Komiksy dziesiątkowe to jest rzeczywiście ciekawa kwestia. Bo albo idziemy w pełny subiektywizm i wówczas "Kaznodzieja" ląduje obok "Mausa", a "XIII" obok "Calvina i Hobbesa". I to jest w porządku bo takie zestawienie to po prostu nasze ulubione, najlepiej oceniane tytuły. Bez silenia się na wyrafinowane uzasadnienia.
Albo przyjmujemy, że:
10/10 to dla mnie bezdyskusyjne arcydzieła, które powinno się wsadzić do Voyagera, aktualne zawsze i wszędzie. Ogólnie rzecz biorąc ja dziesiątek nie daję, dziewiątki też bardzo rzadko.
Tylko wówczas wchodzimy w buty domorosłych krytyków i trzeba to jakoś uzasadnić. Można to robić na różne sposoby, np. wskazując wpływ danych dzieł na kształtowanie formy komiksu, wpływ na popkulturę w ogóle, konkretne innowacje narracyjne etc. W takim ujęciu w zestawieniu 10/10 powinny znaleźć się "Little Nemo", komiksy Alexa Raymonda, Hala Fostera, Miltona Cannifa, Herge'a, Uderzo i Goscinnego, Moebiusa, oczywiście "Fistaszki", "Maus"... i tak dalej.
Jak rozumiem autorowi wątku chodziło o listę subiektywną, ale z jakimiś uzasadnieniami. Wypisałem sobie swoje "dziesiątki" i wyszło mi, że komiks, który oceniam 10/10 to taki, który spełnia łącznie wszystkie poniższe warunki:
sprawia mi przyjemność w czytaniu;
wracam do niego regularnie (czyli broni się z perspektywy czasu);
podoba mi się w wieku (bardzo już) dorosłym;
poleciłbym go osobie nie czytającej komiksów jako coś wybitnego;
jest dziełem samoistnym (a nie przede wszystkim przypisem, komentarzem czy parodią innego komiksu);
widać, że jego twórca jest jednocześnie bardzo dobrym rzemieślnikiem i artystą;
można go czytać na kilku poziomach interpretacji (i to daje satysfakcję czytelniczą);
łączy obraz i narrację w całość, tj. nie daje się zredukować do opowieści (tylko wybitna proza) albo obrazów (tylko wybitna grafika).
Biorąc powyższe pod uwagę, oto moje "dziesiątki" w kolejności zupełnie przypadkowej:
"Calvin i Hobbes"
"Achtung Zelig! - Druga wojna"
"Rork" ("Fragmenty", "Przejścia")
"Corto Maltese" ("Ballada o słonym morzu", ale w okolicach 10 jest dla mnie wszystko do "Bajki weneckiej" - czyli pierwsze siedem narysowanych przez Pratta tomów)
"Persepolis"
"Kroniki dyplomatyczne"
"Falangi Czarnego Porządku"
"Zrozumieć komiks"
"To była wojna okopów"
"Wieczna wojna"
"Łauma"
"Kościsko"
"Feralny major"/"Garaż hermetyczny"/"Ślepa cytadela..."/"Arzach..." (czyli wybory krótkich form Moebiusa)
Do powyższej listy trzeba jednak dodać kilka zastrzeżeń. Wielu klasycznych rzeczy (również wydanych w języku polskim) nie czytałem. I pewnie o czymś zapomniałem. Poza tym z tego co widzę, chociażby po lekturze dwóch wydanych po polsku archiwalnych numerów "Metal Hurlant", jest kilku twórców, którzy mogliby mieć u mnie 10/10 gdyby ich prace były dostępne po polsku. Mam wrażenie, że "Zielona ręka" Nicole Claveloux mogłaby być taką "dziesiątką". Powinienem też wymienić coś Clowesa, ale najczęściej wracam do "Davida Boringa". Czy to jest 10/10? Pewien nie jestem. Czy Sfar momentami nie zahacza o 10/10? Na pewno, ale nie jestem w stanie wskazać konkretnego tytułu. Co wreszcie z superhero? "Weapon X", "Powrót Mrocznego Rycerza" czy "Strażnicy" to bardzo dobre komiksy. Mają u mnie 9/10, ale np. "Strażników" jest w stanie docenić tylko ktoś, kto dobrze zna konwencję superhero i widzi jak autorzy ją dekonstruują. Nie jest to zatem dzieło samoistne. Jest jeszcze moje ubiegłoroczne odkrycie, czyli "Rapsodia węgierska" - w tym przypadku zakładam, że musi minąć trochę czasu. Czyli zobaczymy za kilka lat.
I jeszcze jedno uzupełnienie. Gdyby wziąć pod uwagę poziom emocji pojawiający się w trakcie lektury (czyli lektura komiksu przenosi moją duszę utęsknioną do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych... i znów mam 8-12 lat), to 10/10 powinny dostać jeszcze:
"Antresolka profesorka Nerwosolka", "Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko", "Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa"
"Tytus, Romek i A'Tomek" (od księgi VII do XVII)
"Funky Koval" ("Bez oddechu", "Sam przeciw wszystkim")
"Thorgal" ("Łucznicy", "Kraina Qa", "Oczy Tanatloca", "Miasto Zaginionego Boga", "Między ziemią a światłem")
Wracam do nich regularnie i są to - moim zdaniem - świetne komiksy. Ale nie jestem pewien, czy mój sentyment nie zawyża ich oceny.