Co wytrwalsi czytelnicy zapoznali się już zapewne z kroniką moich przygód na 34. MFKiG. Obiecywałem tam kolejny post, tym razem na temat zdobyczy. I niniejszym tenże wpis czynię.
Na dobry początek wrysy:
Thomas Kast, Odyseja Lorda Bablah
Podszedłszy zacąłem rozmowę mą łamaną angielszczyzną. Thomas szybko mi przerwał i spytał się, czy możemy przejść na polski. Jak sam stwierdził „jeszcze go nie zapomniał”. No nie rozpoznałem rodaka, podobnie jak kiedyś z Ernesto :/
Mega mi się podoba zakrzywienie czasoprzestrzeni i pomysł, że wrys ten dostane za milenium.
Szcześniak/Rust/Pawlak, Pętla 2
Nikogo nie było w kolejce, więc sobie pogadałem z panami. Dowiedziałem się, że pętli ma być 5. Na co się zaśmiałem a dlaczegożby nie 8? Takie „endless eight”. Kto oglądał Haruhi Suzumiya, ten już wie co i jak

Dominik był podekscytowany tym pomysłem, już zaczął myśleć jak kontynuować fabułę, by ją dopełnić, le przystopował go Rust. Ten to jest realista!
Rafał Trejnis, Pętla
Podczas premiery pierwszej Pętli był nieobecny, to teraz nadrobiłem u niego i mam komplet rysografów w tomie #1. Ale już się śpieszył, więc nie zdążył się machnąć w sequelu. Kiedyś go jeszcze dorwę. Może uda się wcześniej niż przy okazji premiery trójki...?
Śmiechosław, Opowieści grabarza 1
Rok temu tako się złożyło iżem tylko atoli smoka z kaczką zdobył i już czasu na grabarzy nie stało. Podszedłem z postanowieniem, że zaniosę 4 już nabyte zeszyty, ale... jakoś się zagadałem z autorem, tez zrobił miast standardowego małego grabarza w kółku, dużą sylwetkę i koniec końców nie chciało mi się już iść z kolejnymi. Będą na raz następny.
Michał Arkusiński, Wścieklizna
Stary zin. Zazwyczaj jak podchodzę z takim zabytkiem do autora ten się dziwi spod jakiego kamienia żem go wyciągną. Tym razem jednak na pierwszy plan wystąpiło rozbawienie, bo właśnie z kimś o tym komiksie rozmawiał i odżyły w panu Michale wspomnienia. Dowiedziałem się np. że nakład okładki był o wiele większy niż nakład wnętrza, przez co pewien człowiek (bodaj wydawca) skończył z garażem wytapetowanym okładkami XD No chciałbym to zobaczyć!
Taki szybki podpiski z modernistyczną facjatą. Zapytany czy nie robi wrysów, odparł że raczej nie: musi się rozrysować. No to wypaliłem bez namysłu: „nie krępuj się i rozrysowój, mamy czas, kolejki do ciebie nie ma. Mogę dać ci kartkę”. Popatrzył na mnie, otworzył tylną okładkę i z biegu wysmarował to:

I co ja mogłem na to? Za skromy jest Michał, za skromy. W mojej ocenie przebija ten rysunek co poniektóre wrysy czarnych koni tego festiwalu. Podzieliłem się tym spostrzeżeniem z artystą. A on podziękował kolejnym rysunkiem (o którym później).
Nie trudno zauważyć, że papier w górnym lewym rogu nie przyjął tuszu. Prawdopodobnie przez lata gdzieś się natłuścił. Schło to niemiłosiernie długo, ale po jakiejś godzinie osiągnęło stan pozwalający zamknąć tomik. Jednak „niedomalowanie zostało”. Życie.
Michał Arkusiński/Robert Popielecki, Historie środka
Tu michał ograniczył się również do swojego podstawowego podpisu, wzbogaconego o dedykację jednego ze współautorów. Nic wielkiego, nie ma się co rozwodzić.
Adam Święcki, Cela nr 1
Na Komiksowej Warszawie złożyłem obietnicę, że przychodząc następnym razem przyniosę nie kartkę i durnowaty, abstrakcyjny temat, a jego komiks. Groźby dotrzymałem. Miałem numerek do pana Adama do stref autografów, ale zauważyłem go jak sobie malował na stoisku Timofa. Nikt nie podchodził, nie zaczepiał... Dokonałem więc zaplanowanych zakupów i zagaiłem. Artysta przerwał zarysowywanie karty (mimo, że sygnalizowałem, e poczekam) i zabrał się za mój wrys. Trafił nim w punkt. Często tak mam, e wydaje mi się, że idę na przód, rozwijam się, a tu jednak się okazuje, że się kręcę w zamkniętym kole drepcząc po własnych już wytartych śladach.
Spell, Przygody Stasia i Złej Nogi ver color
Spell czasem czasem zaczyna rysować i się nie przejmuje wolą obdarowywanego, ale tym razem było inaczej. Zapytał co chcę. Odparłem: „W wersji czarnobiałej mam Przygody Mamy i Złego Papierosa, więc tym razem poproszę o Przygody Nogi i Złego Stasia”. No i otrzymałem bad ass’a z prawdziwego zdarzenia i szeryfa nogę (mimo, że nogą z szeryfowania nie był). Po raz pierwszy widziałem by Spell dawał nazwę imprezy obok a nie pod swoim podpisem. Miła odmiana, zawszeć to jaki powiew świerzośći.
Falauke, Czy wszystko smakuje
Wspomniałem mimochodem, że - widząc ten komiks - skojarzenie mi się nasuwa do Rozmówek polsko-angielskich Agaty Wawryniuk. I faktycznie punkty wspólne obu tytułów istnieją. A wszystkie koty - małe i duże, sierściaste i łyse, dachowce i rasowe - są świetne. A jeżeli jeszcze przyniosą ci wino, to już łuuuch! Burek i jego banda mogą się schować.
Marek Lachowicz, Pierwsza przygoda czopka Piotrka
Kolejny artysta który nie rozumiał czemu znalazł się na scenie. Był mega zdziwiony, że ktoś pomyślał „hej, a może dać debiutantowi szansę i wrzucić go na autografy”. Jeszcze bardziej się dziwił, że znalazł się ktoś kto tą okazje postanowił wykorzystać.
Marek Turek, Fastnachtspiel
@turucorp to taki przykład wzorcowego internauty. W sieci wyszczekany, w realu do rany przyłóż. Zawsze się z nim fajnie gada na festiwalach, szkoda, że w tym roku czas i inne obowiązki nie pozwolą mi się pojawić na GIKu.
Karol Mularczyk, Rewolucyjny mechanizm
Co ciekawe Karol był kompletnie zaskoczony, że ktokolwiek do niego podszedł. Do tego stopnia się tego nie spodziewał, że musiał pożyczać pisak od artysty ze stolika obok!
Anna Krztoń, Życie i wczasy 2017-2019
Złapana na biegu w ostatniej już chwili. Porozmawialiśmy trochę o samej idei wrysów, kogo to kręci a kogo nie, czy artyści lubią takie akcje itp..
Grzegorz Rosiński, Zemsta hrabiego Skarbka
Wrys jaki jest, każdy widzi. Cóż mogę rzec: zaryzykowałem, nie wyszło. Życie. Nie czuję smaku porażki, sprzedawać nie będę - pozostanie jak swego rodzaju memento mori. Choć im dłużej wpatruję się w ten rysunek tym bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że co mistrz, to mistrz. I tymi paroma krechami stworzył całkiem fajną postać, miłą dla oka, może bez wulgarnych piersi, ale z lekko zarysowanym łonem, dającym pole dla wyobraźni. Jest git.
Thomas Ott, Las
Prubowałem polować w sobotę, na strefie, co prawda bez numerka. Przynajmniej na początku. Potem ktoś mający 2 numerki postanowił się nimi podzielić. I tak wylądowałem na miejscu 19. Wywołano nr 13, a obsługa podała:
- Zamykamy kolejkę. Jeszcze tylko 5 osób. Odliczamy. 14?
- Jestem
- 15?
Cisza...
- 16?
Cisza.
- 17?
- Obecny.
- 18?
- Jest!
- 19?
- Ja wohl - zabrzmiało szorstko z mego gardła.
- 20?
Znowu brak odzewu.
- 21?
- Tutaj.
- OK, wy wchodzicie.
Ale a tu nagle jakaś 9 się pojawiła, a to 15 postanowiła jednak wpaść... machnąłem ręką - kłócić się nie będę. Zamiast tego poszedłem w niedzielę na stoisko. Byłem sporo wcześniej a i tak wylądowałem na 6 lokacie. Przychodzi Ott i od razu zła wiadomość: zgubił przyrządy, nie będzie zajebistych wrysów. „Trudno, wezmę co będzie” pomyślałem. Ale niektórym nerwy popuszczały. Naszła moja kolej, bardzo szybko zresztą, bo Thomas robił tym razem na szybkości bez swoich mazaków, rysików i czego tam jeszcze. Wyłuskałem na światło dzienne ideę kaczki zjadanej przez smoka, ale widać nie zaczaił, bo powstał sam smok. Choć doszukuję się w nim i cech kaczych. A może to kaczka dziwaczka, co po upieczeniu stała się niewidzialna? Chędożyć to. Po prostu nie wciągnę rysunku do kolekcji tematycznej. I tak jest wyczesany.
No to tyle wrysów. Wjeżdża główne danie: kaczka w sosie własnym, czyli ulubiona przekąska jaszczurów ognistodechnych.
Piotr Piwko
Przechodzę obok stoiska, a tu mnie gość zaczepia:
- Zrobiliśmy z bratem komiks. Czapeczka z papieru. Chcesz zobaczyć?
- O! Pewnie, czemu nie. - chwila zastanowienia - jesteś rysownikiem?
- Nieee, amatorem

Amator czy profesjonalista, who cares? Opowiadam o swojej manii. Spotykam się z ciepłym przyjęciem. A po chwili pakuję do torby „Czapeczkę...”, malutki zinek malarski, tazosa i świeżą zdobyć: łosiosmoka. Podejrzanie radosna jest ta kaczuszka. Rysunek bardzo prosty (acz nie prostacki), cartoonowy, trochę a’la Adventure Time.
Michał Arkusiński
Mówiłem, że do tego artysty jeszcze wrócimy. Aż strach się bać, co by wyczarował, gdyby dalej się rozrysowywał. Dynamiczna forma i dziwna kaczka. Michał narysowawszy dziób orzekł: to gołąb. Potem dorysował skrzydła i stworzył orła. Jednak płetwy wszystko uratowały i z króla ptaków odrodził się chlebojad wodny. Bardzo mi się podoba to oko w słup uciekające. Ten język z dziobu zwisający bezwładnie. Czuć że uszło z ptasiora już życie i tylko truchło się ostało. A smok gniewny, czoło marszczy, siarką dyszy, szpony zaciska, grzywę jeży.
W pierwszej chwili nie byłem pewien czy obrazek trzymać w pionie, czy poziomie, ale przyglądając się uważnie, raz tak, raz śmak, zdecydowałem, że przedstawiony powyżej układ jest tym właściwym.
Ailish
Miała wystawiony cennik, ale jak to powiedziała: na tej konkretnej imprezie chciła się skupić na rysowaniu portretów w pszczelim stylu. Zaproponowałem więc by spróbowała ożenić smoka i kaczkę z owadzim leitmotivem. Przemyślała sprawę i się zgodziła spróbować. Zaznaczając, że nie chce pieniędzy, bo potraktuje zadanie jako ćwiczenie. Chyba nie do końca wyszło bo cech pszczelich doszukać się nie mogę, ale dla mnie to tym lepiej. Taki wyraz dziobu jużem gdzieś widział w swojej kolekcji... Ach tak, Megao taką miną obdarowała kaczkę, tyle, że w jej rysunku kaczka zwisała bezwolnie z pyska, a tu jakieś BDSM się odczynia.
Bele
Tyle razy go widziałem i nigdy ni poprosiłem o najważniejsze. Teraz postanowiłem to zmienić. Jako, że nudził się w strefie autografów, śmiało podszedłem i stwierdziłem fakt: „Zdaje się że jeszcze cię nie prosiłem o mój popisowy temat”. Zaintrygowany zaczął się dopytywać, co to za tajemny motyw. Objaśniwszy mogłem już tylko obserwować powstawanie tego cudeńka.
Nóżki kaczki urżnięte, piórka oskubane, jeno korpus i pusty czerep się ostały. Nawet oczy już wydłubane! Smoczy zez sugeruje mi iż gadzina czuje się nieco nieswojo będąc obserwowaną przeze mnie. Coś jakbym przyłapał nastolatka na masturbacji. Niby wie, że źle robi, wstyd mu, a przestać nie może. Tylko się mlaskanie, a nie fapanie roznosi.
Karol Mularczyk
Największym problemem tego rysunku jest brak podpisu autora... Wstydził się czy co? Ale ja nie mam zamiaru pozostawiać go Galem Anonimem. Wszem i wobec oświadczę kto to narysował.
Kaczka trochę gęsia wyszła (słowa Karola, nie moje), pewnie przez proporcje w stosunku do smoka. Cóż, widać niewielki to smok. Na tyle mały, że nie był w stanie kaczki unieść i odejść, tylko musi ją po ziemi ciągnąć krwawą smugę zostawiając. Przynajmniej się naje. Bardzo mi się podobają pióra lecące na wsze strony, dodają dynamizmu i dramaturgii całej scenie.
Jakub Babczyński
Od dawna myślałem o Jakubie, jako o potencjalnym rysowniku do kolekcji, bo lubię bardzo jego uniwersum Wyspy Szyszek. Zarówno graficznie, jak i fabularnie. Zresztą na PFSK, które stało się zarzewiem wojny smoczo-kaczej, Jakub był obecny. Uzupełniałem u niego brakujące numery jego sztandarowego dzieła i dużo rozmawiałem. Bardzo fajny gość. No ale na festiwalu zdobyłem tylko pierwszy rysunek „Smoka...”, a sam pomysł na kontynuację narodził się już w drodze powrotnej.
Tak czy inaczej więcej z Babczyńskim już się nie widziałem. Na liście gości MFK też nie widniał. Jakiego więc doznałem zdziwienia jak go kontem oka spostrzegłem naprzeciwko stoiska Studia Lain. Okazuje się, że wystawiał antykwaryczny towar. Zagadałem, bo czemu nie? Wysłuchał z zainteresowaniem i podjął rzuconą rękawicę, zaznaczając jednocześnie bym na nic się nie nastawiał. Jak to ujął: „jak będę miał podczas festiwalu czas, to coś poszkicuję”.
Gdy wróciłem kilka godzin później z dumą pokazał szkicownik. Pierwszy szkic: fajny, bez fajerwerków, ale bardzo spoko. Potem pokazuje drugi. „Bo tak sobie pomyślałem, że spróbuję inaczej jeszcze spróbować... - a mi gały wychodzą - podoba się? To patrz!” i wyciąga powyższy rysunek. Po czym pada sakramentalne pytanie: „Ile jest wart dla Ciebie?” I tu muszę z przykrością stwierdzić, że zdębiałem. I bynajmniej nie dlatego, że artysta upomina się o honorarium za swoją pracę. Raz, że byłem już jedną nogą w kolejce do Grzegorza Rosińskiego; dwa, że nie mogłem wyjść z szoku zachwytu; trzy: na trzecią dobę bez snu już mózg odmawia posłuchu.
Com wtedy wybełkotał? Com zrobił? Nie pomnę. Myśli moje były przy tym - i zdaje się iż to wyartykułowałem - że jestem po całym festiwalu i portfel świeci pustkami, a może jeszcze trzeba będzie wspomóc cel zbiórki u GR. Że rysunek jest wart sumy, której przy sobie nie mam. Już się zastanawiałem od kogo pożyczyć, jak dosłać później pieniądze... Gdy Jakub powiedział z uśmiechem: „To prezent”.
Ten smok jest niezwykły. Taki spokój odeń bije, tyle pozytywnej energii! Cudowne są te skrzydła. Mizerne, atroficzne, a (zapewne) jak zatrzepoczą to gadzinę uniosą - jak u trzmiela. Tyranozaurowe łapki i ten kciuk uniesiony w górę. W geście Cezara, mówi jasno: ZABIJ ! Donald z którego krew uszła i splamiła Matkę Ziemie. A jeszcze w tle zamczysko. Normalnie Babczyński na rysownika Donżonu!!!
Thomas Kast
Modernistyczne, minimalistyczne smoczysko i podobasz kaczka. Oboje tłuściutcy. Kaczka wzdęta chlebem zapewne, a nogi jak serdelki u smoka od smakowitych, tłuściutkich kacząt.
Ptasi optymista na spacerku po gofry (przy okazji: niedaleko mego miejsca zamieszkania jest gofrownia z dziada pradziada, gofry prima sort, aż powstała o nich piosenka tubylczej kapeli), nieświadom jest rychłego końca w smoczym brzuszysku. A wszak to przeznaczenie ptasiora!
Marcin Medziński
Podchodzę do stoiska, ptrzę. A tu spod ziemi wyrasta Kasia K. i już pyta: „Alek, a to masz?” i wciska mi
Mój drugi zin. No mieć nie mogę, bo przecież premiera. Więc biorę. A Kasia na to: „To wybierz sobie jeszcze printa i daj do potpisu autorowi. O, tu siedzi”. Cóż było robić? Podchodzę pokornie do Marcina i strzelam mowę:
- Słuchaj, zina kupuję, bo świetny z ciebie artysta, ale print, wrys, dedykację mogę sobie darować. Na jednej rzeczy mi zależy - narysuj mi smoka jedzącego kaczkę.
- OK, ale to będzie taki „stoiskowy” rysunek, zgoda?
- A pewnie! Kiedyś się odezwę i zamówię taki „zleceniowy” rysunek, ale na teraz to „stanowiskowy” wystarczy.
Język kaczki, jak trąbka urodzinowa z papieru, wymiata. Kolczyk w uchu smoka też. To właśnie takie małe szczegóły robią klimat. Świetna jest też trójszponiasta łapa smoka. Co tam, że nie ma połączenia z ciałem. Ten smok to Raiman!
AL.GOYO
Praca zamówiona podczas zbiórki na drugi tom przygód gwiezdnych wikingów, czyli Battle Code: Ragnarök. Pierwszy pełnoprawny commission i jednocześnie pierwsza praca cyfrowa. Znaczy mam ją fizycznie, ale to wydruk digitalowej dłubaniny.
Emiliano Tanzillo
Obsługa strefy autografów nie pozwoliła mi wejść z kartką, mimo że kolejka nie była długa (nakład się wyprzedał, wszyscy zainteresowani już dostali). Ale cóż, chłopaki mają ciężką robotę, trza ich szanować. W każdym razie podbijam, pytam, dostaję pozytywną odpowiedź. I mam smoka z kaczką w komiksie. Może kiedyś wytnę...? Emiliano to świetny człowiek. Porozmawialiśmy o genezie motywu, o tym co lubie czytać, jakie anime oglądam i polecam. Widać, że zainteresowany kontaktem z fanbazą.
Jak na profesjonalnego rysownika smoków (tytuł jego komiksu zobowiązuje) i gadzina jest PRO. Niesamowite ma oczy, ja tam widzę aż 3 tęczówki! Hipnotyzujące. Może dlatego ostrzeba by nań nie patrzeć...? Zaduszana kaczka ma tak mocno zaciśniętą Łapę na gardle, że wydać z siebie może tylko niemy krzyk. Ten pofalowany język mówi wszystko. No i wzburzone sztormem może, a na nim samotna skała, smocze siedlisko... Pięknie zakomponowane!
Gou Tabane
Byłem w 100% pewien, że nie zdobędę tego okazu. Już szybciej bym stawjał na Grzegorza Rosińskiego. Na luzie więc podszedłem do stanowiska i odzywam się do tłumaczki, że wiem, iż to niemożliwe i nie realne, ale będę do końca życia żałował, że choć nie spróbowałem. Po czym wykładam co za kaczkożerne poczwary zbieram. Ta nieco zdziwiona tłumaczy. Tabane upewnia się, czy dobrze zrozumiał i... zaczyna szkicować na Yattowym wachlarzu! A ja patrzę jak zauroczony, bo wiem, że niemożliwe staje się realne. Gwiazdka, urodziny i Mikołaj osiągają koniunkcję właśnie dziś.
Odchodząc z kaczym stadem pożeranym przez smoka czuję się jakbym unosił się co najmniej 5cm nad ziemią, serce wali jak szalone, mam wrażenie, że zaraz zemdleję z nadmiaru emocji.
Jedna kaczka ratuje się rejteradą, jedna już w pysku patrzy za nią tęsknie, jakoby prosząc o pomoc. Kolejna przyduszona łapą już się poddała, łeb wykręca. A możę jednak się jeszcze nie poddała? Może próbuje się wyturlać? Ostatnia tylko patrzy sparaliżowana strachem na RZEŹ. Piórko powoli spada, z prędkością 5 centymetrów na sekundę, jakoby płatek sakury. Oto czas przemijania!
Niestety, gdzieś mi wcięło smoka od Marka Lachowicza. Dałbym głowę uciąć, że go o takową poczwarę prosiłem. Dałbym rękę uciąć, że się zgodził. Ale co narysował już nie pomnę. Nie mogę też nigdzie znaleźć takowego rysunku.
A na koniec prezent od jednego z forumowiczów:
Statuetka żelaznej kaczki, tytanowego smoka

Drugi digital w kolekcji. Niestety jeszcze nie wydrukowany, ale co się nie odwlecze to nie uciecze. W obu figurach dostrzegam złote zdobienia, lecz korpusy wyglądają na zrobione z zadeklarowanych materiałów. Trzeba mi było tytanowej sił woli, by wytrwać tyleż godzin w kolejkonie i żelaznych nerwów, by znosić docinki i śmiechy. Ale warto było dla tych wszystkich powyższych zdobyczy!
6 stron w Wordzie. Mam nadzieję, że ktoś przez to przebrnie, a nie tylko obrazki zobaczy T-T