Panowie, ze swoje strony tylko dodam, że prawnie można uchylić się od skutków prawnych oświadczenia złożonego pod wpływem błędu tylko wtedy, gdy błąd został wywołany przez drugą stronę czynności, chociażby bez jej winy, albo gdy wiedziała ona o błędzie lub mogła z łatwością błąd zauważyć. W tej sytuacji nie można mówić, że klient mógł wiedzieć o błędzie (lub go zauważyć) - promocja obejmowała bardzo ograniczoną liczbę artykułów (200?), w kategorii komiksów było tylko 100 naboi (no, może jeszcze te pseudo komiksy paragrafowane), więc klient miał prawo myśleć, że to celowy zabieg. Błędem jest sprzedaż laptopa za 1 zł i to bez żadnej promocji.
O powyższym Merlin wie, dlatego nikt nie otrzymał informacji (jak podajecie powyżej) pt. przepraszamy, to błąd, to się nie powtórzy.
Ja jestem co najwyżej zawiedziony poziomem prowadzenia biznesu w PL - strata kilku złotych na kilkudziesięciu pozycjach to nic wielkiego dla takiego molocha jak Merlin. Nie podejrzewałem, że na takim etapie zapada decyzja komercyjna, czy wysyłać przedmioty czy olewać klienta, przytaczając żałosne tłumaczenia, że mają na stanie pozycję, ale to zupełnie inna pozycja, więc jej nie wyślą. Oczywiście, zgadzam się, że jak pojawią się dzikie promocje na Merlinie, wszyscy tam polecą (w tym ja) - to nie ulega wątpliwości.