Taaa ludziki z korpo zasilają budżet... Ale inni pracujący już nie. Choć gdzie indziej masz rację tak tutaj to fikołek. Kim są ci ludziki z korpo? Ci, którzy robią na obcy kapitał?
Napisałem:
"Najwięcej podatków odprowadzają ludzie prowadzący
firmy i
ludziki z korpo. "
Prosto: jak ktoś zarabia 3x minimalną to odprowadza w przybliżeniu 3 razy tyle podatków co osoba na minimalnej. W przybliżeniu, bo jak wpadniesz w drugi prób podatkowy, to płacisz dodatkowy podatek od "bogactwa". Czyli 10 ludzików z klasy średniej, zapłaci tyle podatku co 30 ludzików z klasy najniższej. Plus są ulgi dla najbiedniejszych, ale nie dla średniaków.
Co do obcego kapitału, nie wiem po co ten wkręt, bo tak się składa, że bardzo dużo osób na minimalnej pracuje dla obcego kapitału, wszyscy pracownicy Żabek, Biedronek, Lidlów, firmy kurierskie, nawet Egmont, to wszystko jest obcy kapitał. Jak ktoś sprzedaje chińszczyznę na Allegro, to de facto też pracuje dla obcego kapitału, Polska jest rynkiem zbytu dla zagranicznych firm, tak to działa. Ale podatki są realne, nieważne czy wypracowane dla zagranicznej firmy czy dla Polskiej, jeśli z mojej pensji idą pieniądze do budżetu, to zasilam budżet Polski.
Każdy pracujący dokłada do budżetu cegiełkę. Najwięcej oczywiście firmy, ale w nich multum osób robi za najniższą. A kto kupuję produkty i usługi tychże firm? Praktycznie wszyscy. I tak to się kręci. Jedni bez drugich nie istnieją.
Tak, ale mają różny w tym udział. To jest kluczowe, jeśli odprowadzę tyle podatku co 3 rodziny, to jednak jest różnica. Odprowadzę, bo nie dostaję z budżetu 1600 zł co miesiąc na dwójkę dzieci, nie korzystam z darmowej opieki zdrowotnej, nie otrzymuje żadnych ulgi, rent, ani innych bonusów, w tym roku nie dostałem nawet złotówki od państwa, za to przy rozliczeniu PIT musiałem jeszcze dopłacić. Specjalnie nie narzekam, bo wiem, że ludzie prowadzący własne firmy są drenowani jeszcze mocniej.
Największym problemem tutaj jest brak firm państwowych jak w Norwegii, których zysk powiązany z budżetem. Niestety polskie firmy to głównie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa. Większość największych graczy na rynku w tym sektor bankowy to zagraniczne podmioty, do których trafiają niemałe nasze pieniądze. Dlatego nie będzie lepiej.
Nie wiem jak jest w Norwegii, ale Polskie firmy państwowe sobie nie radzą. Zamówiłem prezent na Wielkanoc z innego kraju UE, Poczta Polska wiozła paczkę z sortowni w Warszawie do Poznania przez tydzień (sic!), na koniec dostałem awizo zamiast paczki, mimo iż byłem cały dzień w domu. Tego samego dnia poszedłem z awizo na pocztę i dowiedziałem się, że paczkę będę mógł odebrać następnego dnia. Dlaczego? Bo mimo iż kurier ma wszystkie paczki w busie, to zamiast je dostarczać, roznosi awizo. Po co w takim razie wozi paczki? Pewnie po to, żeby spalić więcej paliwa.
Chcesz mi powiedzieć, że powinienem korzystać z Poczty Polskiej zamiast z zagranicznego InPostu? To ja podziękuję, z absurdami wole mieć do czynienia tylko w komiksach.
I druga kwestia. Zresztą jeśli dla ciebie wychowywanie dziecka to nicnierobienie to pokazuje, że o tym nie masz zielonego pojęcia. Masz w ogóle dzieci?
Bieda była/jest ale rozwiązaniem nie jest zabieranie jednym żeby dać drugim, bo to jest tylko przesypywanie z kupki na kupkę, a nawet gorzej, osoby zaradne z większymi możliwościami, mają w ten sposób podcinane skrzydła. Najlepszym przykładem są właściciele małych i średnich firm, którzy nie mogą się rozwijać, przez obciążenia podatkowe i biurokrację. Ostatnio mówił o podobnych absurdach Roman Kluska,
zachęcam posłuchać.
I druga kwestia. Zresztą jeśli dla ciebie wychowywanie dziecka to nicnierobienie to pokazuje, że o tym nie masz zielonego pojęcia. Masz w ogóle dzieci?
Zaczyna się. Samo wychowywanie dzieci nie dokłada się do budżetu, dziecko jest obciążeniem dla państwa, ponieważ ma szereg darmowych świadczeń (socjalne, opiekę zdrowotną, ulgi podatkowe, edukację publiczną), a samo nie pracuje. Mało tego, jeśli rodzice samodzielnie wychowują dziecko, to także pochłania zasoby czasu i energii rodziców. Wychowywanie dzieci jak najbardziej można nazwać ciężką pracą, ale to nie jest praca o jakiej tutaj rozmawiamy, wychowywanie dzieci nie napełni budżetu pieniędzmi, a wręcz na odwrót, drenuje ten budżet. Dzieci mogą być inwestycją, ale nie zawsze są, bo jeśli dziecko kiedy dorośnie postanowi żyć na socjalu, to zwrot z inwestycji nie nastąpi. Jeśli dziecko po dorośnięciu postanowi wyjechać z kraju i zamieszkać w innym, tam żyć, pracować i odprowadzać podatki, to również taka inwestycja nigdy się nie zwróci. Mam nadzieję, że trochę wyjaśniłem jak to wygląda z punktu widzenia ekonomii, a nie z emocjonalnego punktu widzenia tatusia i mamusi. Życzę Twoim dzieciom aby spłaciły swój dług z nawiązką, tak jak sam to zrobiłem.