Autor Wątek: UFO istnieje?  (Przeczytany 34852 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline PJP

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #240 dnia: Pn, 10 Lipiec 2023, 20:34:45 »
Ktoś tu zaczął się chyba bawić w domorosłego debunkera  8) Nie psuj wątku, daj się innym wypisać.
« Ostatnia zmiana: Pn, 10 Lipiec 2023, 20:38:52 wysłana przez PJP »

sum41

  • Gość
Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #241 dnia: Pn, 10 Lipiec 2023, 20:41:55 »
Wiele osob twierdzi ze to z jaka intensywnością w ostatnim czasie sie dzieje nie jest przypadkiem i to kontrolowane ujawnienie lub przykrywka do czegoś innego.


Offline PJP


sum41

  • Gość
Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #243 dnia: Pn, 10 Lipiec 2023, 20:48:15 »
Skandalista jakiego anglika masz na mysli?

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #244 dnia: Pn, 10 Lipiec 2023, 20:50:24 »
Tego z artykułu.

Offline Spiff

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #245 dnia: Pn, 10 Lipiec 2023, 22:46:14 »
Przerwa na reklamę

zajefajny film


Spoiler: PokażUkryj
- No i jesteśmy na bezludnej wyspie.
- Jaka tam ona bezludna! A ty, to pies?

sum41

  • Gość
Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #246 dnia: Wt, 11 Lipiec 2023, 09:27:00 »
Pierwsza grafika to kosmiczny wypas w kosmos jak i film ! :)

Offline Koalar

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #247 dnia: Wt, 11 Lipiec 2023, 19:24:34 »
Dziś Hejt Park o ufo, właśnie leci na żywo (można dzwonić), a będzie można obejrzeć całość z odtworzenia:
pehowo.blogspot.com - blog z moimi komiksami: Buzz, Fungi, PEH.

Offline komiks

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #248 dnia: Wt, 11 Lipiec 2023, 22:27:40 »
Oglądam to i niestety, zaprosili czarodzieja, który od nastu albo więcej lat zarabia na tym, nie tylko na UFO ale ogólnie na niewyjaśnionych zjawiskach, życie po śmierci, jasnowidztwo itd. Czarodziej z prezencją sprzedawcy garnków opowiada mnóstwo historii, które niby dostarczają mnóstwa dowodów. No to jeśli jest tyle dowodów, to dlaczego nie ma ani jednego? Chyba, że kogoś zadowala zdjęcie garnka nad polem.

Tutaj dopiero jest zlot foliarzy 6k bilet wstępu
« Ostatnia zmiana: Wt, 11 Lipiec 2023, 22:40:36 wysłana przez Zwirek »
Xenozoic, Death Dealer, The Maxx, Thrud The Barbarian, Army of Darkness

Offline xanar

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #249 dnia: Wt, 11 Lipiec 2023, 22:58:53 »
Dziś Hejt Park o ufo, właśnie leci na żywo (można dzwonić), a będzie można obejrzeć całość z odtworzenia:
No, do 5 minuty to było poważne :) Smokowski do 10 minuty wytrzymał  :) dalej już nie oglądałem.
Twój komiks jest lepszy niż mój

Offline xanar

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #250 dnia: Wt, 11 Lipiec 2023, 23:01:59 »
Tutaj dopiero jest zlot foliarzy 6k bilet wstępu
No, tutaj to już w pierwszej minucie jest wesoło  :)
Twój komiks jest lepszy niż mój

Offline komiks

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #251 dnia: Wt, 11 Lipiec 2023, 23:30:09 »
No, tutaj to już w pierwszej minucie jest wesoło  :)
Trzeba mieć otwarty umysł dziadku  ;D

Uwaga +18, tylko dla dorosłych.
Spoiler: PokażUkryj




« Ostatnia zmiana: Wt, 11 Lipiec 2023, 23:37:38 wysłana przez Zwirek »
Xenozoic, Death Dealer, The Maxx, Thrud The Barbarian, Army of Darkness

Offline HugoL3

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #252 dnia: Śr, 12 Lipiec 2023, 00:59:48 »
Wciąż słowa doktora/profesora/generała o tym, że możemy nie być sami we wszechświecie są bardziej przekonujące niż te wysrywy nawiedzonych z life balance.
Ja wcześniej sprowokowałem do dyskusji nad istnieniem Val Thora - dzięki za link.
Sam czasem rozkminiam skąd pewne osoby "się wzięły" i jak zdobyły popularność.
Roman Nacht nazywa siebie pierwszym polskim holopata i z jego historii wynika, że poznał większość tych nazwisk, które uważają że doświadczyły UFO.
Piłkarz Paul Pogba, Nie żeby był jakiś nad wyraz inteligentny, zlecił szamanowi aby jego koledze z boiska Kylianowi Mbapoe powinęła się noga (dosłownie). Chłop zapłacił i uwierzył, że jakieś czary będą miały wpływ na to o co poprosił.
Policja swego czasu uznawała Jackowskiego jako wiarygodnego współpracownika.

Offline komiks

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #253 dnia: Śr, 12 Lipiec 2023, 09:56:15 »
Piłkarz Paul Pogba, Nie żeby był jakiś nad wyraz inteligentny, zlecił szamanowi aby jego koledze z boiska Kylianowi Mbapoe powinęła się noga (dosłownie). Chłop zapłacił i uwierzył, że jakieś czary będą miały wpływ na to o co poprosił.
To akurat może zadziałać, pod warunkiem, że osoba na którą rzucono klątwę wie o niej.
Xenozoic, Death Dealer, The Maxx, Thrud The Barbarian, Army of Darkness

Offline greg0

Odp: UFO istnieje?
« Odpowiedź #254 dnia: Śr, 12 Lipiec 2023, 16:35:07 »
pora wrócić do tematu :)

"Tajemnica lotu nad Antarktydą. Co ukrywała armia USA?"

"Kiedy 29 listopada 1929 r., po raz pierwszy w historii ludzkości, amerykański lotnik Richard Byrd przelatywał ponad biegunem południowym, nadał przez radio niezwykły komunikat. Relacjonował, że widzi pokryty zielenią ląd, na którym pośród wolnych od lodu jezior pasły się wielkie, podobne do bizonów zwierzęta oraz poruszali się prymitywni ludzie.
Audycja radiowa została natychmiast przerwana, a słowa admirała uznano za efekt wyczerpania nerwowego lub halucynacji. Do dziś sprawa Byrda budzi emocje zarówno wśród naukowców, jak i miłośników UFO i spiskowych teorii dziejów. Do dziś nie udało się jej też wyjaśnić."
(...)
"Kilkanaście lat później, 2 grudnia 1946 roku, amerykańskie bazy wojskowe opuścił potężny zespół uderzeniowy Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. W jego skład wchodził okręt dowodzenia USS Mount Olympus, lotniskowiec USS Philippine Sea, niszczyciel i trzynaście jednostek pomocniczych marynarki wojennej, a ponadto sześć śmigłowców, sześć łodzi latających i dwie latające cysterny. Towarzyszył im okręt podwodny USS Sennet.
Na pokładach potężnej flotylli znajdowały się ponad cztery tysiące ludzi — ponad trzy i pół tysiąca oficerów, marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, trzystu pracowników cywilnych i naukowców. Dowódcą armady został Richard Byrd, wówczas już admirał i uznany za bohatera weteran polarnych ekspedycji. Celem była Antarktyda."



całość:
Spoiler: PokażUkryj
"Tajemnica lotu nad Antarktydą. Co ukrywała armia USA?

Kiedy 29 listopada 1929 r., po raz pierwszy w historii ludzkości, amerykański lotnik Richard Byrd przelatywał ponad biegunem południowym, nadał przez radio niezwykły komunikat. Relacjonował, że widzi pokryty zielenią ląd, na którym pośród wolnych od lodu jezior pasły się wielkie, podobne do bizonów zwierzęta oraz poruszali się prymitywni ludzie.
Audycja radiowa została natychmiast przerwana, a słowa admirała uznano za efekt wyczerpania nerwowego lub halucynacji. Do dziś sprawa Byrda budzi emocje zarówno wśród naukowców, jak i miłośników UFO i spiskowych teorii dziejów. Do dziś nie udało się jej też wyjaśnić.
Przelot nad biegunem południowym miał być pierwszym tego typu wyczynem. Wyprawa Byrda, w której udział brały dwa statki i trzy samoloty, okazała się olbrzymim sukcesem.
W trakcie lotu, który trwał 18 godzin i 41 minut, Richard Byrd wraz z trzema członkami załogi: drugim pilotem Berndtem Balchenem, operatorem radiostacji Haroldem June i fotografem Ashleyem McKinleyem dolecieli samolotem Ford Trimotor "Floyd Bennet" do bieguna południowego i z powrotem do bazy na Lodowcu Rossa. Był to pierwszy w historii taki lot. Byrd miał wtedy 31 lat.
Amerykanie szykują się do wojny?
Kiedy lotnik wrócił do kraju, wokół jego wyprawy narosło wiele kontrowersji i legend. Najtrudniej było przejść do porządku dziennego nad nieprawdopodobnym komunikatem radiowym Byrda. Amerykańskie władze za wszelką cenę chciały uniknąć rozgłosu i skutecznie zatuszowały związaną z wyprawą aferę.
Relację uznano za efekt napięcia spowodowanego trudami wyprawy. Przecież trudno było sobie wyobrazić, że w środku lodowej pustyni Antarktydy znajduje się zielona, pełna życia oaza. Oficjalnie uznano kwestię wyprawy Byrda za zakończoną. Nie oznaczało to jednak, że amerykański rząd stracił zainteresowanie tą sprawą.
Kilkanaście lat później, 2 grudnia 1946 roku, amerykańskie bazy wojskowe opuścił potężny zespół uderzeniowy Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. W jego skład wchodził okręt dowodzenia USS Mount Olympus, lotniskowiec USS Philippine Sea, niszczyciel i trzynaście jednostek pomocniczych marynarki wojennej, a ponadto sześć śmigłowców, sześć łodzi latających i dwie latające cysterny. Towarzyszył im okręt podwodny USS Sennet.

Na pokładach potężnej flotylli znajdowały się ponad cztery tysiące ludzi — ponad trzy i pół tysiąca oficerów, marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, trzystu pracowników cywilnych i naukowców. Dowódcą armady został Richard Byrd, wówczas już admirał i uznany za bohatera weteran polarnych ekspedycji. Celem była Antarktyda.
Operacja otrzymała wojskowy kryptonim "High Jump". Amerykańskie dowództwo ogłosiło, że zamierza sprawdzić, jak w warunkach polarnych funkcjonuje sprzęt wojskowy. Jednak sam admirał Byrd, przed wyjściem armady w morze, powiedział mimochodem, że operacja "High Jump" jest wyprawą wojenną.
Oficjalni przedstawiciele marynarki nabrali jednak wody w usta i wszelkie próby uzyskania przez dziennikarzy jakiejkolwiek informacji o wyprawie spełzły na niczym. Nie dowiedzieli się niczego ponad to, że operacja "High Jump" ma charakter badawczy.

Ale nikt nie chciał w to wierzyć. Analitycy szeptali, że Amerykanie szykują się do wojny. Nikt jednak nie był w stanie wyjaśnić, z kim zamierzają się zmierzyć i jak. Żadna armia świata nie była wtedy zdolna do walki na takim terenie, poza tym kontynent był niezamieszkaną przez ludzi pustynią.

Operacja "Wysoki Skok"
Wszystko wskazywało jednak, że operacja "High Jump" była czymś więcej niż wyprawą naukową. Same przygotowania trwały ponad rok, zaangażowane zostały wielkie siły, atmosferę tajemnicy potęgował fakt, że w wyprawie uczestniczy tylu żołnierzy piechoty morskiej oraz niespotykana, jak na wyprawę naukową, liczba samolotów.
Wśród nich były też samoloty rozpoznania C-47 Dakota wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt: aparaty fotograficzne, kamery i magnetometry używane do wykrywania anomalii magnetycznych w wodzie i pod powierzchnią ziemi.

27 stycznia 1947 roku zespół uderzeniowy dotarł do wybrzeży Antarktydy i rozpoczął lotnicze rozpoznanie kontynentu. Szczególną uwagę poświęcono należącej do Norwegii Ziemi Królowej Maud. Warto wspomnieć, że w 1939 r. rościły sobie do niej prawa hitlerowskie Niemcy, nadając jej nazwę Nowej Szwabii.
Choć żaden kraj nie uznał niemieckich praw do tego terytorium, niemieckie roszczenie nigdy nie zostało oficjalnie cofnięte. Później spowodowało to fantazyjne plotki i domniemania, że ludzie, których widział Byrd, to nazistowscy uciekinierzy, którzy w ostatnich dniach wojny założyli swoje bazy na wcześniej rozpoznanym lądzie.

Na razie jednak Amerykanie zaczęli zbierać materiał fotograficzny, samoloty wykonywały dziesiątki lotów. Wydawało się, że zniknięcie z mapy Ziemi ostatniej białej plamy jest kwestią najbliższych tygodni. W tym miejscu pojawia się największa tajemnica.

Choć wyprawę zaplanowano na osiem miesięcy, nagle, zupełnie nieoczekiwanie, Byrd zarządził odwrót. Flotylla wracała do Stanów w opłakanym stanie. Stracono jeden niszczyciel, a znaczna część samolotów uległa zniszczeniu. Zginęło kilkudziesięciu marynarzy i oficerów, nieznany był los kilkunastu zaginionych.

Nikt nie wiedział, co tak naprawdę wydarzyło się u wybrzeży Antarktydy. Rząd objął prowadzone śledztwo ścisłą tajemnicą. Po powrocie admirał Byrd wraz z dowództwem wyprawy stanął przed specjalnie powołaną nadzwyczajną komisją Kongresu Stanów Zjednoczonych, a wszyscy biorący udział w wyprawie zostali przesłuchani przez wywiad.
Do prasy przedostały się jednak rewelacyjne oświadczenia admirała, w których ostrzegł on rząd o groźbie nowej wojny. Pisał, że siły zbrojne Stanów Zjednoczonych muszą natychmiast podjąć działania przeciwko myśliwcom wroga, które bazują na obszarach polarnych i które mogą odbywać podróże z bieguna na biegun z ogromną prędkością.

Mówił też publicznie o odkrytych przez siebie rejonach Antarktydy, które były porośnięte wiecznie zieloną, bujną roślinnością i ogrzewane przez wypływające z wnętrza Ziemi ciepłe źródła. Powtórzył więc to samo, co po powrocie z bieguna przed kilkunastu laty.

Sukces pełen strat
Rząd stanowczo zaprzeczył ogłoszonym przez admirała rewelacjom, a jego samego uznał za psychicznie chorego i poddał przymusowemu leczeniu psychiatrycznemu. Podobnie jak po słynnym locie Byrda sprzed kilkunastu lat oficjalnie ogłoszono, że zeznania zasłużonego i doświadczonego dowódcy są efektem rozstroju nerwowego i nie ma powodu, by traktować je poważnie.

Przedstawiciele rządu podjęli działania, by zdezinformować prasę i społeczeństwo. Nazwy jednostek biorących udział w wyprawie zostały zmienione, zdementowano informacje o stratach w ludziach i sprzęcie. Wyprawę okrzyknęli sukcesem, w jej trakcie sporządzone zostały mapy lotnicze 1390 tys. km kw. wybrzeża Antarktydy.
Wydali też kilka oświadczeń o przebiegu wydarzeń, informując, że zginął tylko jeden człowiek, którego samolot uległ wypadkowi. Wszyscy, którzy brali udział w wyprawie, zostali zobowiązani, pod groźbą sankcji, do zachowania tajemnicy.

Byrd był przesłuchiwany w obecności lekarza. Wszystko, co powiedział, zostało przedstawione prezydentowi Stanów Zjednoczonych. Admirał otrzymał "rozkaz milczenia odnośnie do wszystkiego, czego się dowiedział, w imieniu ludzkości". Został też pouczony, że jako żołnierz musi słuchać rozkazów.

Przez lata dotrzymywał obietnicy, choć stało to w całkowitej sprzeczności z wyznawanymi przez niego wartościami moralnymi. To, co widział na Antarktydzie, nie dawało mu spokoju. W 1956 roku światło dzienne ujrzał dziennik Byrda, w którym admirał opisał, co wydarzyło się w czasie jednego z lotów rozpoznawczych nad Antarktydą.

Choć nie ma żadnych dowodów na autentyczność dziennika, a jego treść była wielokrotnie negowana, informacje, jakie w nim zawarł, są szokujące. Sam Byrd pisał w dzienniku: "Wszystko to wymyka się wyobraźni i zdawać by się mogło szaleństwem, gdyby nie wydarzyło się naprawdę".

Tajemnica dziennika
Lot, który rozpoczął się 19 lutego 1947 roku o 6.10 czasu lokalnego, nie zapowiadał niczego niezwykłego i przez pierwsze cztery godziny przebiegał prawidłowo. W pewnym momencie przestały jednak działać urządzenia pokładowe, a pod samolotem, w miejscu, gdzie powinna znajdować się lodowa pustynia, rozpostarła się wielka porośnięta drzewami dolina.
Inne było jednak światło, na niebie nie było widać słońca. Byrd próbował opisać przez radio to, co widzi, połączenie z bazą zostało jednak przerwane. Na pokrywającej dolinę łące pasły się przypominające mamuty zwierzęta, a przed samolotem pojawiło się coś, co wyglądało jak miasto.

Nagle, tuż obok samolotu, pojawiły się dziwne pojazdy, które miały kształt dysku. Dakota przestała reagować na stery, a przyrządy kontrolne stały się bezużyteczne. W radiu rozległ się głos mówiący po angielsku z ledwo słyszalnym niemieckim akcentem: "Witamy panie Admirale, w naszym królestwie(…). Proszę się odprężyć, jest pan w dobrych rękach".

Samolot Byrda został sprowadzony na ziemię, tak że dotykając powierzchni, załoga odczuła jedynie lekki wstrząs. Na powitanie wyszło kilku mężczyzn. Byli wysocy i mieli blond włosy. Wprowadzili go do wnętrza jednego z budynków, jeden z mężczyzn powiedział: "Nie bój się, Admirale, będziesz miał audiencję u Mistrza…".

Według "Admiral Richard E. Byrd's Secret Diary (Feb. Mar. 1947)", czyli relacji Byrda w "Tajemnym Dzienniku" z 1947 roku, wkrótce stanęli przed obliczem mężczyzny, którego Byrd opisał jako osobę o delikatnych rysach i twarzy naznaczonej upływem czasu.

Po przywitaniu Mistrz oświadczył: "Admirale, pozwoliliśmy panu wlecieć tu, gdyż ma pan szlachetny charakter i jest pan dobrze znany w Świecie na Powierzchni". Wyjaśniając dodał, "jest pan w domenie Arian, w Wewnętrznym Świecie".


Dalsza rozmowa, w trakcie której Mistrz poruszył wszelkie istotne kwestie dotyczące naszej cywilizacji, upłynęła w przyjaznej atmosferze. Mistrz pożegnał Byrda, nakazując mu powrót do swojego świata, by rozgłosić przekazane mu wiadomości. Ostatnie słowa, jakie usłyszał Byrd, gdy wzniósł się w powietrze, brzmiały: "Zostawiamy tu pana, Admirale, pańska aparatura już działa. Auf Wiedersehen!". I Byrd znów znalazł się ponad lodową pustynią.

Co zdarzyło się w czasie wyprawy?
Jako pierwszy o istnieniu "Tajemnego Dziennika" Richarda Byrda wspomniał jeden z jego kuzynów podczas wywiadu radiowego. Od kiedy jednak o dzienniku Byrda stało się głośno, rodzina admirała oświadczyła, że nie zna rzekomego kuzyna, a sam dziennik nigdy nie istniał.
Nie bardzo wiadomo, co tak naprawdę wydarzyło się w trakcje wyprawy. Dlaczego Byrd zarządził tak nagły odwrót i kto lub co odpowiada za poniesione przez flotę straty. Jeszcze w czasie drogi powrotnej do Stanów Zjednoczonych, 5 marca 1947 r., Byrd udzielił wywiadu, który ukazał się w chilijskim dzienniku "El Mercurio".

Admirał ostrzegł w nim Stany Zjednoczone przed możliwością ataku. Apelował, by amerykańska armia była gotowa do obrony przed "inwazją kraju przez wrogie obiekty latające startujące z rejonów arktycznych".
Kolejną tajemnicą jest sam dziennik admirała. Celem operacji "High Jump" były badania Antarktydy, tymczasem sam Byrd pisze w dzienniku wyraźnie o locie badawczym w Arktyce, nad biegunem północnym. Nie wydaje się możliwe, by tak doświadczony badacz polarny pomylił się w opisie miejsca wydarzeń.

Cokolwiek jednak wydarzyło się w Antarktyce w trakcje feralnej wyprawy, musiało skłonić amerykańskie dowództwo do natychmiastowego odwrotu. Jedyny człowiek, który znał tajemnicę, zakończył swój dziennik słowami: "Być może jest to jedyna nadzieja ludzkości. Widziałem prawdę, która podniosła mnie na duchu i wyzwoliła mnie! (…) gdyż widziałem tę krainę za biegunem, ów środek wielkiego nieznanego".
W 1954 roku komitet połączonych szefów sztabów wydał rozkazy dotyczące kolejnej wyprawy wojennej na Antarktydę. Admirał Byrd został uznany z rozkazu Eisenhowera za zdrowego psychicznie i wyznaczony na dowódcę wyprawy. Operacja otrzymała kryptonim "Deep Freeze" — "Siarczysty Mróz". Tym razem Amerykanie nie kryli faktu, że jest to wyprawa wojenna, a w grę wchodzi nawet użycie broni jądrowej.

Operacja zakończyła się w 1957 r. W tym roku zmarł również Byrd."



Tajemnicza wyprawa admirała Byrda na Antarktydę…

"W lutym [2017]  minęło dokładnie 70 lat od niespodziewanego zakończenia tajnej, amerykańskiej operacji High Jump. Była to de facto inwazja. Wzięły w niej udział także siły brytyjskie oraz norweskie, możliwe że australijskie i kanadyjskie a nawet… rosyjskie (jak twierdził badacz Erich Choron). Pisano już o niej wielokrotnie, jednakże co jakiś czas pojawiają się nowe fakty, które mogą rzucić światło na wyjaśnienie tej przedziwnej zagadki.
Ekspedycja High Jump rozpoczęła się w 1946 roku (Nawiasem mówiąc, co było aż tak ważnego do zrobienia, że wysłano ich w czasie strasznej polarnej zimy, nie można było poczekać do lepszej pogody ?)

Wówczas to władzę USA wysłały „naukową” a faktycznie wojskową wyprawę na Antarktydę: kontynent na którym, wg oficjalnej nauki, praktycznie nie da się żyć z powodu, jak wszyscy wiemy, bardzo surowych warunków klimatycznych. Tak nas uczono w szkole, nikt racjonalnie myślący tego nie kwestionuje, nieprawdaż? Wiele jednak wskazuje na to, iż uczestnicy tej wyprawy mogliby nam opowiedzieć sporo o geofizyce Ziemi znacznie różniącej się od szkolnych formułek. Operacji Wysoki Skok, która została zaplanowana po przesłuchaniu załogi jednego z niewielu U-botów, który poddał się Aliantom."


całość:
Spoiler: PokażUkryj
"Tajemnicza wyprawa admirała Byrda na Antarktydę…

W lutym [2017]  minęło dokładnie 70 lat od niespodziewanego zakończenia tajnej, amerykańskiej operacji High Jump. Była to de facto inwazja. Wzięły w niej udział także siły brytyjskie oraz norweskie, możliwe że australijskie i kanadyjskie a nawet… rosyjskie (jak twierdził badacz Erich Choron). Pisano już o niej wielokrotnie, jednakże co jakiś czas pojawiają się nowe fakty, które mogą rzucić światło na
wyjaśnienie tej przedziwnej zagadki.
Ekspedycja High Jump rozpoczęła się w 1946 roku (Nawiasem mówiąc, co było aż tak ważnego do zrobienia, że wysłano ich w czasie strasznej polarnej zimy, nie można było poczekać do lepszej pogody ?)

Wówczas to władzę USA wysłały „naukową” a faktycznie wojskową wyprawę na Antarktydę: kontynent na którym, wg oficjalnej nauki, praktycznie nie da się żyć z powodu, jak wszyscy wiemy, bardzo surowych warunków klimatycznych. Tak nas uczono w szkole, nikt racjonalnie myślący tego nie kwestionuje, nieprawdaż? Wiele jednak wskazuje na to, iż uczestnicy tej wyprawy mogliby nam opowiedzieć sporo o geofizyce Ziemi znacznie różniącej się od szkolnych formułek. Operacji Wysoki Skok, która została zaplanowana po przesłuchaniu załogi jednego z niewielu U-botów, który poddał się Aliantom.

Styczeń 1947:

statki Navy (Amerykańskiej Marynarki Wojennej) docierają na ten zimny, niegościnny kontynent: 14 okrętów, ok. 4 tys. żołnierzy, oraz polarnicy i badacze (tylko 25 osób !). Oficjalnym celem wyprawy były badania naukowe, założenie bazy Little America IV i przeprowadzenie ćwiczeń.



Miesiąc później:

wyprawa zostaje nagle przerwana! Oficjalnie z powodu ciężkich warunków pogodowych, bardzo niskich temperatur itd. Ekspedycja zaplanowana na pół roku ucieka w popłochu z Antarktydy… Jak donosi portal http://niewiarygodne.pl, istnieje teoria, iż Amerykanie zapędzili się na obszar tzw, Ziemi Królowej Maud, będącej pod protektoratem Norwegii. A poprzednio było to terytorium zwane Nową Szwabia, kontrolowane przez III Rzeszę…

Co tam się mogło wydarzyć?

Tu należy chociaż zasygnalizować niezwykle ciekawa, mroczna jednakże koncepcję tzw. Czwartej Rzeszy: wg niej Niemcy nie całkowicie przegrały II Wojnę Światową, gdyż zawarły tajny pakt z Aliantami i olbrzymia ilość ludzi i sprzętu została starannie ewakuowana do Ameryki Południowej oraz… właśnie na Antarktydę! Nazistowskie Niemcy trzymały w szachu swych przeciwników groźbą użycia jakiejś innowacyjnej broni masowej zagłady. A Trzecia Rzesza zawsze miała plan B… Wg tej alternatywnej historii II wojna Światowa niestety nie zakończyła się w maju ’45, a brytyjskie ekspedycje militarne penetrowały Arktykę jeszcze długo potem, po co ?! Oraz Antarktydę, w ramach tajnej operacji Tabarin.

Co szokuje najbardziej: wyprawa jankesów poniosła straty na Antarktydzie! Prawie stu żołnierzy nie wróciło z tej niefortunnej eskapady, przepadły w ramach tej niefortunnej ekspedycji także samoloty, a niszczyciel USS Murdoch został zniszczony i zatonął… Brzmi jak science -fiction, bo kto miałby niby przegonić niezwyciężonych Amerykanów z tego bezludnego kontynentu?


Jeszcze dziwniejszy jest wywiad, udzielony w powrotnej drodze do Stanów przez Admirała chilijskiej gazecie El Mercurio (5 marca 1947, “Na pokładzie Mount Olympus w czasie sztormu”, z Byrdem rozmawiał niejaki Lee van Atta), gdy ów stwierdził że « Ameryka jest w niebezpieczeństwie, gdyż może zostać zaatakowana przez samoloty nadlatujące z jednego lub obu biegunów » ( ???). Taka jest wg niego gorzka rzeczywistość. Artykuł nie ukazał się nigdzie po angielsku… (ale o niefortunnej wyprawie wspominały inne pisma jak np. francuski „Science et avenir” – Nauka i przyszłość). Byrd potem potwierdził że informacje o tym zagrożeniu mają źródło w jego osobistej wiedzy, wziętej z doświadczenia pobytu na obu biegunach.


Wywiadów już więcej nie było… Admirał po powrocie miał w ojczyźnie spore kłopoty – mimo iż wiernie powtórzył przesłanie otrzymane na Antarktydzie (Broń nuklearna może zniszczyć prawie całkowicie życie na Ziemi i ludzkość powinna z niej zrezygnować póki jeszcze czas…), został zmuszony do milczenia tajemnicą wojskową. Oficjalnie uznano go za psychicznie chorego: jednakże po kilku latach rzekomego wariata przywrócono do łask na mocy rozkazu prezydenta Eisenhowera i… pokierował kolejną wyprawą na mroźne Południe!
Kolejna operacja zwała się Deep Freeze (Siarczysty Mróz). Jej celem miało być ewentualne użycie broni nuklearnej przeciwko… niemieckiej tajnej bazie211? Co Byrd zobaczył w 1947 roku na Antarktydzie ?

Należy zaznaczyć że miał on już doświadczenie w takich polarnych wyprawach, w 1927 jako pierwszy przeleciał Atlantyk wielosilnikowym samolotem, szczęśliwie lądując po 46 godzinach lotu na Morzu północnym dwieście metrów od francuskiego brzegu. Był bohaterem narodowym. Doleciał także na biegun południowy. A w 1938 roku odwiedził Niemcy na zaproszenie nazistowskiego rządu jako specjalista od wypraw polarnych.


W tymże roku odbyła się dużą niemiecka ekspedycja na Antarktydę i założono bazę Neuschwaben. Prawdziwy cel tej wyprawy jest nadal w sferze domysłów. Wówczas naziści zrzucili na lód flagi ze swastyką, biorąc sobie niejako w posiadanie prawie jedną czwartą tego kontynentu. Jeden z dowódców niemieckich wodolotów opowiedział potem, iż odkryli coś w rodzaju oazy ze świeżą wodą i przyjemnym klimatem.

Pamiętajmy też o publicznej, tajemniczej wypowiedzi hitlerowskiego admirała Karl Doenitza: „Nasze okręty podwodne odkryły prawdziwy raj na Ziemi…” zaś wg rosyjskiego ufologa Ivanienki 10 tys. Ukrainek o typowo słowiańskiej urodzie oraz 2,5 tyś doborowych żołnierzy Waffen SS zostało przetransportowanych w 1942 roku do antarktycznego Neuschwaben land, by rozwinąć tam aryjską populację.

Istnieje współczesne nam sprawozdanie słynnego podróżnika i himalaisty Reinholda Messnera, który wałęsając się po Antarktydzie natrafił kiedyś na olbrzymi, zagrodzony obszar: wkrótce pojawili się wartownicy, na których nie zrobiło najmniejszego wrażenia kim jest i zagrozili mu śmiercią o ile się zaraz nie wyniesie… a przecież oficjalnie oprócz czterdziestu całorocznych baz badawczych, pingwinów, bezkresnych lodowych pól i klifów tam nic nie ma!


Zaginęli też kiedyś naukowcy we wschodniej Antarktydzie, odnaleziono ich zszokowanych i wystraszonych. Gdzie byli ? Takich historii jest wiele.

Pamiętnik Richarda Byrda zawiera niewiarygodne i jakże niewygodne informacje o tym, co widział na Białym Lądzie: „Tereny całkowicie wolne od lodów, zieloną dolinę ogrzewaną przez ciepłe źródła prawdopodobnie pochodzenia wulkanicznego, rzekę, zwierzęta podobne do mamutów…” Zawiera także historię kontaktu niezłomnego polarnika z podziemną cywilizacją blondwłosych Arian, dysponujących zapierająca dech w piersiach techniką.

Pamiętnik oczywiście uznano potem za fikcyjny… Niesamowite historie ocalałych z wyprawy żołnierzy także: np. o latających dyskach wylatujących spod wody. Na szczęście internetu wtedy nie było, dużo łatwiej natomiast było zamaskować te wszystkie objawy „szaleństwa”.
Inne źródła mówią o podziemnej antarktycznej stolicy Czwartej Rzeszy zwanej Nowym Berlinem…

Oczywiście, w tym temacie wiele już napisano, jest mnóstwo sprzecznych informacji, a raczej dezinformacji na powyższe tematy: wygląda na to, że komuś bardzo zależy, by nawet jeśli ktokolwiek uwierzyłby w ukryte w jaskiniach Antarktydy nazistowskie mini państewko, uspokoił się pod wpływem dezinformacji, iż wszyscy tam albo poddali się w końcu Amerykanom albo umarli ze starości i gigantyczna baza została zniszczona oraz porzucona, a w jej okolicy znajduje się aktualnie oficjalna, naukowa niemiecką placówka badawcza Neumeier…


W 2004 roku jednakże kanadyjscy piloci sfotografowali nad Antarktydą szczątki latającego dysku, leżącego w lodowym kraterze. Gdy wkrótce wysłano w to miejsce grupę badawczą, wraku już nie było… Lodowy kontynent nadal zawzięcie chroni swe mroczne tajemnice.
A w 1956 roku, niedługo przed śmiercią Richard Byrd dopisał w swoim pamiętniku: wykonałem swój obowiązek wobec tego gigantycznego kompleksu militarno przemysłowego. (…) Nadchodzi czas, gdy racjonalne podejście ludzkości straci na wartości i trzeba będzie zaakceptować nieuniknione! (…) Jasne światło Prawdy zaświeci znowu. GDYŻ WIDZIAŁEM TĘ KRAINĘ ZA BIEGUNEM, środek wielkiej Tajemnicy."
Ważne żeby narzekać...