Autor Wątek: Liryka/Poezja  (Przeczytany 2744 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline kaczogród

Liryka/Poezja
« dnia: Cz, 23 Maj 2019, 23:45:03 »
Adam Asnyk
,,Tęsknota"

Spoiler: PokażUkryj
Obłoki, co z ziemi wstają
I płyną w słońca blask złoty,
Ach, one mi się być zdają
Skrzydłami mojej tęsknoty.

Te białe skrzydła powiewne
Często nad ziemią obwisną,
Łzy po nich spływają rzewne,
Czasem i tęczą zabłysną

Gwiazdy co krążą w przestrzeniach
Po drogach nieskończoności,
Są one dla mnie w marzeniach
Oczami mojej miłości.

Patrzą się w ciemne odmęty
Te wielkie ruchome słońca...
I ja miłością przejęty,
Patrzę i tesknię bez końca.


Tomas Tranströmer
,,Ostinato"

Spoiler: PokażUkryj
Pod kołującą kropką ciszy myszołowa
wytacza się na światło dzienne grzmiące morze
żuje ślepo swą uzdę z morszczynów i parska
pianą po wybrzeżu.

Ciemności kryją ziemię którą wnet nietoperz
namierza. Myszołów zastyga i staje się gwiazdą.
Morze wytacza się z hukiem i parska
pianą po wybrzeżu.
,,le monde est absurde"

Offline LordDisneyland

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #1 dnia: Pt, 24 Maj 2019, 01:10:21 »
Seamus Heaney

Opowiadanie żony
 
Gdy rozłożyłam wszystko na lnianym obrusie
Pod żywopłotem, krzyknęłam, żeby przyszli.
Szum i klekot młockarni kończył się nareszcie
I taśma zatoczyła obrót i stanęła
Z wiszącą słomą nie wetkniętą do gardzieli.
Było tak cicho, że słyszałam, jak ich buty
Depczą ściernisko o dwadzieścia kroków dalej.

On się rozłożył, mówiąc: "Daj tym ludziom najpierw.
Mnie się nie spieszy", i zaczął skubać trawę
I rzucać źdźbła za siebie. "Wygląda nieźle".
(Z uznaniem skinął na to białe płótno w trawie)
"Powiem tak: baba umie nakryć nawet pole
Choć takich jak my mało wzruszają nakrycia".

Puścił oko i spojrzał jak napełniam kubek
I smaruję te grube pajdy, które lubi.
"Omłoty lepsze niż myślałem i w dodatku
To dobre czyste ziarno. Idź i zobacz sama".
Za każdym razem muszę chodzić coś oglądać
Chociażbym nawet nie wiedziała dobrze, co.

Ale włożyłam rękę do półpełnych worków
Wiszących przy otworach. Było twarde jak śrut
Chłodne i nieprzeliczone. Worki ziewały
W stronę zsuwni, co szła od umilkłego bębna,
A w ziemię wbite były widły, pochylone
Jak oszczepy po jakiejś zapomnianej bitwie.
Na powrót, przez ściernisko, wróciłam między nich.

Leżeli wśród skórek i resztek pożywienia
Paląc i nic nie mówiąc. "Dobre zbiory, nie? -
Powiedział z taką dumą, jakby sam był ziemią -
Wystarczy tego i na mąkę, i pod zasiew".

I tyle. Podeszłam, pokazał mi to wszystko,
A ja przestałam wtedy być już im potrzebna.
Pozbierałam kubki, zwinęłam serwetę i
Poszłam. Lecz oni dalej się wylegiwali
Rozpięci, wyciągnięci błogo, pod drzewami.


przekład -Piotr Sommer







PS Dobry pomysł...dopóki nie zacznę po raz kolejny cytować Sajnoga.

Offline kaczogród

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #2 dnia: Wt, 28 Maj 2019, 23:30:51 »
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Zwiesić głowę - ostentacyjnie -
A potem zdać sobie sprawę,
Że nieśmiertelny umysł
Nie taką ma przyjąć postawę -

To budzi podejrzenie,
Że w tak splątanej gestwinie -
I ty - na płaszczyźnie mgiełki -
Udajesz pajęczynę.


,,le monde est absurde"

Offline LordDisneyland

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #3 dnia: Pt, 31 Maj 2019, 06:56:24 »


Philip Larkin-
PAŁAC ZIMOWY


Ludziom na ogół z wiekiem stopniowo przybywa wiedzy:
Nie dla mnie wasze proste reguły, drodzy koledzy.

Przez całe moje drugie ćwierćwiecze starałem się dzielnie
Wyzbyć nauk wpojonych przez szkoły tudzież uczelnie.

I nie wchłonąć niczego, co później się działo na świecie.
Dziś nic mi nie mówią nazwiska, na które natrafiam w gazecie,

Nie poznaję znajomych i odwracam się do nich tyłem,
Lub twierdzę, że nigdy nie byłem gdzieś, gdzie wiadomo,
że byłem.

Najlepiej będzie, jeśli zdołam wreszcie samą
Przyczynę białych plam uczynić białą plamą.

Nie będę wiedział nic. Umysł, pełen niczego,
Zamknie się wtedy w sobie, podobny polom, śniegom.

[przełożył S.Barańczak]

Offline kaczogród

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #4 dnia: Nd, 16 Czerwiec 2019, 20:53:13 »
Trzynaście sposobów spoglądania na kosa - Wallace Stevens

I
Pośród dwudziestu śnieżnych gór
Jedyną rzeczą w ruchu
Była źrenica kosa.

II
Mój umysł nie mógł się zdecydować
Na żadne z trzech wyjść:
Był jak korona drzewa, w której śpiewają trzy kosy.

III
W jesiennych wiatrach zawirował kos.

Była to drobna rólka w pantomimie.

IV
Mężczyzna i kobieta
Są jednością.
Mężczyzna, kobieta i kos
Są jednością.

V
Sam nie wiem, co wolę:
piękno modulacji głosu
czy piękno aluzji do głosu,
kosa, gdy gwiżdże,
czy kosa zaraz potem.

VI
Sople zapchały całe długie okno
Barbarzyńskim szkłem.
Cień kosa
Przefrunął przez nie tam i z powrotem.
Nastrój
Wytopił w cieniu
Nie dającą się rozszyfrować przyczynę.

VII
O, chudzielcy z miasta Haddam,
Czemu zwidują wam się złote ptaki?
Czy nie widzicie, jak kos
Drepcze wokoło stóp
Kobiet, które macie u boku?

VIII
Znam podniosłe akcenty
I klarowne, niechybne rytmy;
Ale wiem też.
Że kos ma swój udział
W tym, co znam.

IX
Gdy kos odfrunął poza zasięg wzroku,
Odlot wykreślił obwód
Jednego z wielu kół.

X
Na widok kosów
Lecących w zielonym świetle
Nawet sprośności euforii
Odezwałyby się ostrym, czystym krzykiem.

XI
Jeździł po Connecticut
W szklanym powozie.
Pewnego razu przeszył go lęk,
Że przez pomyłkę wziął
Cień swego ekwipażu
Za stado kosów.

XII
Rzeka toczy się.
Kos musi fruwać.

XIII
Przez całe popołudnie trwał wieczór.
Padał śnieg
I zanosiło się na więcej śniegu.
Kos siedział
W konarach cedru.
 
tłum. Stanisław Barańczak
,,le monde est absurde"

Offline Amer

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #5 dnia: Nd, 16 Czerwiec 2019, 22:39:33 »
Ryszard Milczewski-Bruno — Przyszedłem straszyć

Mamo przyszedłem straszyć
W ciemno jakoś trudno się zawłóczyć
A w nowych butach stopy cierpną
W winogrady mieliście ustroić dom
A wy ubranie mi nowe krawat w paski
Oraz tę trumnę dziwną bo z judaszem
W wieku i kwiatem za głową —
A trzeba było wykończyć podłogę w kuchni:
Deski od kilku lat przepija ojciec w szynku
— —
Bo u mnie morowo i dostojnie
Nie ma zegarów nikt się nie spieszy
Tylko pan Leśmian jest to go znów nie ma
Jakby na złość poszedł dusiołki płoszyć — —
Że trudno się jakoś zawłóczyć w ciemno
Więc przyszedłem mamo straszyć

(Poboki, 1971)

Poloniusz: Cóż czytasz, mości książę?
Hamlet: Dymki, dymki, dymki.

Offline LordDisneyland

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #6 dnia: Cz, 20 Czerwiec 2019, 03:46:47 »
Rudolf Jurolek



* * *


Co robię, kiedy nic nie robię.
Na przykład.
Drapię się za uchem.
Myślę. Tylko tak. O tym, co pierwsze wpadnie mi do głowy.
Siąkam do zmiętej chusteczki.
Powoli kroczę polną drogą.
Spotykam grupę włoskich turystów i turystek.
Do jednej w groszkowym podkoszulku się uśmiechnę.
I ona do mnie.
To wszystko.


(tłumaczenie- F. Nastulczyk)

Offline Amer

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #7 dnia: Cz, 20 Czerwiec 2019, 23:44:05 »
Tytus Czyżewski — Kolenda

Ho la o la
pastyrze łode pola
du dy u dy
pastyrze łode budy
idźcie do stayenki
do świentej Panienki
i Grzegórz karbowy
pisarz prowentowy

hu hu u hu
bieżajcie co duchu
ekonom kulawy
wstańcie wszyscy z ławy
i ty Józek spyrka
złaźże z tego wyrka
od miodu i strawy
ty Franek kaprawy
idźcie do stayenki
do świentey Panienki

ho la o la
pastyrze ze pola
weźcie dwa barany
móy Yanie kochany
miodu ze dwa dzbany
syrek pobielany
cepy i siekiere
skrzypeczki i lirę
wilcy się zwiadują
u — a nawołują
barana porwali
w boru rozerwali
z krzywemi rogami
z czornemi kudłami
zebrali się chłopy
i przyszli do szopy
po śniegu po grudzie
dziwili się ludzie
przyśli do stayenki
do świentey Panienki
wół osioł chuchayą
głowami kiwają
przylecieli ptacy
cip cip cip cy a cy
pastyrze bekayą
na skrzypeczkach grayą
a Kajtek na drumli
a — u Burek skumli
tiu — li u — li
nie bec przy matuli
i basista hu — hu
gładzi bas po brzuchu
stanęli w stayence
przy świentey Panience

wchodzą trzej królowie
w koronach na głowie
ze garbatym wielbłondem
przyechali londem
i pieknie ubrani
złotem haftowani
znoszą wielkie dary
w szkatule talary
e mu e mu
gwarzą po swoyemu
li li li li i li
wszyscy się dziwili
a Dzieciątko kwili
pastyrze klękayą
cuda oglądayą
gwiazda zaświeciła
na niebie zatliła
nad szopą schyliła
u by u by mu by
poklękały buby
tiu li tiu li u li
uśniyże matuli
w słomianej stayence
przy świentey Panience

(1919)


(Pastorałki, 1925)
« Ostatnia zmiana: Śr, 10 Lipiec 2019, 22:56:47 wysłana przez Amer »
Poloniusz: Cóż czytasz, mości książę?
Hamlet: Dymki, dymki, dymki.

Offline LordDisneyland

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #8 dnia: Pt, 21 Czerwiec 2019, 23:05:04 »


Seamus Heaney


Otchłań


Rybacy z Ballyshannon
Razem z łososiami
Złowili zeszłej nocy niemowlę.
Nieślubne nasienie,

Malec na powrót oddany
Wodom. Lecz jestem pewien
Że kiedy stała na płyciźnie
Zanurzając go czule,

Aż zziębnięte kostki przegubów
Zmartwiały jak żwir,
Był płotką i hakiem
Rozdzierającym ją na wskroś.

Brnęła przez wodę pod
Znakiem swego krzyża.
Jego wyciągnięto z rybami.
Odtąd otchłań będzie

Zimnym odblaskiem dusz
Spod dalekiego pasma morza.
Nawet nie zagojone dłonie Chrystusa
Pieką i nie mogą tam łowić.




Tłumaczenie: Piotr Sommer

Offline Amer

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #9 dnia: Śr, 10 Lipiec 2019, 22:29:33 »
Hans Arp — Kacper nie żyje

biada nasz poczciwy kacper nie żyje.
kto ukryje teraz płonącą flagę w obłocznym warkoczu
i każdego dnia spłata po jednym czarnym figlu.
kto zakręci młynkiem do kawy w prastarej beczce.
kto wywabi idylliczną sarnę ze skamieniałej torby.
kto utrze nosa okrętom parapluis wymionom wiatru bartnikom
wrzecionom ozonu i oczyści piramidy z ości.
biada biada biada nasz poczciwy kacper nie żyje. o święty jacku
z pierogami kacper nie żyje. sianoryby kłapią rozdzierająco z żalu
w dzwonnicach stodół gdy ktoś wymawia jego imię. dlatego ja
szepczę dalej jego nazwisko kacper kacper kacper.
dlaczego nas opuściłeś. w jaki kształt przyobleka się teraz twoja
piękna wielka dusza. czy stałeś się gwiazdą czy też łańcuchem
wody przytwierdzonym do gorącego wichru czy wymionem czarnego
światła czy może przezroczystą cegłą na jękliwym bębnie
skalistej istoty.

(wiersz niekompletny)

(Tłumaczył anonim)
Poloniusz: Cóż czytasz, mości książę?
Hamlet: Dymki, dymki, dymki.

Offline LordDisneyland

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #10 dnia: Nd, 14 Lipiec 2019, 00:51:55 »
Julian Przyboś

    Drzewiej


Stamtąd szło się odleglej – wąwozem,
utopionym w głębokim cieniu,
tam gdzie z opuszczonymi ramionami ścieżyn
pustkowie rozpłakało się w brzozę.

Powiew gałęzie liśćmi szeptanymi szerzył.

Pnie, zabłąkane w zieleni, szły pomimo woli,
okrążając się własnymi ciałami: rosły.

Za potokiem rozłóg gałęził się i pienił
i co krok było cieniściej i drzewiej.

Od stóp idących świat się zagęszczał i krzewił
od niebrzepytej głuszy, skąd łąka zamierzchła
uchodziła do dolin.
- –
Na liścia mgnienie
zdało się: pustką, zapomnieniem wiosny,
porębą, którą gałęzie uniosły,
białonoga brzezina przeszła.


Offline kaczogród

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #11 dnia: Cz, 25 Lipiec 2019, 21:00:06 »
Marcin Świetlicki - Dla Jana Polkowskiego

Trzeba zatrzasnąć drzwiczki z tektury i otworzyć okno,
otworzyć okno i przewietrzyć pokój.
Zawsze się udawało, ale teraz się nie
udaje. Jedyny przypadek,
kiedy po wierszach
pozostaje smród.

Poezja niewolników żywi się ideą,
idee to wodniste substytuty krwi.
Bohaterowie siedzieli w więzieniach,
a robotnik jest brzydki, ale wzruszająco
użyteczny — w poezji niewolników.

W poezji niewolników drzewa mają krzyże
wewnątrz — pod korą — z kolczastego drutu.
Jakże łatwo niewolnik przebywa upiornie
długą i prawie niemożliwą drogę
od litery do Boga, to trwa krótko, niby
splunięcie — w poezji niewolników.

Zamiast powiedzieć: ząb mnie boli, jestem
głodny, samotny, my dwoje, nas czworo,
nasza ulica — mówią cicho: Wanda
Wasilewska, Cyprian Kamil Norwid,
Józef Piłsudski, Ukraina, Litwa,
Tomasz Mann, Biblia i koniecznie coś
w jidysz.

Gdyby w tym mieście nadal mieszkał smok
wysławialiby smoka — albo kryjąc się
w swoich kryjówkach pisaliby wiersze
— maleńkie piąstki grożące smokowi
(nawet miłosne wiersze pisane by były
smoczymi literami…)

Patrzę w oko smoka
i wzruszam ramionami. Jest czerwiec. Wyraźnie.
Tuż po południu była burza. Zmierzch zapada najpierw
na idealnie kwadratowych skwerach.
,,le monde est absurde"

Offline LordDisneyland

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #12 dnia: Cz, 25 Lipiec 2019, 22:36:31 »
Długie lata uważałem, że Świetlicki wielkiej szkody tym wierszem narobił :/





Dagmara Kraus

GALANT

gdyby casanova wiedział
że po niemiecku nazywa się neuhaus
nie byłby prawdopodobnie taki próżny
zatrudniłby się w pierwszej lepszej instytucji ubezpieczeniowej
w wieku dwudziestu lat założył rodzinę
jako kustosz czasu wolnego osiedlił się
na skraju friulskiego miasteczka
i zamknął na cztery spusty
wszystkie swoje romanse i ballady

gdyby neuhaus wiedział
że po włosku nazywa się casanova
zaraz by sobie coś uroił
opuścił żonę i dzieci
zawiesił na kołku zawód buchaltera
ujawnił się jako fetyszysta platform chopine i
specjalnie w tym celu przyciętym piórem kaligraficznym
zaczął prowadzić szczegółowy dziennik
swoich podbojów miłosnych

NOMEN EST OMEN

                                                                       Przełożył: Ryszard Wojnakowski
« Ostatnia zmiana: Cz, 25 Lipiec 2019, 22:48:04 wysłana przez LordDisneyland »

Offline Amer

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #13 dnia: Cz, 01 Sierpień 2019, 16:48:53 »
Kurt Schwitters — Do Anny Blume

O kochanko mych dwudziestu siedmiu zmysłów,
kocham ci! — Ty twego cię ci, ja ci, ty mi.
— My?
To (zresztą) nie należy do rzeczy.
Kim jesteś, niepoliczona białogłowo? Jesteś
— — jesteś? — Ludzie mówią, jakoby byłaś, niech
mówią, oni nie wiedzą, co w trawie piszczy.
Nosisz kapelusz na nogach, a spacerujesz
na ręce, na rękach spacerujesz.
Halo, twoje czerwone suknie, rozpiłowane na białe fałdy.
Na czerwono kocham Annę Blume, na czerwono kocham ci! — Ty
twego cię ci, ja ci, ty mi. — My?
To (zresztą) należałoby włożyć w zimny żar.
Czerwona Blume, czerwona Anno Blume, co mówią ludzie?
Pytanie konkursowe:
1) Anna Blume ma kota.
2) Anna Blume jest czerwona.
3) Jakiego koloru jest kot?
Błękitny jest kolor twoich żółtych włosów.
Czerwone jest miauczenie twojego zielonego kota.
Ty prosta dziewczyno w codziennej sukience, ty słodkie
zielone zwierzę, kocham ci! — Ty twego cię ci, ja
ci, ty mi. — My?
To (zresztą) należałoby włożyć między rozżarzone węgle.
Anna Blume! Anna, a-n-n-a, skraplam twoje
imię. Twoje imię kapie jak miękki łój wołowy.
Czy wiesz, Anno, czy wiesz już o tym?
Można cię czytać także od tyłu, i ty, ty
najwspanialsza ze wszystkich, jesteś z tyłu taka sama
jak z przodu: „a-n-n-a".
Łój wołowy kapie głaszcze mnie po plecach.
Anna Blume, ty kropliste zwierzę, kocham ci!

(1919)
Poloniusz: Cóż czytasz, mości książę?
Hamlet: Dymki, dymki, dymki.

Offline LordDisneyland

Odp: Liryka/Poezja
« Odpowiedź #14 dnia: Śr, 13 Listopad 2019, 00:40:24 »
           Robert Frost

Wszystko, co złote, krótko trwa

Zło­tem przy­ro­dy - pierw­sza zie­leń;
Po niej - już nic prócz spło­wień, zbie­leń.
Roz­kwi­tu szczyt - to pierw­szy li­stek,
Lecz przez go­dzi­nę le­d­wie: wszy­stek
Zwy­kle­je w liść na­tych­miast po­tem.
Tak Eden zsza­rzał nam w zgry­zo­tę,
Tak świt nam blak­nie w świa­tło dnia.
Wszyst­ko, co zło­te, krót­ko trwa.