Ha! A już sądziłem, że
z tej mąki chleba nie będzie. Dobrze się czasem pomylić.
"Rewolucje" to jedna z moich ulubionych polskich – i w sumie nie tylko polskich – serii komiksowych. Intrygujące fabuły; charakterystyczne, robiące klimat rysunki; przemyślane kolory. No i te skutnikowe postaci! Zdecydowanie najbardziej cenię tomy 6. i 7., czyli
"Na morzu" i
"We mgle".
Żeby jednak nie było tak różowo, to muszę przyznać, że od
"Apokryfów" (ostatniej do tej pory części) się odbiłem, w pewnym momencie przerywając lekturę. Miałem poczucie, że ten komiks – mimo dużej elastyczności "Rewolucji" – został trochę na siłę pod tę serię podpięty. Ot, zbiór historii wyciągniętych z
dna szuflady – sytuacja podobna do "Komiksów znalezionych na strychu"... Pewnie warto byłoby jednak dać "Apokryfom" drugą szansę. Kilka miesięcy temu ponownie sięgnąłem po wspomniane
"Komiksy znalezione na strychu", które przed laty zdecydowanie nie przypadły mi do gustu, i była to całkiem przyjemna lektura. Tytuł bez fajerwerków, nierówny (jak to przeważnie bywa z tego typu zbiorami), ale w ostatecznym rozrachunku dający pewną satysfakcję – choć to chyba pozycja przede wszystkim (jedynie?) dla
skutnikologów...