Autor Wątek: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi  (Przeczytany 78784 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Online sad_drone

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #420 dnia: Cz, 30 Grudzień 2021, 19:21:28 »
@perek82 Nie martw się, ja również nie załapałem w trakcie lektury charliego że twórca komiksów to fikcyjna postać ;)

Offline perek82

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #421 dnia: Cz, 30 Grudzień 2021, 19:32:43 »
Nie martwię się. Powiem nawet, że cieszę się, że tak się stało 😀
To przy okazji jeszcze doczytałem Stwórcę i dołącza on do mojego absolutnego panteonu komiksowego. 5/5. Końcowe 100 stron czytałem jak w transie. Jak ja to przegapiłem kiedyś to nie wiem. Ale rok temu przegapiłem czarne nenufary. Jakoś.
Terminator: 2029-1984 - 3,5/5
Terminator: Płonąca ziemia - 3,5/5
Koleje losu - 4/5
Opowieść podręcznej - 3/5
Dom - 4/5

Offline Nawimar III

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #422 dnia: Pt, 31 Grudzień 2021, 09:15:09 »
Grudzień 
 
Tom Strong t.2
– wysoki poziom tomu pierwszego został w pełni zachowany co biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z jeszcze jednym przejawem twórczości „Czarownika z Northampton” ani trochę nie zaskakuje. Jak zwykle w przypadku realizacji z tego okresu jego twórczości wręcz roi się tu od umiejętnie przetworzonych „cytatów” z dzieł popkultury takich jak chociażby cykl księżycowy Edgara Rice’a Burroughsa czy przełomowy „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”. Nie mogło również zabraknąć nieszablonowego dowcipu szanownego pana scenarzysty, a i plastycy w ów projekt zaangażowani talentów swych i twórczych narzędzi nie szczędzili. Właśnie dla takich komisów jak ten człowiek traci głowę i ani myśli jej odzyskiwać. Aż szkoda, że przed nami już tylko jedno wydanie zbiorcze tej równie długowiecznej serii co jej tytułowy bohater.
 
Liga Sprawiedliwości t.7 – niby dzieje się tu sporo, w szybkim tempie, z udziałem mnóstwa postaci i na kosmiczną skalę. A jednak mimo tych okoliczności „Galaktykę grozy” (bo właśnie ta opowieść w dużej mierze złożyła się na niniejszy tom) niknie z pamięci niemal natychmiast po jej lekturze. Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z flagową drużyną uniwersum DC ta okoliczność zdecydowanie rozczarowuje. 

Flex Mentallo: Człowiek Mięśniowej Tajemnicy – uzupełnienie pamiętnego stażu Granta Morrisona w serii „Doom Patrol vol.2” to prawdopodobnie jedno z najbardziej osobistych przedsięwzięć twórczych tego artysty słowa. Ponadto raz jeszcze testuje ona granice superbohaterskiej konwencji w czym śmiało dopomaga mu już wówczas wykazujący znakomitą formę Frank Quitely. Dla fanów dokonań „Szalonego Szkota” (a przy okazji także tzw. starego, dobrego Vertigo) lektura wręcz obowiązkowa. 
 
Green Lantern vol.3 nr 18 – tym razem uwaga czytelnika tej serii zostaje przekierowana na Guya Gardnera, któremu decyzją Strażników Wszechświata przypadł nadzór na Sektorem 2814 (czyli m.in. Ziemią). Jak to zwykle w jego przypadku także tym razem nie wszystko przebiega zgodnie z formułowanymi przezeń buńczucznymi deklaracjami. Nawet pomimo okoliczności konfrontowania się przezeń z tak poślednim przeciwnikiem jak Goldface. Swoje do nieprzesadnie dobrego samopoczucia wspomnianego „Latarnika” dokłada jeszcze G’nort, nowy rekrut Korpusu także powierzony pieczy Guya. Warstwa fabularna nadal prowadzona jest przekonująco i z uwzględnieniem konsekwentnego pogłębiania portretów psychologicznych, a Joe Staton umiejętnie przekształcił swoją charakterystyczną manierę na nieco bardziej groteskizującą.
 
Fantastyczna Czwórka t.1 – bardzo udane otwarcie docenionego stażu Jonathana Hickmana. Przynajmniej na tym etapie jej prezentacji mnogość zachwytów formułowana pod adresem tego przedsięwzięcia jawi się jako w pełni uzasadniona. Zwłaszcza w kontekście Reeda Richardsa i jego holistycznych ambicji. Takiej Pierwszej Rodziny Marvela było nam trzeba.

Bohaterowie i Złoczyńcy: World’s Finest-Strażnicy sprawiedliwości – swoisty epilog zasłużonej serii „World’s Finest Comics” być może nieco rozczaruje część potencjalnych odbiorców odmienną manierą kreowania fabuły niż zwykło to być obecnie przyjmowane; niemiej już tylko z racji nostalgicznej aury oraz starannej, dogłębnie przemyślanej warstwy plastycznej wykonanej przez Steve’a Rude’a warto się z tym albumem zapoznać.

Świat mitów: Dedal i Ikar
– tom nieco słabszy od „Antygony” acz i tak wart uwagi. Nawet jeśli od dawna dysponujemy zdecydowania lepszą komiksową adaptacją tego mitu w wykonaniu Stefana Weinfelda i Jerzego Wróblewskiego („Legendy wyspy labiryntu”).
 
Batman: Budowniczowie Gotham – całkiem udany epizod perypetii Batmana z okresu gdy funkcje tę pełnił Dick Grayson. Zaprezentowana w niniejszym tomie fabuła jest klarowana i na swój sposób klimatyczna (zwłaszcza w kontekście odniesień do historii Gotham) choć maniera, którą wykonano jej warstwę plastyczną sprawia wrażenie aż nazbyt sterylnej. Niemniej ta okoliczność nie zaburza ogólnie udanych wrażeń z tej lektury.
 
Injustice t.1 – jak na produkt towarzyszący grze komputerowej niniejsza inicjatywa okazała się pozytywnie zaskakującą rozrywką i tak też wypada do tej produkcji podchodzić. Tom Taylor już wówczas (tj. blisko dekadę temu) wykazał, że w rozpisywaniu rozrywkowych akcyjniaków radzi sobie bardzo sprawnie. Stąd obyło się bez większych luk w scenariuszu i nawet nie zawsze przekonująca motywacja Supermana ogólnie jest do przyjęcia. Toteż aż szkoda, że nie doczekaliśmy się hipotetycznej filmowej adaptacji tego przedsięwzięcia.
 
Wilcze tropy: „Szary” – Antoni Heda – najnowsza odsłona „uniwersum” Żołnierzy Niezłomnych zachowuje wysoką jakość poprzednich albumów. Równocześnie po raz kolejny bezpardonowo potraktowano suflowane nam przez niektóre środowiska relikty komunistycznej propagandy. Obaj odpowiedzialni za ów utwór autorzy niezmiennie wykazują się pełnym profesjonalizmem oraz wysokim poziomem artystycznym. I co istotne seria będzie kontynuowana, jako że niniejszy album zawiera zapowiedź następnego tomu.
 
Carnage: Czerń, Biel i Krew
– chyba żadna spośród kreacji Domu Pomysłów w wymiarze stricte wizualnym nie wpisuje się aż tak trafnie w przyjętą dla tej linii tytułów formułę plastyczną jak właśnie tytułowy „bohater” niniejszej antologii. Faktycznie w wymiarze wizualnym przy okazji części zebranych tu krótkich form mamy do czynienia z plastycznymi perełkami (vide zjawiskowa interpretacja Carnage’a według Marco Checchetto). Natomiast zaproponowane przez szanownych scenarzystów fabuły raczej na trwałe w pamięci nie zapadną. Niemniej czego się spodziewać po centralnej osobowości „Maximum Carnage”…
 
Green Lantern vol.3 nr 19 – kolejny po numerze trzynastym „składak”; choć tym razem „sformatowany” pięćdziesiątą rocznicą debiutu Alana Scotta, osobowości od której w kontekście Zielonych Latarni wszystko się zaczęło. Można śmiało rzec, że niniejsze wydanie specjalne to swoisty przegląd przez dziedzictwo tego akurat „składnika” uniwersum DC. Do tego z udziałem Martina Nodella, pierwszego rysownika, któremu dane było rozrysowywać przypadki tej postaci.
 
Vasco – wydanie zbiorcze. Księga 6 – kolejny popis kunsztu autora tego przedsięwzięcia, a zarazem powrót do korzeni serii. Mamy tu bowiem do czynienia z konkluzją losów Coli di Rienzo, krótkotrwałego „trybuna ludu rzymskiego”, którego historia zdominowała dwa pierwsze epizody najważniejszego dokonania Gillesa Chailleta. Jak zwykle nie zabrakło okazji do podziwiania pieczołowicie przezeń rozrysowanych przejawów architektury (do tego nie tylko miast włoskich, ale też Pragi) oraz intryg, których zawiłości nie powstydziłby się nawet pierwowzór „Księcia” Machiavellego w osobie Ferdynanda Aragońskiego.
 
Z archiwum Jerzego Wróblewskiego t. 15
– obie z zebranych w niniejszym tomie opowieści spokojnie wystarczyłby na samodzielne „byty” fabularne, jako że w ich przypadku mamy do czynienia z adaptacjami pisanych „na gęsto” powieści (tj. „Zaginionego świata” Arthura Conan Doyle’a oraz „Wyspy zaginionych okrętów” Aleksandra Bielajewa). Niemniej z racji formuły przyjętej przez „Dziennik Wieczorny” (czyli „miejsca” pierwodruku tych historii) Andrzej Białoszycki i Jerzy Wróblewski zmuszeni byli stosownie te opowieści „skondensować”. Efekt ich pracy (a przy okazji także osoby adaptującej je do potrzeb serii „Z archiwum…”) wypadł jednak bardzo satysfakcjonująco. Przynajmniej w moim przekonaniu, w tym przypadku mamy do czynienia z jedną z najbardziej udanych odsłon tej wartościowej inicjatywy. 
 
Hitman t.5 – mocny finał niewątpliwie mocnej serii. Wysoka jakość poprzednich tomów zachowana, w tym zwłaszcza w kontekście jej osobliwego (i niepodrabialnego zarazem) humoru. Do tego rzut oka na poczynania Tommy’ego Monaghana na tle wybranych osobowości uniwersum DC również szczerze bawi. Ogólnie szkoda, że to już koniec.

Offline laf

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #423 dnia: Cz, 13 Styczeń 2022, 22:16:34 »
Listopad (wybaczcie za spóźnienie, ale ciężko było mi się zebrać) upłynął mi pod znakiem dokończania uniwersum Mrocznego Rycerza i początkiem odświeżania Nowego DC Comics.

Powrót Mrocznego Rycerza. Złote dziecko (Egmont, Mistrzowie komiksu). Kontynuacja wątków ze świata Mrocznego Rycerza. Tym razem ciężar fabuły spoczywa na młodych bohaterkach: Supergirl i Batgirl, a jako głównego antagonistę Miller wprowadził do wykreowanego przez siebie  świata Darkseida. Tytułowe złote dziecko to oczywiście syn Supermana i Wonder Woman, którego poznaliśmy wcześniej w „Rasie Panów”. Mały berbeć już wyrósł i pod okiem swojej siostry poznaje otaczający go świat. Niestety nie jest zadowolony z całej ziemskiej społeczności, a głoszone przez niego opinie na temat przewodniej roli na ludzką rasą to ewidentna powtórka przekonań Kary z „Rasy Panów”. Dzieciak został przedstawiony jako nadąsany, gardzący ludźmi bufon, co niestety nie pozwoliło mi w jakikolwiek sposób się z nim utożsamić. Wprawdzie ostatecznie to on  stoi za porażką Darkseida, jednak w odróżnieniu od Kary we wcześniejszej odsłonie serii ta postać nie wzbudziła we mnie szerszego zainteresowania..
Niestety podobnie było z całym albumem i choć komiks jest króciutki to przy jego lekturze raczej się nudziłem.. Trzeba przyznać, że Kara (Supergirl), a w szczególności Carie (Batgirl) są ciekawymi postaciami, jednak brak głównych męskich bohaterów jest w tym komiksie odczuwalny. W pewnym momencie wspomniano, że Superman i Batman są zajęci ważniejszymi sprawami; zastanawia mnie co jest istotniejsze od walki z Darseidem? Może dowiemy się o tym w kolejnej odsłonie cyklu, bo o tym, że Miller powróci do swojego flagowego tytułu jestem przekonany. Tymczasem „Złote dziecko” nie spełniło moich oczekiwań
Moja ocena 4/10.

Powrót Mrocznego Rycerza – Ostatnia krucjata (Egmont, Mistrzowie komiksu). Chronologicznie  pierwsza część serii ze świata Mrocznego Rycerza opowiadająca o śmierci pierwszego Robina. W złowieszcze knowania Jokera  Miller wplótł dodatkowo kryminalną opowieść, za którą odpowiedzialni są Poison Ivy i Ciller Croc. Niestety autorowi ta historyjka nie wyszła, zagadka i sposób jej rozwiązania są nazbyt płaskie i jednowymiarowe, bez jakiegokolwiek zaskoczenia. Zdecydowanie ciekawiej przedstawia się postać Jokera i jego pobyt w Azylu Arkham, a także relacja pomiędzy Brucem Wayne’em i Dickiem Graysonem. Wprawdzie opisując te motywy Miller korzysta z utartych schematów, niemniej jednak robi to w ciekawy sposób stanowiący miłą odskocznię od równolegle prowadzonego śledztwa. Kadry młodszego Romity, za którym nie przepadam, bardzo fajnie uzupełniają fabułę, a poziom ich szczegółowości, za czym przepadam, pozwolił mi na bardziej pozytywną ocenę tego rysownika. Album stanowi miłe uzupełnienie kultowego komiksu, ale polecam go wyłącznie fanom Millera i wykreowanej przez niego serii.
Moja ocena 5/10.

Batman - 4 - Rok zerowy - Tajemnicze miasto oraz Batman - 5 - Rok zerowy - Mroczne miasto (Egmont, Nowe DC Comics). W końcu przyszła kryska na Matyska! Planowałem rozpoczęcie runu Snydera już od dawna i nareszcie się za to wziąłem. Nie jest to oczywiście moje pierwsze podejście do tej serii, ale idealnie wpisuje się w ogarnianie przeze mnie całego uniwersum DC.
Co do samych tomów muszę przyznać, że ich lektura sprawiła mi więcej przyjemności niż za pierwszym razem. Snyder zdecydowanie poszedł własną drogą i choć czerpie z całej komiksowej mitologii, to jednak wyraźnie widać, że ten Batman to jego autorska wizja, na której władze DC raczej nie położyli swoich niecnych łap. Scenarzysta w wyważony sposób prowadzi fabułę, a motywacje i zachowanie postaci są wiarygodne i nader ludzkie. Polecam przyjrzeć się jeszcze raz początkom Batmana w ramach Nowego DC, szczególnie osobom, które krytycznie oceniły oceniły dokonania Snydera. No i oczywiście Capullo, który dla mnie jest absolutnym mistrzem; kapitalne rysunki z dużym poziomem szczegółowości, zróżnicowaną mimiką twarzy, zbliżeniami i przepięknymi rozkładówkami. Wybór obu twórców do flagowej serii DC to jeden z najlepszych pomysłów w komiksowej historii Batmana.
Moja ocena 7/10.

Batman - Detective Comics t. 1: Oblicza śmierci (Egmont, Nowe DC Comics). Podobnie jak w przypadku Roku Zerowego powtórna lektura tego komiksu przyniosła mi zdecydowanie więcej przyjemności. Oczywiście można zarzucić, że historia nie jest w żaden sposób odkrywcza, ot kolejna opowiastka ze świata Batmana do odfajkowania i położenia na półkę. Jednak uważam, że  w segmencie mainstreamowego superhero ten komiks zdecydowanie daje radę. Tony S. Daniel serwuje nam solidną fabułę z elementami kryminalnej zagadki i całą masą Bat-złoli. Wprawdzie Daniel jest zdecydowanie lepszym rysownikiem niż scenarzystą (rozkładówka z pierwszego zeszytu jest po prostu piękna), muszę jednak przyznać, że nie nudziłem się przy lekturze tego komiksu.
Moja ocena 6/10.

Harley Quinn, t. 1: Miejska gorączka (Egmont, Nowe DC Comics). Po wcześniejszej lekturze runu Conner i Palmiotti’ego w ramach New 52 wręcz zakochałem się w szalonej świrusce i teraz, przy okazji odświeżania całej serii wydawniczej ponownie wziąłem na warsztat serię z HQ i ponownie jestem zachwycony! Autorzy w ciekawy sposób rozpoczynając opowieść poprzez rozmowę ze swoją bohaterką, w trakcie której poszukują rysownika do nowej serii. Później jest równie interesująco, a pomysły serwowane przez twórców co rusz wywołują banana na twarzy. Żarty oczywiście nie są górnolotne (różne makabryczne sposoby zabijania, rzucanie kupą – dosłownie, itp.), ale jednak wszystko jest na swoim miejscu, a całość czyta się z wielkim zaciekawieniem. Serię ciągną również niebanalne postacie na czele z Berniem, czyli przypalonym bobrem naszej bohaterki  ;D. Tak, wiem jak to brzmi, ale tak właśnie jest! Zresztą sprawdźcie sami!
P.S. Uwielbiam Amandę Conner za okładki do tej serii. Dlaczego to nie ona rysowała całości?
Moja ocena 8/10.

Do ostatniego (Taurus Media). Westernowy rodzynek w moim zestawieniu, który stanowi absolutnie  wizualną orgię. Jest też jednocześnie pierwszym komiksem z cyklu opowieści z Dzikiego Zachodu, którego ogarnianie zajmie mi parę kolejnych lat (Bouncer, Bluberry, Cartland, Jim Cutlass itd.). Jeden album tygodniowo to dla mnie naprawdę spore i długotrwałe wyzwanie.
Sama historia zaczyna się i rozwija w miarę ciekawie. Zawód kowboja w obliczu rozwoju kolei żelaznej powoli acz nieubłaganie odchodzi do lamusa, co zmusza naszego bohatera do odwieszenia ostróg. Russel ma pod opieką niepełnosprawnego umysłowo chłopaka, którego pokochał jak własnego syna, lecz kiedy znajduje go martwego domaga się sprawiedliwości od obywateli miasteczka, w którym się zatrzymał. Niestety włodarzom i burmistrzowi na rękę jest zamiecenie całej sprawy pod dywan, przez co nasz bohater zbiera bandę strzelców i blokuje całe miasteczko.
Fabuła z pozoru nie wydaje się skomplikowana, ale dzięki niejednoznaczności postaci historia opowiedziana jest w ciekawy sposób. Mogę zarzucić, że całość została poprowadzona w zbyt szybkim tempie, a z poszczególnymi postaciami nie zdążyłem się dogłębnie zaznajomić (i to jest mój główny zarzut do tego komiksu), lecz z drugiej strony lektura jest naprawdę interesująca, a ukazanie drastycznych konsekwencji zaślepienia gniewem jak najbardziej wiarygodne. Do tego wszystkiego dochodzą cudownie narysowane plansze, które we wspaniały sposób budują duszny klimat małomiasteczkowego Dzikiego Zachodu.
Moja ocena 7/10.
« Ostatnia zmiana: Cz, 13 Styczeń 2022, 23:54:56 wysłana przez laf »

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #424 dnia: Pt, 14 Styczeń 2022, 17:57:29 »
 Już się tego Snydera nie czepiam, bo to co myślę na jego temat już powiedziałem, ale poważnie Detective Comics? Jezu, ale to był koszmarek  najgorszy Batman jakiego w życiu czytałem, z wyjątkiem rysunków rzecz jasna.

Offline laf

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #425 dnia: Pn, 17 Styczeń 2022, 07:51:53 »
poważnie Detective Comics? Jezu, ale to był koszmarek  najgorszy Batman jakiego w życiu czytałem, z wyjątkiem rysunków rzecz jasna.
No widzisz, tak jakoś wyszło  :) Pamiętam, że po pierwszym czytaniu miałem podobne odczucia jak Ty, ale teraz jak wziąłem się za to ponownie to jakoś spina odeszła w dal, zrobiłem ogólny chillout i cały komiks wszedł mi na gładko. Istotne, że nie czułem znużenia przy lekturze, całość była w miarę spójna i najważniejsze - ciągle pamiętam fabułę  :D

Offline Gazza

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #426 dnia: Śr, 19 Styczeń 2022, 08:12:57 »
W mojej skromnej opinii Detective Comics Tonyego S. Daniela, zwłaszcza z perspektywy późniejszych wszelakich wysrywów batmanowych, nie jest wcale złe. Gdy czytałem to (w momencie ukazywania się nakładem Egmontu) wprost nie mogłem nadziwić się tej wszech panującej modzie obsmarowywania autora. Jasne, dla mnie będzie on (Daniel) zawsze lepszym rysownikiem (choć to taki "Jim Lee wanna be") niż scenarzystą, ale naprawdę nie mogę do dziś nadziwić się temu narzekaniu. Będę pewnie kontrowersyjny ale mnie za to wymęczył Snyder. Jego run ratowały, jak dla mnie, obłędne rysunki Capullo - ale scenariuszowo? - nic ponadprzeciętnego.

Offline chch

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #427 dnia: Śr, 26 Styczeń 2022, 16:45:09 »
Udało mi się przeczytać jedną serię i jeden komiks, czyli krótkie wrażenia.

Raport Brodecka był już polecany wszędzie i często, jednak do polecanek podchodzę trochę z dystansem, gdyż zdażało mi się sparzyć (chociaż był też komiks, którego zakupu żaowałem, a po 10 latach, po kolejnej lekturze, bardzo mi sie spodobał, więc wiele czynników wpływa na odbiór - nastrój, wiek, ilość przeczytanych komiksów - czasem więcej nie znaczy lepiej). W każdym razie - świetne rysunki, wspaniała historia, czyta sie to szybko, do wydania nie mam zastrzeżeń. Mam nadzieję, że ksiazka wyjdzie jako ebook i będę mógł porównać. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał - polecam, komiks wart swojej ceny (jeśli jeszcze jest do kupienia za okładkową, nie sprawdzałem).

CHEW - komiks z którym miałem okazję zapoznać się kilkanaście lat temu, jeszcze w formie translacji. Udało mi się przeczytać nareszcie całą serię i... wow. Nie jest to ten kaliber co Raport, ale opowieść wyraźnie zmienia swój charakter. Z komediowej (no, na wpół komediowej) zmienia się w coraz mroczniejszą, aż na końcu mamy smutną opowieść o tym co w życiu najważniejsze, o poświeceniach w imię zapewnienia przyszłości innym, przede wszystkim dzieciom. Szkoda, że mucha nie wydała tego w podwójnych tomach, 130 stron i HC to jednak przesada. W każdym razie polecam.