Zanim się ogarnąłem po Warszawie troszkę minęło. Pisanie posta też zajmie długo, bo dobroci co nie miara. Chyba nigdy się tak nie obłowiłem...
Na wstępie: dzięki wszystkim których spotkałem! Głównie te słowa kieruję do bywalców forum, bo ci spoza niego niestety raczej nie odczytają

Jesteście wspaniali, atmosfera wokół strefy autografów świetna!
No to przechodzimy do wrysów:
Paweł Kołodziejski

Pierwszy autor must-have tego festiwalu. Bardzo mi zależało na wrysie od niego, bo i Apokalipsa jest świetnie zilustrowana, co było trudne, jako że tekst źródłowy do najłatwiejszych nie należy. Podszedłem i poprosiłem o baranka zabitego, na co autor bez zastanowienia dodał: "który żyje!". Miałem wrażenie, że nadajemy na tych samych falach.
Daniel Chmielewski

Drugi rysownik z topki mojej listy "do zdobycia". Miałem do niego krótki zinek o depresji. Przygotowałem się do spotkania wyszukując najlepsze miejsce na rysunek (czyt. największą białą plamę). Autor co prawda chciał się wpisać przy dzielnicy z której pochodzę, jednak ja nie z Wa-wy więc zrezygnował i przystał na moją propozycję. Mam nieodparte wrażenie, że to mnie osadził w bańce życia na falach depresji.
Paweł Piechnik

Nie za bardzo lubię klimaty historyczne, a już około II wojenne w szczególności, ale te mechy mnie ciągną. Właściwie ciągnęły i zaciągnęły.
Guido van Driel

Taki średni poziom, w porównaniu do wrysów innych. Jednak i tak jestem zadowolony

Wagner Willian

byłem bodaj drugi w ogonku na stanowisku Timofa. Może 3. Gdy autor zapytał pierwszą osobę jaką zwierzynę by chciała, moje szare komórki zaczęły pracować na najwyższych obrotach, aż wypluły: RYŚ! Szybko zajrzałem do Google Translator by dowiedzieć się, że chcę "lynx". Niestety Willian nie jest tak biegł w angielskim by mnie zrozumieć... Więc pokazałem zdjęcie. Uśmiechną się ze zrozumieniem i zaczął rysować. Nomen omen (tak à propos ostatniej dyskusji) z referencji. Zaraz po mnie dali mu biały pisak i od tego momentu robił nim wrysy na wnętrzu okładki. Jednak ja cieszę się, że mój jest na stronie tytułowej czarnym cienkopisem. Tak mi się bardziej podoba i gdybym miał wybór, zostałbym przy swoim
Żelazna wola

To zinek pod tytułem Yuri, Yaoi & Hikikomori. Główna heroina to właśnie Yuri, a jej męski odpowiednik nazywa się Yaoi, starają się o prace ogrodnika u Hikikomoriego, a zatrudnienie ma dać Fontanna Trap. No po prostu jak dla mnie genialny koncept! Musiałem kupić. A zaraz po opłaceniu zostałem poinformowany, że autorka jest na festiwalu. Podano mi też jej rysopis. Gdym ją dopadł wydębiłem wrys. Zagadnąłem o scenę yuri. Już chciała rysować bochaterkę, ale coś jej zazgrzytało i dopytała: scenę yuri czy scenę
Z Yuri? I dzięki temu mam rysograf z lesbijkami. Choć liczyłem na więcej pikanterii.
Anna Poszepczyńska

Jeden z pierwszych wrysików jakie popełniła. Złapałem ją na stanowisku Timofa poza dyżurem. W ogóle latała to tu, to tam jak jakiś wolny elektron. Bardzo fajna dziewczyna.
I coś z pogranicza:
Przemysław Truściński

Możecie się śmiać lub nie, ale podbiłem do Trusta bezpośrednio: czy robisz rysunki na kartce? "Nie" padła natychmiast odpowiedź. I rozległy się wokół śmiechy. Autor jakby chcąc się usprawiedliwić zaczął wyjaśniać obszerniej:
- To nie tak, że chcę Cię zawstydzić, czy wyszydzić przed kolegami. Muszę w swoim wieku zadbać o prestiż. Im więcej oryginałów tym ich wartość bardziej spada.
- Rozumiem, no to poproszę wrys w tym - podjąłem podając Andzie. - I jeszcze tylko dopytam: a jak zapłacę?
- Też nie. Chociaż... próbuj. Dostaję tyle maili z prośbami o blanki, rysunki i tym podobne, że zaczynam się łamać. Ale tanio nie będzie...
- Wiemy! - odpowiedział chórem komitet kolejkowy.
Trust uniósł brew i tylko na nas spojrzał. Widać, że zaczęły mu trybiki w głowie chodzić. "Nie pytają ile, nawet nie są zdziwieni, że drogo, oni to WIEDZĄ! I co najgorsze nie przeszkadza im to..."
Tak czy siak zabrał się za rysowanie tradycyjnego clowna. I jakby od niechcenia zapytał na jaki temat miałby być rysunek. Jak się dowiedział zapytał (jak prawie każdy): dlaczego? Uzyskawszy odpowiedź malował dalej. Aż tu nagle! Spod narzędzia pracy wychynęła kaczucha. Dech mi zaparło. Nie pamiętam już, czy to ktoś z kolejki, czy może sam Trust rzucił: no, teraz już nie będziesz musiał się kłopotać zakupem!
Mam wrażenie, że czas stanął. Trust malował i malował. Jeszcze przykazał by go pilnować z czasem 10 min. A już z 15 robił mój. I jako punkt zero do odliczania wskazał moment właśnie tej piętnastej minuty. A i tak nie zdążył dorysować dolnej szczęki smoka. Co mi akurat nie przeszkadza.
Smocze łowy czas zacząć! Cel? Kaczki!
Daniel Chmielewski

Z "Czarnymi falami" byłem jako pierwszy do autografu i od razu zapytałem o smoko-kaczkę. Uzyskałem zgodę i udałem się na koniec kolejki. Która urosła! Oj, urosła. I było już wiadome, autor się nie wyrobi. Nie mógł przedłużyć sesji, bo szedł na spotkanie autorskie. Ale coś podkusiło i zapytałem, czy po prelekcji będzie mieć czas. O dziwo miał! Więc godzinę później stawiłem się ze swoim słynnym blokiem. Zaraz ktoś mnie przyfilował i wyskoczył z albumem. A Daniel mnie przeprosił i zapytał czy się nie obrażę jak temu komuś zrobi wrys jako pierwszemu. Potem pojawiło się jeszcze dwu takich ktosi. Za każdym razem pan Chmielewski prosił mnie czy zgodzę się ich przepuścić, przepraszał mnie i jeszcze się upewniał, że mam czas

Aż mi było głupio, bo to ja powinienem się korzyć, a nie on. Wreszcie jednak nadeszła moja pora. Rysownik naszkicował kaczkę z profilu i wtedy wpadł jego syn i żona. Młody podbija do taty i pyta:
- A czemu ta kaczka ma jedno oko? Kaczki mają dwa!
- Bo jest z profilu, czyli z boku - tłumaczyła mama
Młody jednak nie czuł się przekonany, więc Daniel dorysował drugie oko... wraz z drugą połową kaczki. I tak mały chłopiec uratował dwoistość oczu kaczki kosztem integralności jej ciała XD
A, i smok ma moją twarz... trochę creepy... chociaż~
Kamila
pigeon Król

Jak tylko się dowiedziałem, że jest na festiwalu zacząłem jej szukać. To było jeszcze w czwartek. Dopadłem ją na stoisku niezalu i urobiłem na smoka. Dałem kartkę i miałem zaczekać do niedzieli. Trochę się obawiałem o niezaginalność tegoż kawałka papieru, bo wylądował w płóciennym plecaku. I się nie myliłem. Zamiast na mojej kartce 200g/m^2 odebrałem smoczka na nieco nawet prześwitującym arkuszu. Był to przedostatni smok festiwalu (przed iteracją Chmielewskiego), a przecież w pewnym sensie i pierwszy rysunek KW23.
Jacek Świdziński

Pytał się czy kaczki muszą być w stadzie. Na co odparłem, że nie, wystarczy jedna. No to narysował stado smoczków

Nie odmiennie mi się kojarzy ten rysunek z komórką jajową szturmowaną przez plemniki. Taki paradoks - śmierć (kaczka zjadana żywcem) = życie (zapłodniona komórka jajowa).
Paweł Kołodziejski

Jak usłyszał temat z miejsca odmówił. Po chwili stwierdził, że samego smoka to narysować może (co mnie akurat niezbyt kręci). Stanąłem więc z boku i obserwowałem jak robi wrysy - nic lepszego do roboty nie miałem. Nagle Paweł ni z gruchy, ni z pietruchy oświadczył, że jednak narysuje i kaczkę. Widać, że temat w nim pracował, z czego się bardzo cieszę i jestem mu wdzięczny!
Michał
Śledziu Śledziński

Dał czadu, co nie? Śledziu był na fali co i rusz wyczarowywał kolejne mini arcydzieło.
Krzysztof Leszczewski

Ja tam wierzę, że ten ochłap udka należał do kaczki, bo cóż innego mi pozostaje?
Hubert Czajkowski

W miarę opowiadania widać było, że zainteresowanie Huberta rośnie. Z początku mnie zbywał, mówiąc, że dużo pracy przed nim, że wrysy do komiksów itd. Ale byłem cierpliwy i w końcu przyfilowałem jak był wolny. Najpierw historii wysłuchała kobieta mu towarzysząca i stwierdziła z aprobatą: "Kaczka ze smokiem być musi!". Następnie powtórzyłem opowieść autorowi. I tak oto wyczarował ten o to rysunek. Aż mi głupio, żem nic nie kupił. No ale ceny zaporowe na merch, a komiks historyczny mało mnie kręci

Kyryło Małow

Ukraiński twórca. Widać, że fachu w ręce jeszcze nie ma

Ale w porównaniu do standardowego wrysu w komiksie popiersia kozaka jest niebo a ziemia. W swojej prostocie klawe jest to smoczysko ^^
Guido van Driel

Futrzasty, mały smoczek, a kaczka aż się ze strachu poci. No ale faktycznie - źle mu z oczu patrzy. Cóż, jak to mawiają "mały ale dzik".
Wagner Willian

Artysta zaczął od wielgachnej kaczki. I tak sobie zacząłem myśleć: gdzie on tego smoka zmieści? Kolejny kurduplasty jaszczur? A tu zdziwko! Gadzina słusznych rozmiarów, tyle, że w dalekiej perspektywie. Poluje i już łapki zaciera Na smakowity kąsek do złowienia. Ptasior jak ptasior. Może być. Dość realistycznie oddany, choć i przy minimum środków. Ale smok! Jakież to dopracowanie, co za cieniowanie! Z początku myślałem, że maluje kaczkojada w oddali, bo nie wie jak go narysować. Że takie fantastyczne zwierze jest za trudne przy realistycznej kresce Williana. O jakem człowiekiem małej wiary...! Mea culpa, mea maxima culpa.
Anna Poszepczyńska

Zamówienie na tych milusińskich złożyłem gdy Anna (nie Ania - nie lubi tego zdrobnienia) robiła wrys w Trzech siostrach. Była mega zaskoczona. I to nie nawet tematem, co samym tym, że ktoś chce od niej rysunek. Ale jak zaraz potem druga osoba zapytała o commercial szybko pękła. Do tego jak zaszeleściło się sakiewką chętnie przystąpiła do dzieła. Z tego co kojarzę w nasze ślady poszła większa liczba festiwalowiczów, bo i ceny miała przystępne, a i kreskę i humor miłe dla oka i duszy. No sami powiedzcie czy hot-duck błagający o wegańską wersję samego siebie nie jest słodki?
Wojciech Glankowski

Świetne jest to, że nie rysował (co zresztą widać) szarym ołówkiem, a brązowym. Taka ciekawostka. Jest to przydatne przy przenoszeniu analogu do digitalu. Brązowy szkic pokrywa czarnym tuszem i skanuje. Po czym w PhotoShopie jednym ruchem usuwa cały brudnorys zostawiając tylko digitusz. Ciekawy patent!
Tomasz Samojlik

Wiele osób którym pokazywałem ten rysunek pytało: "no dobra, ale gdzie jest kaczka?" Kurde, to ja się pytam czemu? Czemu jej nie widzicie? Przecież jest na samym wierzchu gilgilgotana języczkiem po dupce. Taki malutki fetyszek smoczka... nie wnikam, smok też człowiek, swój fetysz mieć może XD
Vojtěch Mašek

To teraz możecie się pytać "no dobra, ale gdzie smok?"

W sumie ja też widzę tu tylko kaczkę w filiżance kawy. Sam koncept ciekawy, nie powiem, nie tak ambitny jak mój temat, ale na osobną kolekcję też by się nadał. No więc skąd smocza absencja. Otóż źle prawdopodobnie wymawiam "duck", bo wielu zagranicznych artystów nie pojmuje o co mi chodzi (albo jest to dla nich zbyt abstrakcyjne...). W każdym razie i tu napotkałem problem w komunikacji i musiałem tłumaczyć co to takiego jest ten "duck". I Vojtěch tak się na tym skupił, że kiedy załapał o jakie zwierzątko chodzi zapomniał od czego się zaczęło. Gdy skończył musiał wyczuć, że jest coś nie tak. Może po minie, może po oczach, nie wiem. Zapytał czy wszystko ok i jestem zadowolony. Trochę głupio mi było, ale powiedziałem, co mi na sercu leżało, że chciałem "dragon eat duck". Widać, że się zmartwił.
- So, dragon and duck?
- Almoust. Dragon
eat duck.
- Ah! OK, I understand. Forgive mi. - i w mgnieniu oka wyczarował to:

Jestem mu bardzo wdzięczny.
Jordi Bayarri

Jak to zauważyła tłumaczka: nie znam tego naukowca!
Fajnie było w kolejce. Jak stanąłem w ogonku byłem bodaj 3. Za mną ustawiła się jakaś dziewczyna (chyba upośledzona) z dziadkiem. Straszliwie przeżywała nadchodzące spotkanie. Prawie że dało się fizycznie namacać jej stres, że tak dużo osób przed nią, że nie zdąży itp.. Żal mi się jej zrobiło. Zagadałem, uspokajałem, że Jordi szybko wrysowuje, że przed nimi niewiele osób, że są we dwoje więc mogą wziąć 2 wrysy za jednym staniem, że zawsze mogą stanąć raz jeszcze w kolejce po pierwszej rundzie. Dziadek był wdzięczny, ale dziewczyna wciąż była niespokojna. Postanowiłem się więc posunąć dalej i ich przepuściłem w kolejce. Mały gest, a wzbudził tyle pozytywnej energii u tych ludzi. Ale nic to, wracając do wrysu: praca powstała błyskawicznie. Tak błyskawicznie, że nie zdążyłem opowiedzieć skąd się wziął pomysł na kolekcję. Dla tego też odchodząc od stolika z już zarysowanym blokiem skierowałem swe kroki do już wspomnianej tłumaczki i to jej zrelacjonowałem przygodę Karola z kaczką. Na koniec zobowiązałem panią tłumaczkę by przekazała opowieść autorowi i udałem się na dalsze łowy.
Maciej Kur

Biedak siedział sam jeden przy stoliku i się nudził jak mops. Megao gdzieś zaginęła w akcji. Zlitowała się nad nim moja "krajanka", znaczy kobitka z mojego miasta. Gadali o merchu do Delisie produkowanym w Kanadzie. Jakoś mnie to zainteresowało (choć akurat ten komiks jest poza moim radarem, w przeciwieństwie do Emilki Sza) i się dołączyłem. I tak jak gadaliśmy, odkryliśmy że ja i ta kobitka jesteśmy z jednego miasta. Wyszedł na wierzch też mój fetysz na punkcie kaczkojadów. Konspiracyjnym więc szeptem kobitka zaproponowała: poproś Maćka o rysunek. Spojrzałem na scenarzystę, on na mnie. Oboje przenieśliśmy wzrok na kobitkę i z powrotem na siebie.
- Sprzedała mnie! - zakrzykną Maciej.
- Znaczy, że się podejmiesz zadania?
- Ale ja nie umiem rysować. Znaczy skończyłem ASP ale mnie tam nie nauczyli...!
- Zciemnia - orzekła kobitka. I miała rację.
- Wiesz... Już scenarzysta Ćmy mi robił smoka... Też się zaklinał, że nie umie, a wyszło klawo.
To przekonało pana Kura. Chwycił więc za mazak i stworzył kolacje przy świecach z Donaldem grającym pierwsze skrzypce.
Tomasz Leśniak

Głupio to przyznać, ale nie pamiętam historii związanej z tym rysunkiem. Wiem gdzie siedzieli artyści, wiem, że podchodziłem i tyle... Widać niczym się nie wyróżniło i nastąpił przesyt.
Kurczaczki Kaczuszki, ponad 20 aliteracji mi wpadło, nie wymagajcie bym pamiętał każdą z nich

Marek Oleksicki

Kaczęta...! Ratujcie się~! Już, już, uciekać z smoczej paszczy! A może to tylko zjeżdżalnia...? W końcu ptactwo ma szanse przeżyć. Więc skoro już przy przeżywaniu jesteśmy...
A co jeżeli nadejdzie kacza zemsta?
Luko Czakowski

Gały mi z orbit wyłaziły jak nakładał kolejne warstwy tego dzieła. Po wstępnym line arcie nadeszła chwila grozy gdy cały obraz zamalował węglem. Ale w tym szaleństwie była metoda. Mimo białej koszuli Luko z zapałem brudził sobie ręce (dosłownie!). Pewnie kolejka za mną mnie znienawidziła, bo to kolejny dłuuugo powstające dzieło. Ale, kurde, ten efekt! Zdjęcie nie oddaje tego jak świetny to rysunek. Mroczny klima bójki w najczarniejszą noc. Walki na śmierć i życie. A może na śmierć i śmierć?
Co ciekawe i tu były potrzebne referencje. Ale nie do kaczki, czy smoka. O nie! Autor po prostu nie wiedział jak narysować glocka xD
Ernesto Gonzales

Uroboros. No nie do końca. Ale podobny klimat. Mi się jeszcze kojarzy stara gra, przygodówka The Longest January. Kto zna, niech moc będzie z nim! Też był motyw kręgu dwu pożerających się na wzajem bestii (tam dwu smoków).
Ernesto nie był do końca zadowolony z pracy - źle ją zakomponował przesuwając grafikę na prawo. Zawsze podziwiałem z jakim pietyzmem wypisuje literki, mam szacunek do jego kaligrafii. Gdy o tym powiedziałem autor tylko wzruszył ramionami i rzekł, że to nie kaligrafia, to zwykłe liternictwo i można je sobie wyćwiczyć. No umniejsza sobie, umniejsza.
Jan Pomykač

1/2 duetu czeskiego w akcji. Próbowałem się dogadać moją łamaną angielszczyzną, ale okazało się, że dużó szybciej i wygodniej było mówić po polsku słuchając po czesku. Śmiałem się z autorami, że ta praca to taki czeski żart. BTW. Jak Jan dorysował kły w dziobie od razu mi się przypomniał film
RRRrrrr!!! oraz kaczka szablozęba z tegoż dzieła. Oczywiście się tym spostrzeżeniem podzieliłem. Spodobał się Czechom koncept takiego stwora i rozbawił ich. Fajny film. Polecam. Jeżeli kiedyś byliście na Pyrkonie i widzieliście człowieka który się w środku dnia drze "Zaraz będzie ciemno!", a tłum mu odpowiada "ZAMKNIJ SIĘ!!!" to wiedzcie, że ta tradycja wywodzi się właśnie z tego filmu.
Adam Swięcki

Zapytany popatrzył, pomyślał i zaczął szkicować. Gdym się rozeznał, że tu się rozchodzi o pożarcie smoczyska zapytałem: Co? Team #RatujmyKaczki?
Na co padła natychmiastowa odpowiedź: Nie! Team #Nieoczywisty!
To już drugi reverse avenger w kolekcji.
Podziwiam was, że tyle przeczytaliście!!!
PS. Zdobycz urodzinowa z dzisiaj:
Robert (lat 11) i Wojtek (lat 9)

Sprzedał ich młodszy brat. Jak przyszedłem to starszaków nie było i Adaś (lat 4) coś zaczyna mówić, czy już dajemy tego smoka z kaczką, a miała być niespodzianka XD Ale i tak była

Ciągle mi się morda śmieje.