Po meczu z Holandią wszyscy oszaleli. Wszyscy spodziewali się przegranej z wielka kompromitacja, ale przegraliśmy. Niektórzy powiedzą, że to "zwycięska porażka", rozumiem, że byliśmy już na dnie, morale nie były najlepsze, ale my zagraliśmy przeciętny mecz ... nie graliśmy jakbyśmy grali o życie, graliśmy w miarę poprawnie z rokowaniami na przyszłość, bo trzeba zaznaczyć, że Holandia była przeciętna, a i tak jakoś nie walczyli o życie - moim zdaniem zagrali by zagrać, trochę im nie wychodziło, ale nikt nie robi tragedii. Ugrali co chcieli.
Niestety nam głupawka się udziela, po pierwszym meczu przegranym. Zawsze był mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor - niewiele się zmieniło. Przegraliśmy mecz otwarcia i to trzeba podkreślać, bo my nic nie osiągnęliśmy, dalej jesteśmy w punkcie 0, gdzie musimy wygrać z Austrią. Po meczu Austria - Francja będziemy trochę mądrzejsi. Wszyscy liczyli na blamanż, wstyd i to się nie wydarzyło, ale to nie znaczy, że mamy popadać w hurra optymizm. O ile jestem w stanie zrozumieć, że w dniu meczu niektórzy popadli w euforię i za bardzo popłynęli, to dzień po meczu powinniśmy już na chłodno przeanalizować to, co się stało i wrócić do rzeczywistości.