Dla mnie to całe zamieszanie jest zupełnie niezrozumiałe. Trochę się obawiam, że o to trochę chodzi i że w mętnej wodzie różne rzeczy się mogą stać. Nawet jeśli intencje są dobre. Ale te też są dla mnie niejasne.
W zajawce jest mowa, że duże podmioty wypychają z rynku małe. Nie ma wprost powiedziane, że podział dotyczy Internet / sprzedaż stacjonarna. Chodzi więc chyba o to, żeby nie nadużywać swojej pozycji na rynku. I temu mógłbym nawet przyklasnąć, ale brak jest szczegółów.
Gdyby chodziło o to, że stacjonarne księgarnie padają pod siłą konkurencji z Internetu - to wygląda jak zawracanie kijem Wisły. Chyba, że uznamy, że księgarnie stacjonarne są jakośtam istotne i warte wspierania. Państwo łoży na niektóre obszary (kultura, sport, itd.) bo uznaje, że rynek nie zadziała wystarczająco dobrze. I tutaj też mógłbym się z tym zgodzić na zasadzie, że ogólnie należy wspierać czytelnictwo, dostęp do książek. Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach, których brak.
Jest wspomniane, że chcą określenia maksymalnego rabatu dla dystrybutorów (45%). Pytanie, czy to coś zmienia? Bo może i tak jest podobnie już teraz? Poza tym zaraz się okaże, że to 45% to nie będzie maksymalny rabat, tylko jedyny funkcjonujący. Tak strzelam. Ale z tego co czytałem kiedyś, to część podmiotów tutaj upatrywała możliwą reformę, bo właśnie to wymuszenie rabatu przez hurtowników / dystrybutorów jest nadużyciem siły rynkowej i prowadzi do odklejenia ceny okładkowej od rzeczywistej.
Jaki to będzie miało wpływ na ceny? Cholera wie. Nie spadną, bo niby dlaczego miałyby spaść. Jeśli wzrosną ceny, które odbiorca końcowy widzi w sklepie, to spadnie sprzedaż. Zacznie się dostosowywanie działalności / strategii itd. Jeśli założymy, że każde przedsiębiorstwo ma maksymalizować zysk, to możliwe są różne podejścia. Jeden będzie sprzedawał drożej ale mniej egzemplarzy, inny zacznie sprzedawać więcej samodzielnie. Ktoś wpadnie na pomysł, żeby okiwać system i drukować po roku od "premiery", na którą będzie miał gotowy minimalny nakład, żeby się nikt nie czepił (albo i nie).
Ja się najbardziej obawiam, że rynek komiksowy czymś się różni od książkowego (może więcej się kupuje przez net z większym rabatem, albo czas schodzenia tytułu jest znacząco inny) i to spowoduje jakieś nieoczekiwane skutki.
Dobrze by było, żeby w jakimś opracowaniu przyjrzeć się, jak to wychodziło w innych krajach. I dlaczego gdzieś może zadziałało, a gdzieś nie. I czy w ogóle w Polsce książki są drogie w porównaniu z innymi, czy nie.
Ale to już chyba za dużo bym chciał.