedsprzedaż 3 grudnia, godz 12 gildia
Vae Victis - !druk
Haunt - !druk 
Solo - luty
Spawn Dark Ages - styczeń
Magdalena - zakończone tłumaczenie
Barbara - zakończone tłumaczenie
Oko Odyna - zakończone tłumaczenie

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #776 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 19:58:53 »
  Póki się nie kończy w wyrku, znaczy się że wszystko jest w porządku.

Offline studio_lain

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #777 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 20:03:32 »
jesli skonczycie w wyrku moje serce nadal bedzie dla was otwarte ;)
(sorki za offtop, juz nie ciagne ;) dalej )
Plany Studia Lain - orientacyjne

Zabójcza kołysanka - końcówka prac
ABC Warriors - przedsprzedaż 3 grudnia, godz 12 gildia
Vae Victis - !druk
Haunt - !druk 
Solo - luty
Spawn Dark Ages - styczeń
Magdalena - zakończone tłumaczenie
Barbara - zakończone tłumaczenie
Oko Odyna - zakończone tłumaczenie

Offline michał81

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #778 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 20:11:18 »
jesli skonczycie w wyrku moje serce nadal bedzie dla was otwarte ;)
A Topor już zrobił nawet o tym komiks.

Offline Nawimar III

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #779 dnia: Nd, 23 Listopad 2025, 20:25:21 »
To na swój sposób urocze, że zarówno kolega Studiowiec, jak i nasz naczelny psychofan Bazyliszka tak chętnie zboczyli ku sferom waginalnym  8)
 
Wymowne, a nawet symptomatyczne  ;)